Jan Gmurczyk*
Mimo kryzysu polska gospodarka zanotowała w ostatnich latach postęp. Dużo pozostaje do zrobienia, ale są też powody do dumy
Podobno naszą narodową specjalnością jest narzekanie. Tymczasem Polska się rozwija, o czym często skłonni jesteśmy milczeć. Przyjrzyjmy się więc polskim sukcesom.
Zacznijmy od rzeczy na pozór banalnych. Polska jest krajem suwerennym i demokratycznym. Nie prześladują nas epidemie śmiertelnych chorób, polskich miast i wsi nie plądrują partyzanci, możemy swobodnie podróżować, mamy dostęp do kultury i informacji, a problem głodu – głodu, który zabija – miażdżąca większość społeczeństwa zna tylko ze słyszenia.
Te wszystkie rzeczy są bezrefleksyjnie oczywiste dla nas, w Polsce. Są one także naturalne w świecie standardów zachodnich, do których dążymy i z którymi się porównujemy. Prawda jest jednak taka, że świat zachodni to wąska mniejszość mieszkańców globu, obejmująca ok. miliard osób. Pozostała część ludzkości, w mniejszym lub większym stopniu, boryka się na co dzień ze wspomnianymi problemami. My nie musimy.
Obiektywnie patrząc, nasz dobrobyt należy do najwyższych na świecie. W rankingach HDI UNDP Polska klasyfikowana jest jako kraj o bardzo wysokim poziomie rozwoju. W 2011 roku zajęliśmy 39 miejsce na 182 możliwe i zostaliśmy przyporządkowani do grupy państw najlepiej rozwiniętych.
Na tle krajów zachodnich Polska wciąż jest w wielu obszarach zacofana. To prawda. Cieszy, że tak często porównujemy się do najbogatszych, bo to też potwierdza poziom rozwoju. Nasze aspiracje są uzasadnione, jednakże określając swoje położenie warto czasem spojrzeć nie tylko do góry, ale i dokoła.
Rozwój w kryzysie
Wróćmy do naszej grupy odniesienia państw wysoko rozwiniętych. Pomału zaczynamy się tu wyróżniać. Mimo kryzysu na świecie, Polska zdołała utrzymać dodatnią dynamikę zmian PKB w 2009 roku. Byliśmy wtedy słynną „zieloną wyspą” na morzu recesji świata zachodniego. To imponujący wynik, który zaczął zmieniać postrzeganie Polski zagranicą.
W bieżącym roku, pomimo kryzysu w strefie euro, najpewniej przypadnie nam tytuł lidera wzrostu w UE. Wedle prognoz Eurostatu realny PKB powiększy się u nas o 2,7 proc., podczas gdy średnia dla wszystkich gospodarek unijnych to równe 0 proc.
Jeśli ten scenariusz się ziści, na koniec 2012 roku polski PKB będzie realnie większy w porównaniu z rokiem 2008 o blisko 20 proc. (obliczenia na podstawie danych Eurostatu). Innymi słowy, nasza gospodarka jest zdolna urosnąć aż o jedną piątą, wbrew kolejnym odsłonom kryzysu. Tymczasem PKB UE na koniec 2012 roku będzie w stosunku do roku 2008 zapewne mniejszy o 0,6 proc.
Jednocześnie na przestrzeni lat kryzysowych konkurencyjność Polski wzrosła. W świetle raportów WEF Global Competitiveness Report awansowaliśmy z miejsca 53 (2008) na 41 (2011). Trend zwyżkowy potwierdzają rankingi IMD World Competitiveness Yearbook, gdzie Polska przeskoczyła z miejsca 44 (2008) na 34 (2012).
W raportach Doing Business Banku Światowego, które badają warunki dla biznesu, też zanotowaliśmy poprawę. Choć mnóstwo barier dla przedsiębiorczości w Polsce wciąż się piętrzy, pewne reformy są wdrażane, wobec czego przesunęliśmy się z miejsca 74 (2008) na 62 (2012). Warto tu dodać, że wyjątkowo łaskawe są dla Polski rankingi atrakcyjności inwestycyjnej. Coraz częściej plasują one w regionalnej lub europejskiej czołówce zarówno cały nasz kraj, jak i poszczególne miasta.
Polskie sukcesy
Na awans Polski składa się cały szereg czynników. Pierwszym z nich jest stabilność polityczna. Naszą pozycję i wiarygodność podkreśla fakt, iż należymy do takich ekskluzywnych organizacji jak UE i OECD.
Polska konsekwentnie zmierza do redukcji wskaźników deficytu budżetowego i długu publicznego. Rentowność 10-letnich obligacji naszego państwa spada i wynosi obecnie ok. 5 proc. Dla gospodarki spoza strefy euro jest to wynik znakomity.
Widząc kierunek reform finansów publicznych, Bank Światowy przyznał niedawno Polsce 750 mln euro pożyczki na ułatwienie ich kontynuacji. Takie doniesienia umacniają wiarygodność państwa na rynkach finansowych, a co za tym idzie – pośrednio obniżają koszty obsługi długu publicznego.
Fundamenty polskiej gospodarki są solidne. Nie chodzi tu tylko o wspomniany już wzrost. Nasz kraj może pochwalić się stosunkowo dużym i chłonnym rynkiem wewnętrznym, jak również zdrowym systemem finansowym i największą giełdą papierów wartościowych w regionie. Mało kto wie, że założona w 1991 roku warszawska GPW wyprzedza starszą o 220 lat giełdę w Wiedniu.
Pracownicy nad Wisłą są wykwalifikowani i ambitni, a płace wciąż stosunkowo niskie. Tworzy to mocną przewagę konkurencyjną. Przykładowo, polscy programiści należą do ścisłej, światowej czołówki, w związku z czym Polską coraz aktywniej interesuje się branża high-tech. Kilku globalnych liderów sektora IT posiada już u nas swoje centra badawczo-rozwojowe.
W branży IT mamy szansę zaistnieć również jako innowatorzy. Rozwijane w Polsce technologie związane z rewolucyjnymi materiałami (grafen, azotek galu) sprawiają, że polski przemysł i nauka mogą zyskać niebawem znakomity kierunek ekspansji. W zależności od rozwoju wypadków Polska ma okazję zostać liczącym się globalnie graczem lub przynajmniej znaleźć niszę na polu nowoczesnych technologii.
Dzięki bodźcowi nadanemu przez Euro 2012 dziesiątki miliardów złotych zainwestowano w ostatnich latach w drogi, koleje i transport publiczny. Powoli uśmierzamy jedną z naszych największych bolączek, jaką są zapóźnienia w rozwoju infrastruktury. Podnosi to nie tylko poziom życia obywateli, lecz także konkurencyjność gospodarki.
Sama organizacja Euro 2012 wypadła znakomicie. Niemcy są zachwyceni, a funkcjonujące w ich języku wyrażenie „polnische Wirtschaft” (dosł. polska gospodarka), oznaczające bałagan, odchodzi do lamusa. Mistrzostwa przyczyniły się równocześnie do promocji Polski. W związku z tym przewidywany jest w najbliższych latach spory wzrost atrakcyjności turystycznej naszego państwa.
Na rynkach zachodnich pomału widoczne stają się polskie marki. Mowa tu o nie o surowcach czy półfabrykatach, lecz o takich produktach, jak meble, autobusy i kosmetyki. Każdy sukces polskich firm za granicą cieszy, zwłaszcza że dwadzieścia lat temu mało kto nad Wisłą wiedział, czym w ogóle jest marketing.
Nasi przedsiębiorcy umiejętnie szukają rynków zbytu także na Wschodzie i w perspektywicznych krajach rozwijających się, np. Chinach, Brazylii i Turcji. Ministerstwo Gospodarki wspiera promocję polskich branż zagranicą i nowe kierunki handlu. Potencjał jest tak duży, że z czasem mamy szansę wyrosnąć na kraj eksportowy.
Jak widać, rzeczywistość w Polsce zmienia się. Wciąż możemy w uzasadniony sposób utyskiwać na wiele kwestii, ale nie zapominajmy, że gospodarkę rynkową budujemy od niedawna. Wielu obserwatorów zagranicznych jest pozytywnie zaskoczonych rozwojem Polski. Warto, byśmy i my zdawali sobie z niego sprawę.
*Jan Gmurczyk – absolwent Międzynarodowych Stosunków Gospodarczych w SGH w Warszawie. Współpracownik Instytutu Obywatelskiego oraz portalu UniaEuropejska.org. Interesuje się ekonomią, integracją europejską, państwami nordyckimi oraz energetyką odnawialną.
Tekst opublikowany na: instytutobywatelski.pl




Komentarze
Pokaż komentarze (36)