66 obserwujących
642 notki
964k odsłony
  283   0

Przypowieść o miłosiernym Samarytaninie-historyczność

              W czasie podróży Jezusa po Judei, przystąpił do Niego pewien uczony w Piśmie, który pragnął zgłębić niektóre zasadnicze punktu Jego nauki, ale też aby wystawić Go na próbę. Ów doktor chciał poznać bliżej głośnego Rabbiego z Galilei, zapytał więc po prostu: „Mistrzu co należy czynić, by uzyskać życie wieczne? Jezusowi spodobało się to pytanie, zadając z kolei odpowiednie pytanie chce sprowokować tego doktora aby sam sobie odpowiedział; stosuje więc nieomal metodę Sokratesa. Pyta uczonego: „ W Prawie co napisano? Jako czytasz? (Łk 10,26). Ten odpowiada, że napisane jest , aby kochać Boga za wszystkich sił swoich, a bliźniego jak siebie samego. 

      Miłość Boga przypominała codzienna modlitwa Shema (modlitwa złożona z 3 wyjątków z Pentateuchu - w pierwszym zaleca się miłość względem Boga (Pwt 6,4-9), w drugim zachowanie przykazań Bożych (Pwt 11,13-21), a w trzecim (Lb 15,37-41) nakazuje by nawet frędzle ubioru przypominały przykazania Boże).

      Jezus pochwalił odpowiedź a Jego słowa są właśnie cytatem początkowych zdań z Shema: „Dobrze odpowiedziałeś. Czyń to a będziesz żył” (Łk. 10,28).

      Niemniej jednak w żadnym miejscu Tory te dwa przykazania tj. miłość Boga i miłość bliźniego nie są podane razem i zdaje się, że ówcześni rabini ich nie łączyli. A przede wszystkim niesprecyzowane było słowo bliźni i nie było wiadomo kogo ono oznaczało: czy tylko krewnych i przyjaciół, czy też wszystkich współziomków lub współwyznawców, albo w niezwykle śmiałej hipotezie również i wrogów, obcokrajowców, nieobrzezańców, bałwochwalców.

      W Księdze Wyjścia można znaleźć nawet wyraźny nakaz by Izraelita wspomógł swojego wroga. Ale ta pomoc nakazana była względem „bliźniego” (hebr. rea), tj względem innego Izraelity, a tylko czasem mogła być rozciągnięta również i na „obcego” (ger), który mieszkał na ziemi żydowskiej i w ten sposób był z tym narodem niejako związany. Natomiast do tej kategorii nie zaliczali się gojim, wobec których, jeżeli nie zalecano nienawiści, to Stary Testament np. jednak nakazywał eksterminacyjną wojnę (herem) z czego łatwo można było wysnuć ogólny wniosek o nakazie nienawiści. Taki wniosek za czasów Jezusa wyciągał judaizm wobec Greków i Rzymian i nawet wobec tych Izraelitów, od których doznano jakichś krzywd. Wtedy zamiast miłości bliźniego stosowało się prawo odwetu. W Starym Testamencie jest zdanie, w których Izraelita, mówiąc o „bliźnim swoim” wyraża wrogie uczucia i wzywa na niego kary Bożej (Ps. 108, 6-13;18-19).

     O to właśnie pyta uczony w Piśmie Jezusa: „A któż jest moim bliźnim” Jezus odpowiada mu przypowieścią:

      „Człowiek pewien schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców; Ci nie tylko go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na wpół umarłego, odeszli (Łk 10,30). Droga z Jerozolimy do Jerycha w czasach Ricciottiego liczyła 37 km, ale za czasów Jezusa była nieco krótsza. Człowiek ten schodził z Jerozolimy; droga ta prawie cały czas biegnie w dół, bo różnica poziomów między oboma miastami wynosi prawie 1000 metrów. Około 8 km za Jerozolimą aż do bram Jerycha droga przecina zupełnie pustynną okolicę, pełną wzgórz i niedostępnych wertepów; był to zawsze teren zbójeckich napadów, trudno było wytropić bandytów w ich tajemnych i niedostępnych kryjówkach gęsto rozsianych po obu stronach drogi. Za czasów krucjat na 19 km od Jerozolimy za obronę i schronienie służyła silna warownia Khan Hathtur (co prawda często nocy dawała przytułek samym bandytom). W latach 30 XX wieku znajdowały się tam liczne posterunki policji.

      Droga ta choć niebezpieczna, była bardzo często uczęszczana ponieważ była jedyną, która wiodła ze stolicy i dużej części Judei do urodzajnej i gęsto zamieszkanej równiny Jerycha i dalszych okolic za Jordanem.

      Nieszczęśliwy podróżny leży na drodze pobity, posiniaczony i osłabły i nie może w żaden sposób ruszyć się z miejsca bez pomocy ze strony litościwego przechodnia. „Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan, zobaczył go i minął. Tak samo i lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął”

      Przypowieść zdaje się sugerować, że zarówno kapłan jaki lewita po skończeniu swej służby w świątyni wracali do swych domów położonych w okolicach Jerycha, albo jeszcze dalej. Po tych dwóch nadchodzi trzeci podróżny: „Pewien zaś Samarytanin, wędrując przyszedł również na to miejsce. Gdy go zobaczył wzruszył się głęboko, podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem, potem wsadził go na swoje bydlę (juczne zwierzę wg Giuseppe Riccottiego), zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: „Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz ja oddam tobie gdy będę wracał”( Łk 10, 33-35).

      Samarytanin mógł być kupcem, który jechał w okolice Jerycha po towar, dlatego miał wkrótce wracać. Był zamożny ponieważ podróżował na jucznym zwierzęciu. Zaopiekował się pobitym na tyle na ile było to możliwe na pustkowiu. Rany opatrzył w ten sposób jak to robiono w tamtych czasach, a więc przemył łagodzącą oliwą i winem dla dezynfekcji i owinął prowizorycznym bandażem.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale