Dziś w jednej z głównych polskich stacji radiowych usłyszałem głos tzw. eksperta, który należał do przeciwników tragicznie zmarłego Prezydenta i wielokrotnie w niewybrednych słowach go krytykował. Powiedział, że dzięki tej tragedii poznał tak naprawdę Lecha Kaczyńskiego i że do tej pory nie widział go uśmiechniętego, nie znał od strony tzw. "ludzkich odruchów". Miał mu za złe, że nie jest „medialny”.
To prawda. Lech Kaczyński nie był „medialny”, nigdy nie rozumiał tego co tłumaczyli mu marketnigowcy tzn., że ma przestać być sobą i zaczął się „lansować”, że ma przestać działać tak jak on sam czuje – tylko tak jak pokazują sondaże. „Spin doktorzy” mieli mu to za złe. Po cichu żali się…A Lech Kaczyński nigdy tego zrozumiał – uważał, że Prezydent Polski nie powinien kłamać i musi się zachowywać „prawdziwie”. Był tak jakby nie z tych czasów. Żył w nim etos II Rzeczypospolitej – pełnej patriotyzmu i poświęcenia dla narodu. Dlatego nigdy nie mógł wpasować się w salon III Rzeczpospolitej, który bezwzględnie próbował go niszczyć – raz publikując o nim nieprawdziwe filmy w telewizji publicznej – co skutecznie wykluczyło go z życia publicznego na kilka lat, potem przylepiając mu łatkę „oszołoma” „chorego z nienawiści” bo domagał się lustracji – czyli nic innego jak pokazania prawdy.
Żył skromnie(śmiano się z jego ubioru, samochodu), uczciwie, jako prawnik podjął decyzję o pomocy zwykłym ludziom - stoczniowcom a nie „trzymaniu się” z nomenklaturową elitą Uniwersytetu, na którym pracował. W porównaniu do dwóch Prezydentów przed nim ciężko było mu z przeszłości coś zarzucić. To wymyślono najprymitywniejsze „łaty” – że mały, że pomylił nazwiska piłkarzy, że przywiązany do brata, że lubi koty. Z jego miłości do Ojczyzny zrobiony „średniowieczny obciach”, z wrażliwości na politykę historyczną „skansen Europy”, z próby upodmiotowienia Polski za granicą – „kłótliwość i agresję”, ze szczególnego przywiązania do polityki wschodniej uczyniono „antyniemieckość”, z budowania przyjaźni z Gruzją, Ukrainą i państwami bałtyckimi „rusofobię”.
Gdyby zapomniał o historii, lustracji, o Litwie i Gruzji atakowanej przez Rosję, o wielu ludziach wykluczonych po transformacji, środowiskach katolickich i - pokochał „Gazetę Wyborczą” oraz TVN – byłby jak Kwaśniewski – „teflonowy”. Jednak czy byłby lepszym Prezydentem? To pytanie retoryczne.
Żaden polityk w Polsce nie był traktowana tak nieuczciwie. Wiem, że wielokrotnie było mu przykro, że całe życie był przyzwoity, a ludzie tak go oceniają, traktują – jako zagrożenie demokracji, degenerata – młodzież mobilizuje się przeciwko niemu – chce nawet zabierać babciom dowód. To wszystko bardzo go bolało, może nawet dlatego nie chciał tak często wychodzić z pałacu. I tak na co dzień przeżywał wystarczająco wiele upokorzeń.
Dziś z nieba patrzy na swoją nagrodę – rekompensatę tego co go spotykało w swoim ukochanym kraju. Ci wszyscy ludzie, którzy tak tłumnie nagle wyszli z domów – nie przyznają się do tego, ale idą odpokutować – bo wewnątrz im głupio. Wstyd za to jak traktowali go za życia. Sam znam takie osoby. Pamiętam co o nim mówiły (nigdy nie potrafiąc racjonalnie tego uzasadnić) a dziś chcą jechać do Warszawy. Bo im wstyd – i chcą się zrehabilitować.
Dokładnie 70 lat i to znów w Katyniu. To musiała być decyzja Boga. Nie mógł już na to patrzeć. Uznał, że Polska potrzebuje wstrząsu, że potrzebuje potopu.
Według Biblii potop otworzył nowy rozdział - dał ludziom jeszcze jedną szansę.
Patryk Jaki


Komentarze
Pokaż komentarze (2)