19 obserwujących
160 notek
157k odsłon
  407   5

Czy likwidować oszczędności bankowe i inwestować w sztabki złota?

Jacek Jaworski
Jacek Jaworski

Od pewnego czasu internet huczy od domysłów co z gotówką i złotem. Blogerzy i vlogerzy nawołują do wypłacania gotówki z banków i trzymania jej w domu. Twierdzą, że oddziały banków zostaną zamknięte na jakiś czas, że bankomaty będą wypłacać tylko małe kwoty gotówki i że najlepiej gotówkę trzymać w domu. Nie wątpię w dobrą wolę ludzi, którzy przez internet bezinteresownie ostrzegają bliźnich przed niebezpieczeństwem. Interesuje mnie źródło tych przecieków. Jako stary spiskowo-teoriowiec podejrzewam spisek banków, a nawet ministerstwa finansów.

Już tłumacze o co mi chodzi. Portal businessinsider.com.pl informuje nas:

"Banki w kryzysie szukają oszczędności. Dużo mniej niż poprzednio mogą zarabiać na odsetkach, klienci z niechęcią patrzą na wzrost prowizji, więc trzeba ciąć koszty. Zarząd Santander Bank Polska uznał, że pracowników jest za dużo jak na obecne potrzeby.

RPP obniżyła w tym roku stopy procentowe niemal do zera i nagle banki przestały dostawać tyle odsetek co poprzednio. Do końca sierpnia zarobiły na czysto zaledwie 5,6 mld zł zamiast 10,6 mld zł jak rok temu.

Ratują się teraz podwyższaniem prowizji, ale to w całym sektorze bankowym zwiększyło zyski "tylko" o 100 mln zł miesięcznie, podczas gdy zyski odsetkowe spadły o prawie 600 mln zł. Prowizje to za mało, by ratować wyniki."

Oczywiście mowa tu o zyskach odsetkowych z kredytów. Ale za to banki prawie nic nie płacą klientom za ich lokaty bankowe. I tu mają korzyść. Dodatkowo, dzięki niskiemu oprocentowaniu kredytów mogą ich dać więcej. A jak coś pokombinują przy prowizjach od kredytów, to jeszcze więcej mogą zarobić. I chyba banki, mimo niskich stóp procentowych, za bardzo kombinują z prowizjami stąd informacja na portalu ​money.pl, że Polacy nie chcą brać kredytów.

Konkluzja jest taka, że banki słabo zarabiają na kredytach, za to mają dużo lokat i to za pewne średnio w wysokości między 5 000, a 10 000 złotych jedna, bo Polacy z reguły nie są zbyt zamożni. Lokaty te trzeba obsługiwać. Ktoś to musi to robić i, niestety, trzeba mu jeszcze płacić za pracę. Na razie taki jeden z drugim nie chce pracować za darmo, a nawet zapier.. za miskę ryżu, jak to kiedyś nasz obecny premier subtelnie prorokował. I niepotrzebne koszty (według dyrekcji banku) są. Gdyby zlikwidować tą, jakże liczną, drobnicę oszczędnościowo - lokatową, to można by było zwolnić wielu pracowników i zaoszczędzić sporo pieniędzy. Czyli to jest jedna z możliwych przyczyn puszczania plotek o brakach gotówki i potrzebie trzymania jej w domu.

Drugą możliwą przyczyną może być hipotetyczna pogłoska (ale banki pewnie już swoje wiedzą), że Rada Polityki Pieniężnej planuje podwyższenie stóp procentowych i to znacznie. Czyli dawanie kredytów byłoby jeszcze trudniejsze, ale i wypadałoby podwyższyć oprocentowanie lokat.

Załóżmy hipotetycznie, że 5 milionów gołodupców ma średnio lokaty w wysokości 10 tysięcy złotych. Łącznie daje nam to kwotę 50 miliardów złotych. Jeśli trzeba by było zwiększyć oprocentowanie z 1% do np. 3%, to 2% z 50 miliardów daje nam okrągły miliard. Jest to kwota, którą nie co dzień znajduje się na ulicy. Warto jest skłonić drobnych ciułaczy, żeby zabrali swoje oszczędności z banku i nie zawracali głowy bankierom. Nie można zwykłym ludziom powiedzieć; "zabierajcie swoja kasę z naszych banków, bo nam tu tylko przeszkadza i koszty napędza". Więc rozpuszcza się różne plotki o kłopotach z wypłata gotówki itp.

Drugim zainteresowanym w rozsiewaniu takich pogłosek może być oczywiście, jakże by inaczej, nasz rząd z ministerstwem finansów na czele. Jeśli ludzie zaczną trzymać pieniądze w domach, to można zastosować znany numer z wymianą pieniądza przećwiczony jeszcze za czasów głębokiej komuny. W mojej rodzinie krąży wspomnienie, że moi dalecy krewni w latach pięćdziesiątych zeszłego stulecia chcieli sprzedać ziemię gdzieś pod Poznaniem. Nie mogli jej przez długi czas sprzedać, a tu nagle pojawił się koleś i zaproponował dużą kwotę pieniędzy, tylko chciał przeprowadzić transakcję jeszcze tego samego dnia. Ucieszeni krewniacy przystali na to. Podpisali umowy, zainkasowali pieniądze w gotówce, a na drugi dzień okazało się, że była wymiana pieniędzy. Jeśli ktoś trzymał pieniądze w banku to za 100 złotych otrzymywał 3 złote, a jeśli w domu w sienniku, to za 100 złotych dostawał złotówkę. Oczywiście w ramach walki ze spekulacją i kułactwem. Moi krewni stracili dużo pieniędzy na tej szybkiej transakcji, bo oczywiście nie zdążyli pieniędzy za działkę wpłacić do banku. Nie będę kłamał, ale po naszym obecnym rządzie spodziewam się działań w najlepszym stylu żydo- komuny. Pan Kościński już dawno mówił, że jego ministerstwo monitoruje oszczędności Polaków i nie dwuznacznie dał do zrozumienia, że chętnie pozbawiłby Polaków tych oszczędności. Ponoć te pieniądze nie pracują efektywnie dla gospodarki. Więc, gdy namówi się naszych rodaków, poprzez nic niepodejrzewających blogerów i vlogerów, żeby wyciągnęli oszczędności z banków, to wtedy można zrobić wymianę pieniędzy w stylu lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku i tych, co stracą oszczędności poprzez trzymanie ich w domu, wskaże się oskarżycielskim palcem jako szarą strefę ( a może i czarną) nie płacącą podatków i doprowadzającą państwo polskie do gospodarczego upadku.

Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale