1 obserwujący
78 notek
82k odsłony
328 odsłon

Lewacy - inteligentni łajdacy

Wykop Skomentuj3

Lewica ma wreszcie swoją rebelię przeciwko Trumpowi. Po śmierci czarnoskórego Georga Floyda w wielu miastach amerykańskich – ale nie tylko – doszło do aktów przemocy przeciwko mieniu, zdrowiu i życiu na ogół białej ludności, która jest uważana za rasistowską, a może nawet faszystowską. To nie pierwszy taki incydent, kiedy w śmierć czarnoskórego zaangażowani są funkcjonariusze policji. Licząc w latach 2017-19 z rąk amerykańskiej policji zginęło 1226 białych, 485 latynosów i 667 czarnoskórych. Jak widać najczęściej narażeni na śmierć w konfrontacji z funkcjonariuszami policji są biali, których zginęło prawie dwa razy więcej niż czarnoskórych. Warto jednak zaznaczyć, że czarni stanowią jedynie 13 proc. populacji Stanów Zjednoczonych. To najlepszy dowód – według lewicy - na to jak rasistowska jest amerykańska policja. Jeśli lewa strona wierzy w taką tezę, to jest to ogólnie niebezpieczne, ale dzięki mentalności oblężonej twierdzy, będzie spychać samą siebie w jeszcze większe ekstremum sceny politycznej. I o to właśnie chodzi.

REWOLUCJA KONTRKULTUROWA

Lewica to łajdaki, ale trzeba przyznać, że łajdaki inteligentne. Potrafili opanować instytucje odpowiedzialne za kształtowanie opinii publicznej takie jak media, kultura masowa, edukacja. Dzięki temu wygrali w polityce. Prawica jako siła polityczna właściwie już dzisiaj nie istnieje, bo nawet partie, które reklamują się jako konserwatywne (czyt. prawicowe) przejęły postulaty lewicy w kwestiach gospodarczych. Dzięki wytężonej pracy trwającej kilkadziesiąt lat i polegającej na praniu mózgów kolejnym pokoleniom, w masowej świadomości prawicowiec = faszysta. Nie da się właściwie tego odwrócić. Prawaki nie rozumieją tego jak działają media i kultura masowa, więc nie mają możliwości dotrzeć do masowego odbiorcy. Nie chodzi tu tylko o pieniądze. Gdyby dać jakiemuś reżyserowi, uważającemu się za prawicowca, ogromny budżet i zamówić u niego film promujący wartości prawicowe, to prawdopodobie wyszłaby z tego jakaś chała, której nikt nie chciałby ogladać. No dobrze, można opłacić Clinta Eastwooda, ale jest on wyjątkiem powterdzającym regułę. Prawda jest taka, że trzeba by wynająć jakiegoś lewaka – wybór jest ogromny – i patrzeć mu cały czas na ręce podczas realizacji filmu, czy nie przemyca jakichś antywartości lewicowych. Taki film miałby szanse osiągnąć sukces. To jest właśnie sedno problemu: nawet jeśli mielibyśmy pieniądze na promowanie swojego punktu widzenia u masowej publiczności, to i tak musielibyśmy współpracować z lewicą.

TRUMP – OSTATNI MOHIKANIN

Wiadomo, że Trump nie jest żadnym prawicowcem, ale wreszcie słoneczko zaświeciło na naszej ulicy. Podobno wszystko zaczęło się od jakiegoś eventu zorganizowanego przez Baracka Obamę, gdy zasiadał on na stolcu prezydenta USA. Trump został zaproszony na tę imprezę – a tak, wtedy jeszcze nie był “faszystą” - pewnie na warunkach celebryty dodającemu kolorytu całemu wydarzeniu. Faktem jest, że był jednym z wielu zaproszonych gości. Niestety dla niego został wyróżniony podczas przemówienia czterdziestego czwartego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Obama powiedział, że gdy już upubliczniono jego akt urodzenia, Donald Trump – który się tego domagał – będzie mógł zająć się wreszcie poważnymi sprawami. Sprawy którymi miał zająć się Trump to:

-czy Amerykanie rzeczywiście wylądowali na Księżycu

-czy w Roswell rozbiło się UFO

-gdzie jest Tupac Shakur

Wszyscy się śmiali. Ale to nie wszystko. Na telebimie pokazano fikcyjny projekt jego nowego hotelu połączonego z kasynem i polem golfowym pod nazwą White House. Później jeszcze prezydent Stanów Zjednoczonych żartował z występu Trumpa w reality show The Apprentice. Ogólnie było wesoło. To wydarzenie miało miejsce w maju 2011 roku. Donald Trump, jak każdy człowiek biznesu, próbował dobrze trzymać z każdą władzą. Przekazywał pieniądze jednym i drugim. Ogólnie w latach 1989-2010 Demokraci otrzymali od niego 175 tys. dolarów więcej niż Republikanie. W Donaldzie Trumpie zaszła jednak pewna zmiana. W latach 2011-15 Demokraci otrzymali od niego zawrotną sumę 8,5 tys. dolarów. Pytanie: co się stało? Czyżby urażona duma :)

Bez pieniędzy Trumpa Partia Demokratyczna dałaby sobie radę, jednak ważniejsze jest to, że ekscentryczny miliarder wmówił samemu sobie, że nadawałby się idealnie na stanowisko prezydenta Stanów Zjednoczonych. Byłoby to ryzykowne dla samego Trumpa, ponieważ jego ego mogłoby w takiej sytuacji eksplodować, ale z drugiej strony nie miał nic do stracenia w ostatnim etapie swojego burzliwego życia. W normalnych okolicznościach powinien starać się o nominację Demokratów, którzy reprezentowali bliski mu system wartości. Tylko jak pokazał bankiet u Obamy w normalnych okolicznościach został przez liberałów wyśmiany. Pozostała jeszcze jedna opcja: start w wyborach jako kandydat niezależny. Taki kandydat nie ma szans na zwycięstwo, a Trumpowi nie chodziło przecież o to, żeby wystartować w wyborach, tylko żeby zostać prezydentem USA. Właściwie to stanowisko, biorąc pod uwagę to, że jest chyba największym geniuszem jeśli nie na świecie, to przynajmniej w Ameryce Północnej, mu się należało. No właśnie... Ludzie, którzy mieli być lewarem umożliwiającym mu zostanie głównym lokatorem Białego Domu, nie tylko nie chcieli mu tego umożliwić. Oni go jeszcze wyśmiali. Gdyby tylko mógł się na nich odegrać. Ale jak? Przecież jeśli wystartuje jako kandydat niezależny dostanie kilka procent głosów. Właśnie na tym polega problem, że jeśli nie dostanie nominacji Partii Demokratycznej to nie może... A nie, czekaj...

Wykop Skomentuj3
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka