Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski
420
BLOG

AMERYKA: "Obamacare" w sądzie

Instytut Obywatelski Instytut Obywatelski Gospodarka Obserwuj notkę 0

Kazimierz Bem

Marlborough, 30 marca 2012

Kiedy byłem kapelanem w szpitalu uniwersyteckim Yale, moje największe zdumienie budziły kolejki ludzi, ba, tabuny, na izbie przyjęć ostrego dyżuru. New Haven nie jest dużym miastem, więc początkowo nie rozumiałem, dlaczego ci ludzie nie pójdą zwyczajnie do lekarza. „Nie mają ubezpieczenia” – odpowiedziała mi główna kapelanka szpitalna. „Nie stać ich na ubezpieczenie, więc przychodzą tutaj. Dostaną darmową opiekę medyczną, nawet jeśli będą musieli na nią poczekać kilka godzin”. „No dobrze” – pytałem. „Ale kto za to zapłaci?”. Odpowiedź kapelanki: „My wszyscy, których na ubezpieczenie zdrowotne wciąż stać”.

Właśnie w odpowiedzi na ten problem Barack Obama przegłosował ustawę o powszechnym ubezpieczeniu zdrowotnym. Nakazywała ona obywatelom USA wykupić ubezpieczenie zdrowotne. Grożąc karami podatkowymi, firmy ubezpieczeniowe miały przeznaczać 80 proc. przychodów na leczenie (a nie jak teraz, na reklamy i lobbystów w Kongresie). Ustawa zakazywała im dyskryminacji ze względu na stan zdrowia czy ustalania górnych limitów ubezpieczeń.

Nowe prawo wywołało wściekłość republikanów. Gubernatorzy zaskarżyli je w sądach. Te były podzielone w jego ocenie – część uznała ustawę za konstytucyjną, cześć w całości za niekonstytucyjną, część zaś za niekonstytucyjną tylko w tym zakresie, w jakim wymuszała nabycie ubezpieczenia zdrowotnego przez obywateli. Sprawa wreszcie trafiła do amerykańskiego Sądu Najwyższego, gdzie w minionym tygodniu na oczach milionów widzów prawnicy obu stron wymieniali się argumentami i odpowiadali na pytania dziewięciu sędziów SN.

Pierwszą kwestią było, czy sąd może w ogóle tę sprawę rozpatrywać. Chodzi o ustawę z 1867 roku, która zakazuje zaskarżania ustaw podatkowych, jeśli się podatków na jej podstawie nie zapłaciło. Zasada jest prosta: najpierw płać – potem skarż do sądu. Zarówno strona rządowa, jak i oponenci ustawy uważali, że „Obamacare” podatkiem nie jest, ale sąd nie był co do tego specjalnie przekonany i mianował niezależnego adwokata, który bronił ustawy i przekonywał, że będzie można ją skarżyć dopiero wtedy, gdy wejdzie w życie – w 2014 roku. Co ciekawe, umiarkowany entuzjazm dla jego argumentów przejawiał konserwatywny przewodniczący John Roberts.

Drugiego dnia spierano się już o zasadniczą część ustawy. Za wyjątkiem sędziego Clarence'a Thomasa, który od lat milczy podczas przesłuchań, tym razem było gorąco. Republikańscy gubernatorzy uważają, że Kongres nie ma prawa narzucać obowiązku nabycia ubezpieczenia zdrowotnego: „Czy rząd może ustawowo stworzyć rynek, by go regulować?” – pytał umiarkowany sędzia Kennedy, od którego głosu zapewne zależeć będzie to, czy ustawę wyrzucą do kosza, czy nie. Liberalna sędzia Ginsburg pytała z kolei przeciwników ustawy: „Osoby, które nie chcą się ubezpieczać, przerzucają koszty na nas – jak to ma się więc do wolności wyboru?”. Ultrakonserwatywny sędzia Scalia pytał: „Każdy z nas musi jeść. Zatem żywność jest rynkiem – czy oznacza to, że rząd może nakazać wszystkim obywatelom kupować brokuły?”.

Rząd bronił się dowodząc, że liczba nieubezpieczonych 40 milionów Amerykanów zaczyna graniczyć z katastrofą i w ten sposób wpływa na handel między stanami. Sędzia Breyer zwracał uwagę, że Fundusz Rezerw Federalnych stworzono z niczego i następnie uregulowano jego zakres działania. Wielu komentatorów zwracało uwagę na to, że większość sędziów była negatywnie nastawiona do tego przepisu – taki ton pobrzmiewał w głosie sędziego Kennedy’ego, którego stanowisko zapewne zadecyduje o losie tego przepisu. Część komentatorów pocieszała się, że sędzia Kennedy zazwyczaj zadaje krytyczne pytania tej stronie, której argumenty chce podzielić, ale chce przetestować ich solidność.

Ostatniego dnia sędziowie i prawnicy zmagali się z pytaniem, czy w przypadku, gdy uzna się nakaz wykupienia ubezpieczenia za niekonstytucyjny, oznaczać to również będzie unieważnienie całej ustawy, czy też można będzie zostawić pewne zapisy. Sędzia Scalia: „Czy oczekujecie, że przejrzymy 1200 stron ustawy i zadecydujemy o każdym jej zapisie?”. Po jego wystąpieniu komentatorzy złośliwie pisali: „Tak, w końcu to twoja praca. Jeśli ci się nie chce – zrezygnuj”! Ale temu znanemu z krytyki „sędziowskiego aktywizmu” sędzi odpowiedziała koleżanka Ruth Ginsburg: „Bardziej konserwatywnym zabiegiem jest ocalenie, a nie wyrzucanie wszystkiego za burtę”.

Ostatnią sprawą były podnoszone przez stany przepisy, które mówią, że te stany, które odmówią rozszerzenia Medicare i Medicaid na biednych, utracą całe federalne dofinansowanie na ochronę zdrowia. Ich reprezentanci uważali, że oznacza to przymus, a to już narusza suwerenność poszczególnych stanów. Jednak w tę argumentację powątpiewali liberalni sędziowie. Co ciekawe, dołączył do nich sędzia Roberts, który zwrócił uwagę, że od 80 lat te same stany biorą pieniądze od rządu federalnego na federalne programy, więc ich suwerenność nie jest absolutna – to rząd federalny może narzucać im reguły, jeśli finansuje owe plany.

Czytaj całość:http://www.instytutobywatelski.pl/5840/blogi/listy-z-ameryki/sadowy-spor-o-ubezpieczenia-zdrowotne

Zajmuje nas: społeczeństwo obywatelskie, demokracja, gospodarka, miasta, energetyka. Nasze motto to "Myślimy by działać, działamy by zmieniać".

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze

Inne tematy w dziale Gospodarka