Tym razem z kumplem z podstawówki nie jechałem rano tramwajem, ale piechotą przemierzaliśmy naszą ulubioną ulicę Narutowicza w stronę Piotrkowskiej.
Powód jest jeden: pani Zdanowska front robót rozszerzyła tak bardzo, że ulicą tą nie chodzą tramwaje, aczkolwiek na samej tej ulicy żadne roboty nie są zaplanowane i w związku z tym obecnie wykonywane… dlatego dziwimy się bardzo i nie wiemy o co tu chodzi, że tramwaj na Naruta nie chodzi.
Widocznie pani Zdanowska ma takich doradców, co to lubią jak kobieta rozszerza front robót bardzo…
No i zeszło nam na to, co w Elblągu się wydarzyło, że wygrał pan Wilk, a nie pani Gelert. I co ja o tym –kumpel pyta. No to mu odpowiedziałem, że nie w tym rzecz, żeby wygrać teraz grę wstępną, tylko, żeby za półtora roku pokazać na co kogo stać. W Łodzi też zanosiło się na jakieś pieszczoty wstępne, no ale nic z tego nie wyszło. I tu widzę, tj. w wyborach za półtora roku dużą szansę dla pani Gelert, oczywiście pod warunkiem, że pani Tuskowa poradzi jej gdzie ma kiecki kupować a Tusk odpali jej nieco grosza z państwowych pieniędzy. Być może też pożyczy pani Tuskowa z jedną kieckę pani Zdanowskiej w Łodzi, bo ta ostatnio w czarnych portkach po mieście lata.
Zagadnął też kumpel o Wimbledon, na co mu odpowiedziałem, że kosztował mnie ten Wimbledon 2 kilo czereśni, że ta Francuzka to niezła rakieta jest i nie musi się rozbierać, żeby było na co popatrzeć. Niemkę rozłożyła totalnie, aczkolwiek kulturalnie. W drugim secie zanosiło się na klęskę Niemki, która z finału wyszłaby z dwoma gemami, no ale francuską rakietę rozmiękczyły łzy w germańskich oczach i dała jej te 3 gemy.
I tak oto, rozmawiając o kobietach w polityce i wielkim tenisie umilaliśmy sobie poranny spacer w mieście Łodzi, na ulicy Narutowicza, którą tramwaj nie chodzi… bo Zdanowska rządzi…
Inne tematy w dziale Polityka