Moim zdaniem rynek ma przed sobą jeszcze zejście niżej. Czy będzie to 40 tys. USD? Czy może inny poziom? Tego nikt nie wie. Możemy tworzyć scenariusze, możemy analizować sentyment, płynność, zachowanie banków centralnych czy medialne ataki na Bitcoina, ale ostatecznie rynek i tak zrobi swoje. Dlatego najważniejsze nie jest dziś zgadywanie co do dolara, gdzie wypadnie dołek. Najważniejsze jest przygotowanie się na moment, w którym pojawi się okazja.
W tym materiale skupię się więc nie na tym, czy Bitcoin spadnie jeszcze 20%, 30% czy 40%, ale na tym, jak w ogóle podejść do inwestowania w Bitcoina. Mamy bowiem kilka możliwości: zakup przez giełdy kryptowalut, ekspozycję przez ETF-y, wykorzystanie marginu u brokera oraz zakup akcji spółek, które zachowują się jak Bitcoin na sterydach. Każda z tych opcji ma zalety, ale każda ma też swoje pułapki.
Jak bezpiecznie inwestować w Bitcoina?
Jeżeli ktoś chce kupić Bitcoina bezpośrednio, najczęściej zaczyna od giełdy kryptowalut. I tu od razu trzeba powiedzieć jedną rzecz: korzystamy wyłącznie z największych giełd. Nie interesują mnie małe lokalne podmioty tylko dlatego, że pozwalają wpłacać złotówki. Koszt przewalutowania złotówek na euro czy dolary jest dziś pomijalny, zwłaszcza jeśli zestawimy go z potencjalnymi zyskami albo stratami na rynku krypto.

Źródło: WSJ.com
Historia FTX pokazała, że upaść może nawet gigant. Swego czasu była to druga albo trzecia największa giełda kryptowalut na świecie. Rywalizowała z Coinbase’em, była rozpoznawalna, miała świetny marketing, a później okazało się, że mamy do czynienia z potężnym wałkiem. Część inwestorów odzyskała środki, ale w dolarach, a nie w Bitcoinie. Gdyby trzymali kryptowaluty na zewnętrznych portfelach, ich sytuacja mogłaby wyglądać zupełnie inaczej. Dlatego powtórzę to bardzo wyraźnie: giełdy nie są do trzymania kryptowalut. Giełdy są do ich kupowania.
Możemy korzystać z takich giełd jak Binance czy KuCoin, czyli dużych, płynnych i tanich platform. Warto też mieć konto zapasowe na giełdzie amerykańskiej, takiej jak Kraken albo Coinbase. Dlaczego? Bo żyjemy w czasach sankcji, wojen handlowych i coraz większej fragmentacji świata finansowego. Jeżeli jedna część rynku stanie się nagle „nieprzyjazna” dla inwestorów z Zachodu, dobrze mieć alternatywę.
Nie zmienia to jednak podstawowej zasady: kupujemy kryptowaluty, a następnie transferujemy je na portfel sprzętowy.
Portfel sprzętowy to podstawa bezpieczeństwa
Najbezpieczniejszym sposobem przechowywania Bitcoina jest portfel sprzętowy. Do wyboru mamy m.in. Ledgera oraz Trezora. Nie chcę tutaj rozstrzygać, który z nich jest lepszy. Oba rozwiązania są popularne, oba mają swoich zwolenników i oba mogą spełniać swoją funkcję, jeśli użytkownik wie, co robi.

Źródło: hellocrypto.com
Jeżeli ktoś dysponuje małym kapitałem, prawdopodobnie wystarczy mu tańszy model. Jeżeli ktoś inwestuje większe kwoty, sensowne może być kupienie kilku portfeli i rozdzielenie środków. Nie dlatego, że droższy model automatycznie czyni nas nieśmiertelnymi, ale dlatego, że przy większym kapitale warto ograniczać każdy możliwy punkt ryzyka.
Bardzo ważna rzecz: jeżeli macie portfel sprzętowy z poprzedniej hossy, rozważcie jego pełny reset. Nie dlatego, że na pewno coś jest nie tak, ale dlatego, że możecie nie wiedzieć, czy ktoś kiedyś nie wszedł w posiadanie waszych słów odzyskiwania. A jeśli ktoś ma seed, czyli te magiczne słowa pozwalające odtworzyć portfel, to tak naprawdę ma dostęp do waszych środków.
Warto też zadbać o komputer. Ja sam zamierzam korzystać z osobnego urządzenia wyłącznie do obsługi giełd i portfeli krypto. Nie dlatego, że jestem paranoikiem, tylko dlatego, że nie mam pewności, co przez lata znalazło się na moim głównym komputerze. Można mieć szkodliwe oprogramowanie i nawet o tym nie wiedzieć.
Najprostsza zasada brzmi: osobny komputer, dobrze zabezpieczony system, portfel sprzętowy i seed zapisany offline. Nie w chmurze. Nie na zdjęciu. Nie w notatniku. Na papierze albo innym fizycznym nośniku, przechowywanym w bezpiecznym miejscu.
Zanim przelejesz większe środki, sprawdź giełdę i dokumenty
Rynek krypto z roku na rok jest coraz bardziej regulowany. Giełdy wymagają coraz więcej dokumentów, procedury KYC i AML są coraz bardziej rozbudowane, a banki potrafią blokować przelewy albo prosić o potwierdzenie pochodzenia środków.
Dlatego nie warto czekać do samego końca bessy, aby dopiero wtedy zakładać konto, weryfikować dokumenty i testować przelewy. Lepiej zrobić to wcześniej. Sprawdźcie, czy giełda ma od was wszystkie wymagane informacje. Zróbcie niewielki przelew testowy. Zamieńcie środki na USDT albo USDC. Zobaczcie, czy bank albo giełda nie poproszą o dodatkowe dokumenty.
W czasie prawdziwej paniki rynkowej liczą się godziny, a czasem minuty. Jeśli wtedy dopiero zaczniecie walkę z weryfikacją konta, możecie po prostu przegapić okazję.
Margin na giełdach krypto? Tego bym unikał
Na rynku kryptowalut istnieje możliwość kupowania aktywów na kredyt, czyli z wykorzystaniem marginu. Brzmi kusząco. Kupujecie Bitcoina za własne środki, bierzecie dodatkowy kredyt od giełdy i zwiększacie ekspozycję. Jeśli rynek rośnie, zyski są większe. Problem w tym, że jeśli rynek spada, straty pojawiają się błyskawicznie.
Załóżmy, że macie 10 tys. USD własnych środków i dobieracie kolejne 10 tys. USD kredytu. Macie więc pozycję wartą 20 tys. USD. Jeśli Bitcoin spadnie o 40–50%, giełda nie będzie do was dzwoniła z uprzejmą prośbą o dopłatę. Pozycja zostanie zamknięta automatycznie, często w nocy, przy niskiej płynności, dokładnie wtedy, kiedy duzi gracze atakują lewarowane pozycje małych inwestorów.
Co gorsza, korzystając z marginu na giełdzie, musicie zostawić kryptowaluty na tej giełdzie. A jeśli giełda upadnie, możecie znaleźć się w fatalnej sytuacji. Stracicie własne krypto, a zobowiązanie kredytowe może nie zniknąć. To nie działa tak, że wszystko się magicznie zeruje.
Do tego dochodzą koszty. Oprocentowanie kredytów na giełdach krypto potrafi być absurdalnie wysokie. W niektórych przypadkach mówimy o kilkunastu, kilkudziesięciu, a czasami nawet o jeszcze wyższych wartościach procentowych rocznie. Dla mnie zakup krypto na marginie z giełdy jest jednym z najbardziej ryzykownych zagrań, jakie można wykonać.
Jeżeli ktoś nie przeszedł przynajmniej jednego pełnego cyklu, nie kupił blisko dołka, nie sprzedał z zyskiem i nie wie, jak zachowuje się psychika w trakcie spadków po 50%, to nie powinien nawet dotykać lewaru.
Czytaj dalej: Independent Trader - oszczędzanie i inwestowanie
Jak osiągnąć niezależność finansową?
Autor: Trader21


Komentarze
Pokaż komentarze (1)