Aktorstwo z samej swojej natury polega na tym, że ktoś udaje kogoś innego. Wciela się w postać, której w życiu prywatnym nie jest i co najważniejsze nie posiada jej mądrości, wiedzy ani moralnego autorytetu. My widzowie popełniamy jednak wciąż ten sam błąd, utożsamiamy aktora z graną przez niego rolą. Bezrefleksyjnie przypisujemy mu cechy bohatera, którego oglądaliśmy na ekranie. Czasem robimy to nieświadomie, ale efekt pozostaje, w naszej głowie aktor zyskuje dodatkowy kredyt intelektualny i moralny. A niektórzy z nich chętnie ten kredyt spieniężają.
Daniel Olbrychski jest klasycznym przykładem. Od lat w mediach występuje w roli ojca narodu, mądrze, dostojnie, z miną człowieka, który wszystko wie i tylko on jest w stanie wytłumaczyć to maluczkim. Polityczne zacięcie ma prawo mieć, ale sposób w jaki je realizuje idealnie wpisuje się w aktorski nawyk bycia kimś więcej niż jest. Gdy aktor zaczyna występować publicznie jako autorytet, granica między rolą a rzeczywistością się zaciera, a to zawsze rodzi pokusę nadużycia.
Dzisiaj jednak chciałbym przyjrzeć się Mai Ostaszewskiej. Zawodowo jest aktorką i trzeba przyznać, całkiem dobrą. Trudno mi sobie przypomnieć rolę, w której by zawiodła czy zagrała poniżej pewnego poziomu. Problem pojawia się, gdy wychodzi poza plan filmowy. W social mediach i przestrzeni publicznej Ostaszewska funkcjonuje przede wszystkim jako jedna z najgorętszych obrończyń praw zwierząt w Polsce. Długoletnia współpraca z organizacjami takimi jak Otwarte Klatki, Otwarte Animals, schronisko w Korabiewicach czy Klub Gaja. Kampanie #FurFreeEurope, protesty przeciwko hodowli futrzarskiej, głośny sprzeciw wobec odstrzału dzików w Warszawie, gdzie nazywała zwierzęta osobami i domagała się humanitarnych rozwiązań oraz powoływania ekspertów. To nie jest doraźne zaangażowanie. To wieloletnia, konsekwentna działalność.
Kilka dni temu Maja Ostaszewska została twarzą kampanii butów marki Gino Rossi sprzedawanych w sieci CCC. Butów skórzanych. Rozumiem, że pieniądze nie śmierdzą. Rozumiem też, że aktorzy mają prawo zarabiać na reklamach. Ale jest pewna granica, za którą działalność społeczna traci wiarygodność i zamienia się w zwykły brand endorsement. Ponad dziesięć lat budowania wizerunku osoby głęboko wrażliwej na krzywdę zwierząt, setki wystąpień, happeningi, apele, moralne pouczanie społeczeństwa, a potem uśmiech w kampanii reklamowej produktów ze skóry zwierzęcej. To nie jest mała hipokryzja. To hipokryzja na dużą skalę.
Można to nazwać pazernością. Można chciwością. Można próbować tłumaczyć trudną sytuacją materialną, kredytami czy jednorazową decyzją. Ja nie wiem, co nią kierowało i szczerze mówiąc nie musi mnie to interesować. Smutne jest co innego, patrzeć jak ktoś kogo kojarzyliśmy z ekranu jako osobę o pewnym kręgosłupie i autentycznym przekonaniu tak otwarcie rozmienia się na drobne. Bo kontrakt reklamowy nawet jeśli wart kilkadziesiąt tysięcy w perspektywie wieloletniego dorobku wizerunkowego wygląda właśnie tak, jak drobne.
To nie jest wpis o tym, że aktorzy nie mogą zarabiać ani zmieniać zdania. To wpis o spójności. O tym, że jeśli przez lata budujesz swój publiczny wizerunek na moralnej wyższości i wrażliwości, to nie możesz potem zdziwiony pytać a co jest nie tak gdy ktoś zwraca uwagę na ewidentną sprzeczność. Bo w końcu nie jesteśmy głupi. Widzimy różnicę między rolą a rzeczywistością. Coraz częściej.



Komentarze
Pokaż komentarze (1)