Instytut Wolności
Bezpieczna Przyszłość dla Polski
9 obserwujących
228 notek
154k odsłony
1140 odsłon

Tymoszenko – pani Trump?

Прес-службу партії Батьківщина
Прес-службу партії Батьківщина
Wykop Skomentuj13

Zastanawiając się nad tym, jaką prezydent może być Julia Tymoszenko, warto przywołać postać Donalda Trumpa. I nie chodzi tu tylko o podobieństwo w retoryce czy złotą fryzurę. Interesujące analogie można odnaleźć w sferze polityce zagranicznej. - pisze Maciej Piotrowski, ekspert Instytutu Wolności ds. Ukrainy. 


Czytaj więcej artykułów i sprawdź wyniki sondaży w projekcie #UkrainaWybiera: https://instytutwolnosci.pl/ukrainawybiera/


Anty- czy prokremlowska? Nieodpowiedzialna populistka czy dobra administratorka? Zależna od oligarchów czy niszcząca ich system? Chociaż Julia Tymoszenko jest obecna w polityce od 22 lat, to dzisiaj wielu obserwatorów nie wie, czego po niej się spodziewać. Jest tak, choć to jedna z najbardziej doświadczonych polityków w Europie. Tymoszenko dwukrotnie pełniła funkcję premiera Ukrainy, była też wicepremier (jeszcze w 1999). Ambicje prezydenckie przejawiała już w 2004, a próbowała je zrealizować w 2010 i 2014.

Tym razem, jej pozycja w wyścigu o najwyższą posadę nad Dnieprem jest wysoka jak nigdy. Tymoszenko lideruje w większości sondaży już od dwóch i pół roku (!). Dopiero ostatnie badania (koniec stycznia) pokazują, że szanse na zwycięstwo miałby również Wołodymyr Zelenski, ale jego elektorat jest dużo bardziej niepewny i chwiejny.

I mimo ostatnich sondażowych strat, to ona ma największe szanse na zwycięstwo w wyborach. To więc najwyższy czas, by zastanowić się, jaką prezydent może być Tymoszenko.

Dyskusja na ten temat już się w świecie zaczęła. Warty uwagi jest dwugłos zachodnich analityków: Andreasa Umlanda i Tarasa Kuzio, którzy publikowali swoje tezy m.in. na łamach New Eastern Europe, Atlantic Council, Vox Ukraine i Kyiv Post. Badacze ci spierają się, na ile niebezpieczna dla Zachodu jest postać Tymoszenko.

Kuzio widzi w niej populistkę, która planuje zerwać współpracę z Międzynarodowym Funduszem Walutowym (a za tym, jak pisze, ma nastąpić kryzys w stosunkach z Unią Europejską). Argumentuje też, że nie jest mile widziana przez administrację Stanów Zjednoczonych. Pisze o jej „antywojennym populizmie” oraz możliwości powrotu do wielowektorowości czasów Kuczmy (równoważenia wpływów Rosji wpływami Zachodu i vice versa). Jej rządy, wg Kuzia, mogą „doprowadzić do chaosu i niestabilności jak w czasach Juszczenki”.

Andreas Umland uspokaja i oponuje: pisze o tym, że Tymoszenko stworzyła najstabilniejsze ugrupowanie polityczne na Ukrainie, funkcjonujące od 1999, co jest wg niego „osiągnięciem i pozytywem dla ukraińskiej demokracji”. Umland przypomina, że partia Ojczyzna jest członkiem-obserwatorem w Europejskiej Partii Ludowej (Kuzio kontruje, twierdząc, że jej aktualne poglądy ekonomiczne przypominają bardziej europejski lewicowy radykalizm, czy też południowoamerykańskie eksperymenty, jak w Wenezueli). Niemiecki ekspert dostrzega też symbol progresu społecznego w tym, że prezydentem Ukrainy może zostać kobieta. Chwali ją za poważne podejście do kampanii: przygotowanie i szeroko zakrojone konsultacje programu – „Nowego Kursu Ukrainy”. 

  OSKARŻENIA USZTYWNIAJĄ KURS 

 

W celu przewidzenia potencjalnych efektów polityki Tymoszenko, warto zwrócić się do wspomnianej na początku postaci Donalda Trumpa. Co ich łączy?

Oboje są publicznie – słusznie czy nie – oskarżani o niebezpieczne związki z Kremlem. W kontekście Tymoszenko takie twierdzenia opierają się częściowo na domysłach i zmyśleniach, a częściowo na realnych faktach, jak jej zachowanie podczas rosyjskiej agresji na Gruzję w 2008. Oskarżanie byłej premier o współpracę z Rosją było w ostatnich miesiącach ulubionym motywem czarnego PR-u jej przeciwników, ale też analiz poważnych ośrodków. „Istnieje obawa, że głównym konsultantem i patronem politycznym Julii Tymoszenko w nadchodzących wyborach może się okazać Władimir Putin” – pisał wiosną Warsaw Institute. 

Donald Trump na zarzuty o związki z Rosją i dążenie do potencjalnego dealu z Putinem (nie rozważam tu, na ile były one związane z prawdą) odpowiadał dotąd nie retoryką, ale konkretnymi krokami w przeciwną stronę. Mógł tego nie chcieć, ale musiał być bardziej zdecydowany wobec Kremla, żeby te oskarżenia odeprzeć. Skutkiem tego było dozbrajanie Ukrainy Javelinami, czy też sankcje wobec Rosji. Wbrew wcześniejszym oczekiwaniom, jego polityka nadal jest bardziej antyrosyjska niż np. działania Hillary Clinton jako sekretarz stanu (2009-13). 

Podobnie może być z Tymoszenko. Już na pierwszą falę krytyki odpowiedziała bilbordami przedstawiającymi jej twarz na tle flag UE i NATO. Także na inaugurującym jej kampanię „Forum Łączenia Ukrainy” kandydatka wiele mówiła o współpracy z zachodnimi sojuszami. 

Uważam, że ewentualna „prezydent Tymoszenko”, podobnie jak Trump, będzie musiała uważać na jakikolwiek krok, który można zinterpretować jako ustępstwo wobec Rosji. Za takie działania byłaby krytykowana bardziej niż bezsprzecznie prozachodni Petro Poroszenko czy Anatolij Hrycenko. 

Wykop Skomentuj13
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka