Jarosław Kaczyński przyznaje z rozbrajającą szczerością, że niczego nie żałuje, co oznacza, że jest przekonany, iż wszystko, co robił i o czym decydował w ciągu tych ostatnich 2 lat, zrobił dobrze, nie popełniając przy tym błędów. Widać tym samym, że nie dokonał rachunku sumienia, nie obarczył się winą za przegrane wybory, bo uznał nie on był ich przyczyną, tak jakby wyborcy podejmowali decyzje wyborcze w oderwaniu od treści i stylu sprawowanej przez niego i PiS władzy.
Czyżby Jarosław Kaczyński uwierzył w swoją nieomylność i swoje nadzwyczajne zdolności przywódcze, o których przekonywali dotąd niektórzy publicyści i przekonuje go nadal zaufane otoczenie? Czyżby nie potrafił na zimno przeanalizować przyczyn, które zawiodły go znów do fotela zwykłego posła? Czyżby nadal uważał, że jego i PiSu przegrana, to wynik jedynie niecnych działań mitycznego „potężnego frontu", a nie błędnych decyzji, nietrafionych działań i nietrafionego projektu IV RP?
Nie skądże, Jarosław Kaczyński „trochę odsapnie" i będzie „rozszerzał front IV RP". Cokolwiek ma tym samym na myśli, pierwsze kroki zostały już zrobione ostatniej nocy przed zaprzysiężeniem nowego rządu. Wywiezione dokumenty Komisji Weryfikacyjnej WSI stanowią podwalinę rozszerzenia frontu IV RP, ich użycie może być tylko kwestią czasu. W kontrolowanych przeciekach tajnych dokumentów zaufanym mediom PiS osiągnął w ostatnich 2 latach mistrzostwo, które pewnie długo nie zostanie przez nikogo pobite.
Cała nadzieja w nowym rządzie PO, że znajdzie sposób, aby to uniemożliwić albo co najmniej maksymalnie utrudnić. Gdy te „zabawki" odbierze się im z rąk pozostaną jeszcze 3 lata prezydentury Lecha Kaczyńskiego, która dostarczy rządowi niewątpliwie wiele problemów związanych z wetowaniem ustaw i realizowaniem polityki zagranicznej.
Zastanawiam się ponadto z kim Jarosław Kaczyński będzie rozszerzał front IV RP i o kogo będzie to rozszerzenie. Po niemal pewnym odejściu z partii trzech zawieszonych obecnie byłych wiceprezesów PiS Prezes otoczony jest politykami całkowicie podporządkowanymi ale i bezbarwnymi, o zdecydowanie niższym potencjale intelektualnym.
Czy to wystarczy, aby poszerzyć front zwolenników o ludzi bardziej wykształconych, z grupy tych, którym się udało się po 1989 roku, zadowolonych ze swojego losu i widzących dla siebie perspektywy rozwoju? Bo jeśli nie o nich będzie zabiegał Jarosław Kaczyński, to o kogo i co im zaproponuje?
Czy więc Jarosław Kaczyński ma chociaż jeszcze cień szansy, by wrócić na fotel szefa rządu?



Komentarze
Pokaż komentarze (45)