Jestem uczciwą obywatelką swojego kraju. Pracuję, płacę rzetelnie podatki, z których m.in. utrzymuję polityków, oszczędzam na starość, inwestuję, jak mam z czego, a mimo to poczułam się dzisiaj nieswojo, a to z powodu tego, co powiedział Prezes największej partii opozycyjnej, poprzedni premier rządu, brat urzędującego Prezydenta RP – Jarosław Kaczyński, a mianowicie:
Jestem człowiekiem, który się niczego w życiu nie dorobił, nawet własnego mieszkania. Zarzucanie mi, że czymkolwiek przypominam ludzi, którzy w Polsce różnymi metodami zdobyli fortuny, jest niemoralnym nadużyciem, jest taką szpetną socjotechniką.
I tak to wszystko co już osiągnęłam i z czego jestem niezwykle dumna w ustach Jarosława Kaczyńskiego zabrzmiało jak coś zdrożnego, podejrzanego i niemoralnego. Jak to pogodzić z moim wychowaniem, gdy Rodzice powtarzali: oszczędzaj, nawet małe kwoty; licz przede wszystkim na siebie; podejmuj przemyślane decyzje, myśl o swojej przyszłości, nie tylko o dniu dzisiejszym itd. Kierując się tymi radami i wskazówkami osiągnęłam niezależność finansową, mam zabezpieczenie na przyszłość i nie poprzestaję na tym, starając się wciąż iść do przodu.
Jak słyszę kogoś, kto z dumą wyznaje po raz który, że się niczego nie dorobił, mimo, że otrzymał staranne wykształcenie, mieszkał w stolicy kraju mając w swoim zasięgu liczne możliwości rozwoju i pracy, to czegoś po prostu nie rozumiem.
Jakie wobec tego wychowanie odebrał od swoich rodziców Jarosław Kaczyński? Jakie wartości mu wpajano? Czy tylko ten konserwatywny patriotyzm, jaki usiłował nam wcisnąć, a pominięto całkowicie ten patriotyzm praktyczny, polegający na pomnażaniu majątku własnego, a tym samym zwiększania bogactwa swojego kraju. Czy to, że dorosły, zdrowy człowiek powinien starać się usamodzielnić, a nie korzystać tylko z dorobku swojej rodziny, zapewnić sobie mieszkanie jest czymś zdrożnym, czy raczej czymś co powinno być regułą, bo taka jest droga dla zdecydowanej większości ludzi.
Dlaczego chełpienie się życiowym nieudacznictwem w osiąganiu podstawowych życiowych celów w ustach człowieka, który kierował Państwem i chęć ta jeszcze mu niestety nie przeszła, nie miałoby być uznane jako dyskwalifikujące do pełnienia najwyższych funkcji państwowych?
Nie ufam ludziom, którzy się niczego nie dorobili, bo wiem ile mnie trudu i wyrzeczeń kosztowało to, co sama osiągnęłam. To po prostu prawdziwa szkoła życia, a ten kto tego nie doświadczył, niech nie myśli o kierowaniu Państwem. Życiowi nieudacznicy powinni trzymać się z dala od polityki, bo są niewiarygodni. Niech się sprawdzają gdzie indziej, a nie ćwiczą na tak niezwykle skomplikowanym organizmie.
Komentarze
Pokaż komentarze (42)