Karp, a nawet pstrąg.
Przyrządzanie ryb na wigilię to męska sprawa i od lat jest moją specjalnością. Mógłbym napisać, że sprawia mi to przyjemność ale oczywiście obawiam się zarzutów o skłonności sadystyczne.
No bo karpia trzeb zaszlachtować. Jak ja to robię. Wyjmuję karpia z wanny, kładę na deskę i szybkim pociągnięciem noża oddzielam łeb od najcenniejszej reszty. Chile po tym rozcinam brzuch i patroszę. W kolejce czekają płetwy i łuski. Powierzchnię tuszy polewam wrzątkiem co pozwala na łatwe oddzielenie śluzowatej warstwy skóry. Po czym kroję dzwonka i obsypuję je solą, pieprzem i przyprawami. I tak może postać aż do smażenia przed kolacją. Otoczone w mące dzwonka kładę na rozgrzany olej. Kiedyś udawało mi się kupić taki wiejski, brązowej barwy, a usmażona na nim ryba miała wyjątkowy smak. Dziś już go nie widuję, może dlatego, że nie bywam ani na łódzkim Górniaku, ani na Bałuckim.
Z pstrągiem łososiowym problemów jest mniej, a polana wrzątkiem skóra schodzi jak… papier z kostki masła. Dodatkowo można go skropić sokiem z cytryny.
Łeb pozbawiony ócz i odśluzowany oraz płetwy służą do przyrządzenia wywaru warzywnego do galarety, ponieważ 1/3 z 2 dużych karpi spocznie w tej substancji. Kiedy marchew jest miękka wywar odcedzam i do wrzącego wkładam dzwonka karpia i pstrąga. Gotuje na ogniu „ledwo co” kwadrans może. Po wyjęciu ugotowanej ryby, do wrzącego bulionu wrzucam żelatynę. Nikt mnie przy tym nie widzi, więc własnymi palcami oddzielam rybie mięso od ości i układam na półmisku. Dodaję plasterki marchewki, nieco zielonego groszku i rodzynek uprzednio sparzonych wrzątkiem. Całość zalewam wywarem „żelatynowym” .
Jak to się zetnie, to pychota taka, że klękajcie narody… I ja to mam już w lodówce.
Wesołych Świąt
Inne tematy w dziale Rozmaitości