3 obserwujących
527 notek
200k odsłon
54 odsłony

Autopsy: Puncturing the Grotesque (2017) - Recenzja

Doomed to war eternally, just as they were fucked bred
Doomed to war eternally, just as they were fucked bred
Wykop Skomentuj

Spójrzcie na tę estetyczną zbrodnię jaką popełnił Denis Dread. Okładka zwłaszcza jej kolorystyka jest tak ohydna… tak odpychająca, że aż oczy wypala. Przed utratą wzroku spostrzegawczy mają szansę wypatrzeć wronę, nuklearną czaszkę i wiele innych ciekawych elementów współtworzący ten koszmar, który znajduje swoje odzwierciedlenie w tekstach. Jeżeli rzeczywiście osłabiony zmysł wyostrza drugi, to w tym wypadku dobrze aby padło na słuch.

New levels of depravity arise

As mankind defeats itself

In a slow downward spiral

Of violence, inbreeding, savagery and chaos

Minds dessicate, senses dull, barbarism rises

Humans become a cockroach infested shell

Of what could have been...

Witness the beginning of the end...

Po poprzedniej wyśmienitej EP Skull Grinder (2015) dwa lata później Autopsy przygotowuje drugą porcję krańcowego cierpienia. Tym razem materiał jest krótszy, za to bardziej zwarty. Przede wszystkim zrezygnowano z zbyt wyeksploatowanych w dotychczasowej twórczości przerywników. Nie licząc rzecz jasna ponad minutowego gitarowego zgiełku, zatytułowanego „Depths of Dehumanization”. Intro jak intro, chora deklamacją Chrisa wprowadza w wir drastycznych dźwiękowych zdarzeń.

Właściwy start to nośny energetyczny tytułowy death’n’roll. Żywiołowy kawał miecha krwawo sączy się, oblepiając przerażone membrany głośników. Nie mogło zabraknąć solidnego wokalnego obłąkania lidera. Pod koniec gitarzyści wymieniają się soczystymi solówkami przerywanymi paroksyzmami Chrisa Reiferta.

Po chwili radosnych pląsów wpadamy w bardziej minorowe tony podczas „The Sick Get Sicker”. Jest to znacznie bardziej masywny twór. Przytłacza ciężar gitar przy wtórującym miarowym biciu perkusji. Teatralizacja partii wokalnych na typowym poziomie, potęguje atmosferę interpretowanego tekstu. Charakterystyczna kulminacja kończy się złowrogim afektem. Subtelna solówka początkowo rozładowuje emocji aż nagle wchodzą ostre, dotkliwe dźwięki tremolo. Ostatnie okrutnie przeciągające się agonalne jęki gitary, są idealnym zwieńczeniem kawałka.

Niech was nie zwiedzie niepozornie majaczący początek „Gas Mask Lust”. W tym utworze drzemie istne pandemonium. Czas na zdoomiewajacą klasę ciężką. Machina rozkręca się bardzo powoli, w zasadzie sedno sprawy rozpoczyna się dopiero w połowie, tuż po partii solowej. Gdzie przygotowywano spektakularny death’n’rollowy finał, gdzie jakimś okropnym zrządzeniem losu finezja została gwałtem wzięta przez nieznającą litości brutalność.

The doom knell reverberates under the ground

Where the fallout sinks in form the nuclear clouds

Największym niszczycielem na tej małej płytce jest „Corpses at War”. Praca gitar urzekła mnie od pierwszego odsłuchu. Siła rozmytego, nieco schowanego riffu, ma siłę czarnej dziury. Gitary kipią leniwie, cierpliwie oblepiają swa ofiarę, po to by wchłonąć bez reszty wpierw pozbawiając tchu…

Wrona z okładki przemówiła, to nie byle jaka wrona to sama „Gorecrow”. Również i tu mamy konglomerat ciężaru i pierwotnej niszczycielskiej siły. Posępne riffy, nagłe zrywy, niepokojące melodie.

Na koniec zespół przygotował prawdziwą niespodziankę. Cover thrash metalowego zespołu Bloodbath o dość bezpośrednim tytule „Fuck You!!!” - to pierwszy opublikowany cudzes w historii grupy. Zresztą może nie do końca cudzy, bo w coverowanym zespole udzielał się gitarzysta Danny Coralles. Gwoli ścisłości istnieje wersja alternatywna utworu, przygotowana na potrzeby specjalnego splitu Autopsy vs Bloodbath (2017), który wyszedł równocześnie z recenzowaną EPką. Na wspomnianym splicie Autopsy dzieli miejsce razem z szwedzkim Bloodbath, który na warsztat wziął utwór „Blood Bath” zespołu Cancer – przyznać trzeba żart udany.

Od strony stylistycznej mamy do czynienia z pełnym spectrum stylu Autopsy. Produkcja jest odpowiednio przybrudzona. Podziwiać można przestrzenność zwłaszcza w wolniejszych fragmentach. Znów zespół pozostawia słuchacza z poczuciem niedosytu, dlatego najlepiej słuchać za jednym zamachem wraz z poprzednią EPką – obie płytki doskonale się uzupełniają. Jest to jedyny mankament Puncturing the Grotesque (2017), dwadzieścia minut Autopsy to zdecydowanie racja głodowa. Nie da się ukryć, że jest to kolejna mocna pozycja w dyskografii popaprańców z Oakland. Zdecydowanie warta uwagi!


Zobacz galerię zdjęć:

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura