Blog
Nie taki diabeł straszny...
Ignatius
Ignatius Entuzjasta Hard'n'Heavy
0 obserwujących 489 notek 180366 odsłon
Ignatius, 14 października 2018 r.

Zastępy Goga: KAT & Roman Kostrzewski / Dragon - Relacja

79 0 0 A A A

6.10 W sosnowieckiej Sali koncertowo-Widowiskowej Muza, po raz X odbył się festiwal muzyki metalowej – Metal Fest. Ze względu na możliwość skonfrontowania na jednej scenie tuzów śląskiego metalu - Dragon i Kat & Roman Kostrzewski. Tegoroczny, jubileuszowy skład był dla mnie wyjątkowo kuszący. Oba zespoły to jak wiadomo kawał historii polskiego ciężkiego grania.

Historia obu weteranów polskiej sceny metalowej rozpoczęła się ponad trzydzieści lat temu. Składy te funkcjonowały na styku ówczesnego metalowego mainstreamu i undergroundu, kiedy to popularność thrashu w Polsce osiągnęła apogeum.

Ten specyficzny czas udokumentowały wspaniałe płyty, które ukazały się w ósmej i dziewiątej dekadzie ubiegłego wieku. Żeby tylko wymienić: KATowskie majstersztyki Oddech wymarłych światów (1988) Bastard (1992) oraz dragonowe szarże Horda Goga (1990), Fallen Angel (1990), Scream of Death (1991).

Wracając do teraźniejszości, stwierdzić muszę, że ciekawie ułożono kolejność występów. Młodsze sosnowieckie wilki z Formis i Post Profession przeplatały sztuki wspomnianych wyżej tuzów.

Rok temu koncerty Dragon zdominował smolisty ciężar dźwięków drugiego długograja zespołu Jarka Gronowskiego. Tym razem, dla przeciwwagi repertuar nasycony został bardziej klasycznie thrashowym debiutem. Wiele frajdy sprawiła możliwość posłuchania na żywca takich killerów jak „Siedem czasz gniewu”, „Wieczne odpoczywanie” – które zresztą poprzedziły malutkie problemy natury technicznej (basisty Faziego – tak, tak tego Faziego). Wiele emocji i frajdy sprawiły prawdziwie oldschoolowe hiciory „Beliar” (z wplecionym pod koniec slayerowym cytatem, który zdążył pod sceną wywołać masowy ślinotok) i wieńczący koncert „Armageddon” (zadedykowany pierwszemu wokaliście – ś.p. Markowi Wojcieskiemu). Ołowiane „Łzy szatana” swym majestatem przytłoczyły całą resztę. Co ciekawe utwór został zaśpiewany częściowo w języku angielskim (czyżby Dragon miał w zanadrzu wyruszyć na podboje poza granicami Polski?) Dzięki świetnej akustyce obiektu wszystkie zespoły zabrzmiały potężnie (a przynajmniej te, które dane mi było usłyszeć). Podziwiam wiosłowego, który bez problemu uciągnął materiał pierwotnie przewidziany dla dwóch gitarzystów. Zresztą każdy z dragonów godnie władał swym orężem – obowiązkowe solowe bombardowanie perkusisty Krystiana Bytoma. Jarek Gronowski bezlitośnie zionął swoim złowrogim rykiem.

Bardzo miłą niespodzianką była nowość o roboczym tytule „Violence” – zgrabny, dobrze zapowiadający się powiew świeżości wywołujący łaknienie na więcej!

Cieszy fakt, że Dragon przetasowuje swój repertuar, mam ogromną nadzieję, że zespół pójdzie za ciosem i konsekwentnie przypomni w przyszłości swoje pozostałe krążki. Zwłaszcza, że zdecydowanie jest co przypominać. Na żywo Dragon prezentuje się świetnie - Fred i Gronos to sceniczne bestie. Widać i słychać, że samym muzykom granie sprawia wiele frajdy. Apetyty są co raz bardziej rozbudzane, dlatego liczę na to, że powrót ten scementowany zostanie solidnym płyciwem.


Niestety nie udało mi się przybyć na czas, aby zobaczyć Formis. Nie ominąłem za to występu Post Profession. Sosnowiczanie wypadli bardzo korzystnie na tle pozostałych załóg. Bardzo świeże podejście do thrashowej materii kontrastowało z starą szkołą łojenia. Co trzeba podkreślić, zespół ten posiadał najlepsze brzmienie tamtego wieczora. To co wyróżnia zespół od innych, to bardzo wyluzowane, „ugrzerzecznione” zachowanie frontmana Grzegorza Bodziocha, który (bez ironii) miłym ciepłym głosem uspokajał fanów i zapraszał do bezpiecznej zabawy pod sceną. Zespół ten funkcjonuje od 2004 roku i mają na swoim koncie dwie płyty oraz EPkę (nie są to więc tacy debiutanci). Wciąż zespół pracuje nad nowym krążkiem, czego dowodem były zaprezentowane nowe utwory. Stanowią one swoiste novum, ponieważ dotychczasowy anglojęzyczny repertuar Post Profession został urozmaicony o przejmujące kawałki z polskimi lirykami. Dodać trzeba, że prezentują się one bardzo obiecująco. Obok solidnego gruzowania znalazło się miejsce na spokojniejszy utwór przy akompaniamencie parapetu. Na mój gust była to troszku przesłodzona i niebezpiecznie radiowa balladka. Niemniej pokazująca, że zespół się rozwija, szuka, kombinuje a to zawsze jest w cenie.

Po lekkiej żeby nie powiedzieć typowej obsuwie, przyszedł czas na gwiazdę wieczoru. Sądząc po tym, że przez pół koncertu publiczność skandowała „Nie ma KATa bez Romana” to właśnie ten skład przez większość traktowany jest, jako „autentyczna" kontynuacja KATa (w sumie truizm ale jak widać temat ten cały czas jest poddawany debacie).

Co do ekstraordynaryjnej aktywności fanów, zaliczyć można wyjątkowo wzmożone domaganie się o stareńki utwór „Ostatni tabor”. Przybyli fani musieli się obejść smakiem. Nie była to wielka strata, bowiem regularnie koncertująca formacja opiera swój set o inne sprawdzone KATowskie standardy. Repertuar jak to na koncertach Romka i spółki był stosunkowo przekrojowy. Prawie po równo z każdej płyty z naciskiem na 666 (1986) – która swego czasu doczekała się ponownego nagrania. Szczęśliwie złożyło się, że i tym razem nie zabrakło utworów, które osobiście szczególnie wielbię. Jednym z nich jest „Morderca”, który zawitał prawie na samym początku koncertu. Najbardziej jednak lubię, gdy zespół sięga po swój najbardziej techniczny album Bastard (1992). Nie przesadzę chyba stwierdzaniem, że to była szczytowa forma poezji Romana Kostrzewskiego. Świadczą o tym niesamowite wersy przywołane w „Piwnicznych widziadłach”, które za każdym razem powodują autentyczne ciary.

Opublikowano: 14.10.2018 23:05. Ostatnia aktualizacja: 16.10.2018 19:48.
Autor: Ignatius
Skomentuj Obserwuj notkę Napisz notkę Zgłoś nadużycie
NEWSY - TOP 5

Ostatnie notki

Najpopularniejsze notki

Ostatnie komentarze

  • @Poliszynel Coś w tym z pewnością jest, ale popatrzmy na to z drugiej strony -  jednym...
  • @Jarosław Klimentowski Ani nutki - najświeższym kawałkiem był For the Greater Good of God z...
  • @Teutonick Było niezwykle sentymentalnie ze względu na różne, nakładające się...

Tematy w dziale Kultura