Ze skrzynki pocztowej:
"Szanowni Państwo,
jestem aplikantką radcowską i poszukuje miejsca, w którym mogłabym poszerzać moją wiedzę i zdobywać doświadczenie. Ponieważ posiadam status osoby bezrobotnej jestem zainteresowana również odbyciem stażu finansowanego z urzędu pracy. Jeśli szukają Państwo kogoś do pomocy, proszę o kontakt. W załączeniu przesyłam CV i list motywacyjny.
Z wyrazami szacunku,"
Moja odpowiedź do publicznej wiadomości:
Droga Pani aplikantko radcowska - powinna pani wysłać ten list do jakiegoś Ziobry albo do Gowina czy Kwiatkowskiego - rzeczników "otwarcia" zawodów prawniczych...
Ci nieodpowiedzialni dyletanci po prostu popsuli te zawody w zakresie naboru do nich... i doprowadzili do tego, że np. Pani wysyła takie rozpaczliwe listy...
Dziś podaż prawników przewyższa popyt, a ilość aplikantów przewyższa ilość doświadczonych prawników, którzy mogli by być patronami.
Sytuacja przypomina mi sytuację w zbolszewizowanej cerkwi prawosławnej w latach dwudziestych. Znalazłem informację, że po jej bolszewickich przekształceniach w Kościół przyjazny bolszewikom bardzo łatwo można było zostać prawosławnym biskupem... W następstwie tego, chyba we Władywostoku, było kilku biskupów... Na życie zarabiali powożąc furmankami... Podobnie zaczyna być w adwokaturze, czy też wśród radców prawnych. Bardzo łatwo jest dziś zostać aplikantem adwokackim, czy radcowskim, a następnie adwokatem czy radcą prawnym, tylko co z tego… Podaż ich zdecydowanie przewyższa popyt…
Sytuacja w zawodach prawniczych, w naborze do nich jest zła, co przewidywałem kilka lat temu, że owo otwarcie doprowadzi do niej... Z przerażeniem obserwowałem, że "wyżyny" adwokatury, czy radców prawnych nie oponują... Z przerażeniem słyszałem głosy "my sobie damy radę"... Otóż, ci którzy to głosili stopniowo odchodzą, a adwokatura i korporacja radców prawnych jak widać nie daje rady.
Inne tematy w dziale Polityka