Przewlekłe skutki wojny na Bliskim Wschodzie
Bliski Wschód od lat kojarzony jest z ropą naftową. Tamtejsze kraje posiadają bowiem gigantyczne zasoby tego surowca i mają olbrzymi wpływ na globalny rynek, będąc jednym z głównych źródeł podaży ropy. W krajach regionu Zatoki Perskiej (Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie (ZEA), Kuwejt, Katar, Bahrajn, Oman, Iran oraz Irak) przez lata powstawała infrastruktura, służąca do przetwarzania i eksportu ropy a także gazu ziemnego. Szczególnie mowa tutaj o licznych rafineriach, rurociągach, portach i terminalach naftowych, gazociągach, instalacjach do skraplania gazu ziemnego itd.
Destrukcja infrastruktury energetycznej
Jak wspomniałem wyżej, infrastruktura energetyczna usiana na Bliskim Wschodzie powstawała przez długie lata. Dość powiedzieć, że w sprzyjających warunkach czas budowy rafinerii zajmuje od 5 do nawet 10 lat. Z kolei instalacja do skraplania gazu nierzadko powstaje przez okres od 4 do 7 lat.
Nie muszę zapewne wspominać, że są to bardzo drogie projekty. W przypadku infrastruktury energetycznej koszt budowy liczony jest w dziesiątkach miliardów USD.
Tymczasem, w odpowiedzi na ataki USA i Izraela, Iran przyjął strategię niszczenia infrastruktury energetycznej zlokalizowanej w krajach, które udostępniły Stanom Zjednoczonym terytorium do przeprowadzania ataków. Z punktu widzenia Iranu jest to bardzo dobra strategia, ponieważ:
- ataki na sojuszników USA w regionie, wymiernie szkodzą tym krajom, co ma na celu sprawić, że mniej ochoczo udostępnią one swoje terytorium amerykanom do dalszych działań,
- rakiety spadające na Bahrajn, Zjednoczone Emiraty Arabskie itd. stawiają USA w złym świetle. Pojawia się pytanie/wątpliwość w stylu: „dlaczego chroniona jest przestrzeń powietrzna Izraela, a nasza nie?!”,
- i najważniejsze: demolowanie infrastruktury energetycznej sprawia, że konflikt staje się przewlekły, co kompletnie kompromituje Trumpa i jego „kilkudniową operację”.
O ile strategia Iranu jest bardzo dobrze uzasadniona, to niesie ona ze sobą fatalne skutki dla świata. I żebyśmy się dobrze zrozumieli: nie obwiniam Irańczyków za tę sytuację.
Fatalne skutki, o których piszę, w dużej mierze wynikają z ataków na infrastrukturę energetyczną i od razu zaznaczę, że wzrosty cen ropy i gazu to jedynie wierzchołek góry lodowej.
Poniższa grafika dosyć dobrze pokazuje, jakie obiekty związane z rynkiem ropy i gazu ucierpiały na Bliskim Wschodzie od wybuchu konfliktu. Co należy jednak podkreślić, nie jest to pełna lista (w rzeczywistości jest znacznie gorzej). Z grafiki możemy wyczytać, jaka jest skala zniszczeń. Im ciemniejszy odcień czerwonego, tym są one większe. Z kolei kolor żółty symbolizuje lekkie uszkodzenia. Ważne są tutaj też ostatnie dwie kolumny po prawej. Liczba kółek i kwadratów odzwierciedla, jak duży będzie zakres napraw oraz jak długo one mogą potrwać. Przykładowo, Ras Laffan (katarska rafineria oraz instalacja do skraplania gazu) wymaga niemal całkowitej odbudowy a czas naprawy może potrwać 5 lat.

Gdybyście pomyśleli, że ta grafika jest zbyt pesymistyczna i naprawa zapewne potrwa krócej, to podobne szacunki pojawiają się w wielu różnych źródłach. Przykładowo, takie stanowisko zajmuje w tej sprawie Rystad Energy.

Od kryzysu energetycznego do kryzysu żywnościowego
Od momentu ataku na Iran z 28 lutego, każdy zapewne zdążył już dowiedzieć się, jak istotną rolę w globalnym handlu ropą i gazem odgrywa Cieśnina Ormuz. Jeśli jednak chcecie lepiej poznać to wąskie gardło handlowe, zajrzyjcie do mojego artykułu pt. „Kryzys Energetyczny 2.0. Czy czeka nas powtórka z 2022 roku?”. Tymczasem poniżej zamieszczam cenną grafikę od Visual Capitalist, która świetnie pokazuje, jak Ormuz wypada na tle innych takich miejsc. Jak widzicie, przez Ormuz przepływało prawie 21 mln baryłek ropy naftowej dziennie. Oznacza to, że cieśnina ta miała ponad 26% udziału w transporcie morskim tego surowca. Piszę w czasie przeszłym, bo jak wiadomo, teraz tylko ułamek tego handlu się odbywa z uwagi na trwającą wojnę.

Nie wszyscy jednak zdają sobie sprawę z tego, że ropa i gaz to jedynie 2 spośród wielu bardzo ważnych surowców, które swobodnie przepływały przez Ormuz. Obecnie ich transport przez cieśninę albo zamarł, albo odbywa się w bardzo ograniczonym zakresie.
Na poniższej grafice z Katusa Research wymienione są najważniejsze z tych surowców. Od lewej: ropa naftowa, LNG (skroplony gaz ziemny), fosforan, hel, amoniak, siarka i mocznik.

Wartości procentowe odnoszą się do tego, jaka globalna część podaży danego surowca zagrożona jest z powodu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Przykładowo, wojna w Iranie zakłóca 20% światowej podaży fosforanu, 30% amoniaku, 45% siarki i 50% podaży mocznika.
Celowo przywołałem w powyższym przykładzie te 4 surowce, bowiem są ona bardzo ważne dla światowej podaży nawozów, a co zatem idzie dla światowego bezpieczeństwa żywnościowego. I żeby było ciekawiej: amoniak czy też mocznik produkowane są w wyniku przetwarzania gazu ziemnego (jako produkt uboczny). Zatem podaż tych surowców jest od siebie wzajemnie silnie zależna.
W ten oto sposób powoli przechodzimy do głównego tematu mojego artykułu – kryzysu żywnościowego.
Czytaj dalej: Independent Trader - niezależny portal finansowy
Źródło: Independent Trader
Autor: Konrad Pietruszka



Komentarze
Pokaż komentarze