314 obserwujących
889 notek
3838k odsłon
3787 odsłon

Kulawy początek wolności. Po 4 czerwca zabrakło następnego kroku

Wykop Skomentuj208

Początek wolnej Polski był kulawy. Lubię porównywać ostatnie 30 lat Polski do rozwoju człowieka. Ten dzisiejszy 30-latek jest niezwykle żywotny i pełen energii, ale cierpi na rozmaite choroby, które wynikają z powikłanego dzieciństwa lat 90. I trudnego porodu w '89. To dziecko nie narodziło się w wyniku zdrowego aktu prokreacji. To był jakiś przedziwny zabieg in vitro z nie do końca zdrowych składników zakrapianych wódką w jednej z podwarszawskich miejscowości.

Pamiętam tę noc, gdy w akademiku na Jelonkach w Warszawie wsłuchiwałem się w Głos Ameryki, bo podawano pierwsze wyniki wyborów z 4 czerwca - z głosowania Polonii w Stanach. Andrzej Łapicki, były rektor PWST mojej ówczesnej uczelni, rozkładał na łopatki Urbana. Nie mogłem uwierzyć. Nad ranem 5 czerwca kipiałem z radości. Wolność się zbliżała. I przyszła. Była dzika. Ciekawa, ale niezbyt zdrowa, co zrozumiałem dopiero później.

Pamiętam, jak wcześniej, w czasie Okrągłego Stołu, demonstrowaliśmy przed Pałacem Namiestnikowskim krzycząc „Nie ma sukcesu bez NZS-u”. Komuniści godzili się już na Solidarność, ale na NZS nie chcieli i baliśmy się, że zawarte porozumienie może nie objąć legalizacji NZS. Baliśmy się, że ten deal będzie niejasny. 

Rocznica 4 czerwca budzi dziś we mnie mieszane uczucia. Tak, to był początek wolności, nasze zwycięstwo. 35-procentowe wybory wygrali wolni Polacy. Problem w tym, że deal z oprawcami utrzymał się zbyt długo.

I Okrągły Stół i wybory 4 czerwca to historyczne wydarzenia, które zmieniły naszą rzeczywistość na dobre, ale ukształtowały też nowe czasy - na złe. Na dobre, bo na końcu przyszła wolność, na złe - bo od początku to porozumienie miało w sobie patologię. 4 czerwca były ćwierćdemokratycznymi wyborami, zepsutymi potem zmianą reguł gry przy liście krajowej, a zwłaszcza porozumieniem dotyczącym wyboru Jaruzelskiego - wroga mojego pokolenia - na prezydenta.

Nie mam pretensji do tych, którzy te porozumienia zawierali. To był trudny moment, przyszłość nieznana. Ale wielkim błędem, ciężkim grzechem, było tych porozumień dotrzymywać. 

Okrągły Stół nie był porozumieniem dwóch wolnych stron. To był deal z przedstawicielami reżimu, którzy odpowiadali za doprowadzenie Polski do ruiny, za zabijanie wolności, za tragedie setek tysięcy rodzin, więzienia i śmierć wielu ludzi. Z przestępcami można się dogadywać taktycznie, by wyjść z opresji, a nie po to, by potem coś wspólnie z nimi budować. 

Ówczesna elita chciała te porozumienie za wszelką cenę utrzymać. Niektórzy z powodów koniunkturalnych, inni z przekonania, kalkulacji politycznej, jeszcze inni ze zwykłego strachu. 

Pamiętam dobrze, jak wówczas nie chciano nas, młodych działaczy NZS i innych antykomunistycznych organizacji wykorzystywać do pracy dla państwa. Dla szeroko rozumianej ekipy Tadeusza Mazowieckiego byliśmy zbyt radykalni. Obawiano się, że będziemy chcieli za dużo i za szybko zmieniać. Ówcześni świeżo powołani ministrowie i ich doradcy uznali naiwnie, że w instytucjach trzeba pozostawić „starych fachowców”, którymi oni - ludzie „Solidarności” - będą sprawnie zarządzać. Starzy zaś włączą się w budowę nowego państwa. 

Pamiętam dobrze tamten czas, bo to był dla mnie początek dorosłego życia. Pamiętam, że dziesiątki moich znajomych było gotowych robić cokolwiek, by budować nowe państwo. Ale nie byliśmy zbyt mile widziani przez nowe władze. 

Wielu z nas zrobiło fantastyczne kariery - w biznesie i mediach, bo tam nas błyskawicznie wessało, kiedy nie chciało nas państwo. Pracowaliśmy po 12 czy 14 godzin dziennie, zachwyceni wolnością. Mogliśmy to robić dla państwa, ale tam było miejsce tylko dla nowych ministrów i „starych fachowców”. Dosłownie kilku z nas weszło do polityki, a ich droga była bardzo długa. Tym, którzy poszli do biznesu czy mediów, szło dużo lepiej i ich kariery toczyły się błyskawicznie. 

Zamiast zostawać doradcami, wiceministrami, dyrektorami wydziałów w ministerstwach i innych urzędach i tam zmieniać kraj, zostawaliśmy przedsiębiorcami, szefami hr, marketingu, redaktorami w gazetach i radiu. 

W urzędach zostali „starzy fachowcy”, którzy znakomicie ignorowali niezbyt mniej lub bardziej kompetentnych ministrów, błyskawicznie tworzyli szarą strefę, sieć układów z ludźmi dawnych służb, partyjnymi działaczami rozsianymi po bankach. To wtedy zaczęło się gnicie państwa, korupcja, układy i wszystko to, co blokowało szybszy rozwój III RP.

Wielu z tych, którzy głębiej niż my, bardzo młodzi, tkwiło przez lata 80. w podziemiu, zostało zepchniętych na bok. Nie radzili sobie w nowej, dzikiej, pseudorynkowej rzeczywistości, bo najlepsze lata poświęcili nie na edukację, ale tłuczenie bibuły w piwnicach. Pamiętam dobrze losy wielu działaczy Solidarności Walczącej, którzy przez lata nie mogli znaleźć dobrej pracy, a ich organizacja zamiast być doceniana, była pomijana i wyśmiewana w mainstreamowych mediach. 

Wykop Skomentuj208
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura