17 obserwujących
157 notek
152k odsłony
  168   3

Kenia - moja podróż, część VI - Longonot

Jacek Jaworski
Jacek Jaworski

Jak już wspomniałem w poprzednim poście kolejnym moim celem był wulkan Longonot. Wraz z przewodnikiem podjechaliśmy matatu w pobliże wulkanu i ruszyliśmy w jego kierunku. Oczywiście trzeba było wnieść opłaty za wstęp. Droga mniej więcej wyglądała jak na poniższych fotografiach.


image


image


image


image


image



Przewodnik opowiadał mi o trawie Masajów, o jakiś robalach, a nie zauważył pasącej się obok żyrafy.


image


image



Droga pod górę wiodła korytem jakiegoś wyschniętego strumienia wyżłobionego w tufie wulkanicznym.



image


image


image



Patrząc na skały można było odnieść wrażenie, że chyba nie tylko natura w nich grzebała, ale i jacyś ludzie.



image



W dole rozpościerał się taki widok.



image



Zanim dotarłem do krateru właściwego minąłem jakiś pomniejszy krater.



image



Na szczycie krateru właściwego przywitało mnie drzewko.


image


Wewnątrz krateru rósł las.



image


image



Obszedłem krater dookoła robiąc zdjęcia. Tak wyglądało wnętrze.



image



Wewnątrz wulkanu coś dymiło.


image



A tak wyglądała okolica szczytu.




image


image


image


image


image


image


image


image


image


image



Zejście odbyło się inną droga, ale też wyschniętym potokiem.


image


I znowu ładnie przycięte skały.


image



A na przeciwko kolejna góra.



image


Po zejściu na równinę musieliśmy spory kawałek przejść, aby dotrzeć do drogi. Rozmawialiśmy o różnych rzeczach, np. dlaczego murzyni są dobrzy w kosza czy w biegach, za to słabi w pływaniu. Przewodnik improwizował i odpowiedział, że murzyni słabo pływają, bo szybko marzną w wodzie. Przy drodze spędziliśmy dużo czasu czekając na matatu. Co prawd busiki jeździły, ale wszystkie były pełne i nie chciały się zatrzymać. W końcu w nocy dotarłem do hotelu

Lubię to! Skomentuj2 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości