Połowa cyklu politycznego…
W oczekiwaniu na wyniki wyborów w PO w jednym ze studiów prowadzono rozmowę z prof. Markowskim…
I ten profesor stwierdził, że znajdujemy się w połowie cyklu politycznego.
Nie wiem, czy to dobrze, ale kiedy to usłyszałem to mnie się to z seksem skojarzyło…
Profesor stwierdził, że połowa cyklu to jest okres małej aktywności politycznej, bo jest małe zainteresowanie POLITYKĄ…
A jak to jest w seksie, z którym mnie się to skojarzyło… Zajrzałem do encyklopedii, żeby to sobie przypomnieć i tam przeczytałem, ze aktywność seksualna kobiety niekiedy zależy od tego w którym okresie cyklu ona się znajduje…
Niestety. Encyklopedia nie mówi nic o „połowie cyklu” i jaką jest naonczas aktywność kobiety. U 4,5% kobiet aktywność wzrasta w okresie miesiączki, u 15 % w okresie owulacji, a u 21% przed miesiączką, czyli końcem cyklu. Jak to jest w połowie cyklu – mojej encyklopedii się nie dowiedziałem.
I teraz jakby to przełożyć na politykę? Jakby przyjąć, że sama menstruacja to dzień wyborów to by oznaczało, że jakiś procent kobiet uaktywnia się w tym dniu, co jest chyba patologią.
Owulacja, to „wyłanianie kandydatów” i tu tylko 15% byłoby bardziej aktywnych. „Przed miesiączką” zaś, to w czasie kampanii wyborczej i tu 21% staje się bardziej aktywna.
O aktywności w połowie cyklu również inne źródła nie mówią nic, co chyba jednak należy traktować po prostu w ten sposób, że w tejże połowie ta aktywność jest żadna…
To tyle moich refleksji, kiedym czekał na informacje o aktywności politycznej w PO, zdaniem profesora w połowie cyklu…
Inne tematy w dziale Polityka