0 obserwujących
9 notek
13k odsłon
168 odsłon

Służą i chronią.

Wykop Skomentuj2

Tak jak obiecywałem czas na pierwszą analizę dotyczącą polskiej Policji. Zacznę od tego, co jest najczęściej sygnalizowane, szczególnie w internecie. Otóż jednym z najistotniejszych problemów Policji w odbiorze społecznym jest permanentne lekceważenie oczekiwań zwykłych obywateli.

Zdecydowana większość policjantów to ludzie, którzy przyszli do tej formacji z powołania, po to by służyć społeczeństwu walcząc z przestępcami. Niestety, bardzo wielu nie rozumie, na czym dodatkowo (a może przede wszystkim) ma polegać służba. Zarówno w szkołach policyjnych jak i później w macierzystych jednostkach nikt nie wbija policjantom do głowy, że obywatelom trzeba służyć... pomocą.

Znakomita większość funkcjonariuszy wykonuje swój zawód z prawdziwą pasją, niestety zbyt często kosztem rodziny i własnego zdrowia. Osobiście znam dziesiątki takich policjantów. Będą sypiać po dwie godziny na dobę, nie wychodzić praktycznie z komendy czy komisariatu w najbardziej rodzinne święta, aż nie złapią brutalnego zabójcy czy pedofila. Mogą marznąć w chłodzie i deszczu w zasadzce na złodziei samochodowych, w pościgu samochodowym z narażeniem życia gonić sprawców brutalnego napadu na mieszkanie, ale tak trudno przychodzą im rzeczy najprostsze.

Ciągle pokutuje filozofia ograniczająca zadania Policji tylko do walki z przestępczością i działań na rzecz bezpieczeństwa przez duże B. Nikt (oprócz obywateli) nie wymaga, aby policjanci POMAGALI. Stąd historie opisane przez STAREGO WIARUSA i MULTIMIRA w komentarzach do mojego pierwszego tekstu są tak nam odległe. I mimo, że dotyczą policji amerykańskiej i australijskiej nie chodzi o odległość geograficzną. Owszem, policjanci potrafią być uprzejmi i kulturalni, wielu potrafi także okazać empatię ofiarom brutalnych przestępstw czy ciężkich wypadków drogowych. Niestety nawet w tym zakresie jest ogrom pracy do zrobienia.

Zatrzymanie się przy kierowcy zepsutego samochodu i wezwanie na jego prośbę pomocy drogowej, wskazanie drogi w nieznanym mieście czy tylko zaoferowanie samej pomocy jest tak rzadkie, że sam jestem ciekaw czy ktoś z czytelników miał do czynienia z taką sytuacją. Z przypadkami podobnymi do opisanych przez STAREGO WIARUSA i MULTIMIRA nigdy się nie spotkałem a przez bez mała dekadę byłem Komendantem Powiatowym Policji. Faktem jest, że może to także wynikać z tego, że policjanci nie mieli okazji mi się sami pochwalić, ich bezpośredni przełożeni nie widzieli takiej potrzeby a ci, którym pomogli nie pomyśleli o tym, aby podziękowania przekazać szefowi jednostki.

Szanowni czytelnicy to nie jest wina samych policjantów. Nikt ich nie szkoli ani od nich nie wymaga, aby starali się pomagać. Muszą ścigać sprawców przestępstw i wykroczeń, chuliganów, pijanych kierowców dbać o bezpieczeństwo, ład i porządek, ale pomagać nie muszą. Z tego nikt ich nie rozlicza tak jak z mandatów, wniosków o ukaranie czy zatrzymań sprawców na gorącym uczynku. Podejrzewam, że w skrajnych przypadkach niektórzy ich przełożeni mogliby nawet mieć do nich pretensję, że zajmują się drobiazgami, które nie należą do ich obowiązków.

Ten stan trwa od początku przemian niezależnie od tego, kto sprawuje władzę. Raz nacisk jest kładziony na nietrzeźwych kierujących, raz na sprzedających dopalacze, a kolejny na przestępstwa z nienawiści. W Komendzie Głównej Policji jest cała rzesza bardzo mądrych oficerów, którzy zrobią dosłownie wszystko, aby wesprzeć aktualną władzę i udowodnić postawione przez tę władzę tezy, że na obecnym etapie największym problemem są pedofile, pseudokibice albo piesi bez odblasków. Obywatel? No cóż, jest tyle ważniejszych spraw. Oczywiście obywatel jest zawsze na pierwszym miejscu i wszystko robi się dla jego dobra. Taaa.

Proszę sobie wyobrazić, że geniusze z KGP wymyślili kilka lat temu debaty społeczne. Jak zwykle po to aby obywatelowi zrobić dobrze. Ze strony organizatorów zawsze był obecny Komendant Powiatowy, Wojewódzki, Wojewoda, Starosta, Prezydent Miasta, Komendant Państwowej Straży Pożarnej. Z uwagą słuchali zaproszonych na debatę obywateli, zapisywali ich wnioski a następnie w swoich zakresach je realizowali. Poważne miny, poważne problemy obywateli.

I tak Wojewoda i Komendant Wojewódzki słuchali, że gdzieś nie ma przystanku autobusowego, przejście dla pieszych jest w złym miejscu a pies sąsiada szczeka za głośno. To nic, że na debaty przychodzili przede wszystkim z polecenia przełożonych pracownicy różnych urzędów, uczniowie gimnazjów i szkół średnich przyprowadzeni przez nauczycieli, a nawet policjanci po cywilnemu. Tłumy musiały być i były. Jak za tow. Gierka. Były artykuły w prasie i internecie. Proszę, można pokazać, że władza jest blisko ludzi? Można. Geniusze zarządzający Policją wprowadzili nawet miernik do rozliczania jednostek terenowych. Co najmniej jedna debata powiatowa na kwartał.

W każdym urzędzie, w każdej jednostce Policji i Straży są dni, kiedy ich szefowie przyjmują interesantów. Są radni szczebla gminnego, powiatowego i wojewódzkiego. Do każdego urzędu można złożyć pismo tradycyjnie czy przez internet. Co z tego. Nie ma show, nie ma zdjęć, nie ma artykułów w prasie.

A obywatel? Obywatel nadal jak nie machnął ręką to żaden radiowóz się przy jego zepsutym samochodzie nie zatrzymał (o ile stał w miejscu dozwolonym).

A propos debat społecznych. Pomyśleć, że wystarczyło wprowadzić Krajową Mapę Zagrożenia Bezpieczeństwa i obywatel bez ruszania się z domu może wskazać gdzie widzi problem. Nie jest to jeszcze narzędzie doskonałe, ale krok w naprawdę dobrym kierunku.

 

Wykop Skomentuj2
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Społeczeństwo