Jan Bodakowski
„W skrócie” Ziemkiewicza
Książka Rafała Ziemkiewicza wydana przez lubelska fabrykę słów (wydawcę wielce zacnej fantastyki i publicystyki politycznej) pod tytułem „W skrócie” jest mała encyklopedią wiedzy o III RP i świecie współczesnym. Ziemkiewicz w krótkich i trafnych notkach opisuje zjawiska społeczne, polityczne i streszcza historie współczesnej Polski. Walczy z kłamstwami, zabobonami i ciemnotą rozpowszechnianą przez szemrane autorytety. Dzięki Ziemkiewiczowi czytelnik ma okazje przypomnieć sobie jak ludziom zmieniają się poglądy w zależności od miejsca przy korycie. Lektura książki pozwala też poznać osobiste preferencje autora książki wobec rzeczy i spraw codziennych.
Jedno z najtrafniejszych haseł w małej encyklopedii społeczno politycznej Ziemkiewicza dotyczy wyborów dokonywanych przez Polaków. Jak „W skrócie” zauważał Ziemkiewicz:
"Algorytm wyborczy III RP - jest prosty: do wyboru mamy zawsze złodziei, ale przynajmniej fachowców, oraz oszołomów, ale przynajmniej uczciwych. Jeśli wyborcy zdecydują się na złodziei, gdzieś w połowie kadencji orientują się, że moralność kandydatów ocenili właściwie, ale co do rzekomej fachowości dali się zwieść. Jeśli postawili tym razem na oszołomów, okazuje się, że ich oszołomstwo jest niewątpliwe, ale wiara w uczciwość, niestety, była złudna. Po czym w kolejnych wyborach głosy przerzucane są ze złodziei na oszołomów albo odwrotnie; i tak da capo.”
Dla Ziemkiewicza III RP to realizacja formatu (takiego według jakiego robi się polskie wersje amerykańskich seriali komediowych albo teleturniejów). Formatu którym oryginałem były republiki bananowe, z tym że III RP jest republiką bananową bez bananów. Dodatkowo postkolonialna III RP (PRL była kolonia ZSRR) ma szemrane elity.
„W kraju postkolonialnym elity mają charakter kompradorski, czyli, mówiąc prościej, pochodzący z kolaboracji.
Nędzę establishmentu i tożsamości III RP Ziemkiewicz niezwykle trafnie ukazał w haśle „Ciągłość historyczna III Rzeczpospolitej”.
„Ciągłość historyczna III Rzeczpospolitej - dobitnie określił ją Aleksander Kwaśniewski, wręczając Orły Białe Jackowi Kuroniowi i Karolowi Modzelewskiemu, kiedy to powiedział znamienne słowa: „Wy pierwsi sprzeciwiliście się komunistycznemu totalitaryzmowi!". Oczywiście, powinien był dodać: „Wy pierwsi spośród nas, komunistów", ale i tak sens jego słów był jasny. Setki tysięcy osób na różny sposób represjonowanych za czasów stalinowskich, dziesiątki tysięcy „żołnierzy wyklętych", z których ostatniego zastrzeliła SB w obławie dopiero w roku 1963, męczeństwo Armii Krajowej, WiN, pomordowani działacze PSL, to wszystko się nie liczy, to należało do zakończonej już historii innego państwa i, być może, innego narodu, równie niewiele mających z nami wspólnego, co państwo i naród Etrusków. Trzecia Rzeczpospolita zaczęła się w momencie, gdy dwóch młodych marksistów zarzuciło partii odejście od leninowskich pryncypiów, krytykując ją między innymi za tolerowanie prywatnej własności ziemi i zbyt łagodny stosunek do religii. I gdy poszli za to do więzienia, odprowadzani - jak to wspomina sam Kuroń - przez przyjaciół śpiewających im na pożegnanie „Międzynarodówkę".”
W swojej książce Ziemkiewicz nie boi się poruszać tematów niebezpiecznych. Bez skrępowania pisze o antypolonizmie na zachodzie i wśród elit III RP, pedalskiej nienawiści do świata wyrosłego na fundamencie chrześcijańskim, relacjach polsko żydowskich, czarnej legendzie inkwizycji czy haniebnym życiorysie Miłosza.
Cięte pióra Ziemkiewicza zadaje też bolesne ciosy politykom. Jarosław Kaczyńskizdaniem Ziemkiewicza jest politykiem postępującym mała racjonalnie, któremu co jakiś czas szajba odbija. Kaczyński jest lewicowcem odrzuconym przez lewice z powodu wybujałych ambicji, instrumentalnie wykorzystującym antykomunistyczną retorykę (obcą jego tożsamości). Kaczyński nie jest zdolny do współpracy bo wyznaje model totalnego wodza ingerującego w każdy przejaw życia politycznego partii. Wyznawcy Jarosława Kaczyńskiego darzą go irracjonalna i nie mającą poparcia w faktach miłością. Zaś Lecha Kaczyńskiego charakteryzuje to że jako swoich współpracowników dobiera ludzi dziwnych.
Opisując ustrój III RP i innych socjalistycznych krajów Ziemkiewicz stwierdza że:
„Rząd (i wszelka inna władza) wydaje powierzone jej pieniądze na to, czego obywatele nie potrzebują, bo za to czego potrzebują, obywatele i tak będą musieli zapłacić sami”.
W najnowszej książce Ziemkiewicza wielu katolików wiernych tradycji znajdzie stwierdzenia bliskie ich sercu. Jak sam autor pisze o swoim stosunku do kościoła:
„Benedykta XVI uważam za lepszego papieża niż Jan Paweł II”
Ziemkiewicz nie oszczędza też krytyki modernistycznemu kościołowi po soborowemu. Co jest tym bardziej cenne że byłoby mu wygodniej własne postępowanie rozgrzeszyć afirmując nową posoborową teologie (co zazwyczaj jest robione przez ludzi z problemami którzy gotowi są głosić herezje by swoich problemów nie nazywać problemami).
„Jako człowiek, który swym prowadzeniem się, a zwłaszcza rozwodem i powtórnym związkiem, sam pozbawił się możliwości pełnego uczestnictwa we wspólnocie, powinienem być z pozoru zainteresowany Kościołem jak najbardziej „przyjaznym" podobnym mi grzesznikom, akceptującym i afirmującym, niewymagającym w ogóle niczego i zamiast nauczania ograniczającym się do działalności charytatywnej i przygrywania na gitarce „alleluja". A jednak Kościół posoborowy, który obrócił kapłana przy ołtarzu plecami do sanctissimum i z przewodnika ludu w drodze do Pana zrobił zabiegającego o poklask tegoż ludu szołmena, budzi we mnie daleko mniejszy szacunek niż kościół lefebrystów z ich „eksperymentem tradycji". I byłoby tak, nawet gdyby episkopat nie okazywał się en masse jeszcze jedną biurokratyczną korporacją, skupioną na mnożeniu kościelnego majątku i zajadłej obronie swoich kapusiów przed lustracją.
Taka postawa wyda się jednak Państwu oczywista, jeśli tylko zastanowicie się chwilę, po co w ogóle potrzebuje grzeszny człowiek Kościoła chrystusowego. Jako swego rodzaju zakładu usługowego organizującego śluby i pogrzeby, a dla bardziej wymagających także uspokajającą psychoanalizę? Ja sądzę, że potrzebuje się Kościoła z tych samych powodów, dla których błądzący żeglarz potrzebuje latarni morskiej. Potrzebuje się stałego, niezmiennego punktu, na który można się orientować, nawet wiedząc, że nie będzie się go nigdy umiało osiągnąć.Więc kiedy mędrkowie wsadzili tę latarnię na kółka i zaczęli mnie z nią gonić pod pretekstem, że trzeba być ze światłem bliżej człowieka, to był to postępek na tyle bezsensowny, że równie dobrze mogliby owo światło od razu zgasić.
Może zresztą tak naprawdę o to właśnie reformatorom chodziło?”
Dla mnie niezwykle optymistycznie (w III RP w której wszystko wszystkim wisi), zapewne wbrew intencjom autora, zabrzmiała jego opinia o rewolucji.
„Do rewolucji dochodzi nie wtedy, gdy masy są skłonne do walki, ale wtedy, gdy wszystko im wisi aż do dna i nie ma kto stawiać oporu garstce zdecydowanych na wszystko fanatyków”
Zatem koledzy i koleżanki prawicowi, katoliccy, narodowi, antykomunistyczni, wolnorynkowi fanatycy, do dzieła. Przyszłość należy do nas. Władza która zagwarantuje nam wolność leży na ulicy, wystarczy wyjść na ulice i wziąć co nam się należy.
Jan Bodakowski



Komentarze
Pokaż komentarze (2)