Świąteczny problem pingwina Lalusia w Polsce - pisze Jarosław Banaś
Świąteczny problem pingwina Lalusia w Polsce - pisze Jarosław Banaś
report report
304
BLOG

Świąteczny problem pingwina Lalusia w Polsce - pisze Jarosław Banaś

report report Społeczeństwo Obserwuj notkę 2

Ach, Polska w grudniu! Śnieg pada jak confetti na weselu, ulice błyszczą niczym diamenty rozsypane przez wesołego Świętego Mikołaja, a w powietrzu unosi się zapach pierogów, bigosu i tego specyficznego polskiego optymizmu, który mówi: „Jakoś to będzie, ale najpierw ponarzekamy”.

Ja, Laluś Pingwin, miałem tu tylko przesiąść się z Antarktydy na krótką wakacyjną wycieczkę. No wiecie, zmiana klimatu, lodowce topnieją, to pomyślałem: polecę na północ, tam na pewno zimniej. A tu trach! – ląduję w Warszawie, gubię walizkę z krylem i nagle staję się gwiazdą telewizji. „Laluś i dzikie zwierzęta Wisły” – hit sezonu! Prowadzę program w muszce-nierdzewce, opowiadam o bobrach, wydrach i czasem o politykach (bo oni też gryzą). Widzowie szaleją: „Ojej, jaki słodki pingwinek mówi po polsku!”. Nauczyli mnie nawet kląć po śląsku, na wszelki wypadek.

Ale kochani, zbliża się Wigilia i ja mam problem większy niż brak ryby na talerzu weganina. Wszędzie dokoła – w telewizji, radiu, gazetach, na Facebooku, na X, nawet na opakowaniu barszczu z uszkami – słyszę jedno i to samo: - Polska to potęga! Przedmurze chrześcijaństwa! Chrystus narodów! Bez nas Europa padnie, Rosja zwycięży, Chiny kupią wszystko, a Amerykanie będą płakać do poduszki!

"Mamy najlepsze wojsko od czasów husarii, najnowsze czołgi, rakiety, które lecą szybciej niż kolejka po dopłaty, i w ogóle świat bez Polski to jak pierogi bez kapusty – bez sensu!” I wszyscy próbują wcisnąć to biednemu Lalusiowi. Politycy na konferencjach: „Panie Laluś, my tu bronimy cywilizacji!”. Dziennikarze: „Polska kluczowa dla bezpieczeństwa globalnego!”. Nawet babcia na przystanku: „Synku, jak nas nie będzie, to kto zatrzyma tych Ruskich i Chińczyków naraz?”.

A ja siedzę na tym swoim lodowym tyłku (który tu już prawie stopniał), czytam światowe gazety na tablecie i myślę: „Ludzie kochani, ależ wy macie wyobraźnię!”.

Niemcy w „Der Spiegel”: „Polska solidny partner, kończymy misję Patriotów, planujemy dalszą współpracę”. Brzmi jak sucha notatka z zebrania spółdzielni mieszkaniowej.

Francuzi w „Le Monde”: „Podpisaliśmy traktat, fajnie, bezpieczeństwo, bla bla”. Zero wzmianki o mesjaszu narodów.

Amerykanie w „New York Times”: „Polska na pierwszej linii, ale bez naszych F-35 i baz byłaby trochę… no wiecie… goła”.

Hindusi: „Super, kupimy od was węgiel, wy od nas technologie, wszyscy szczęśliwi”.

Chińczycy: „Zamknęli granicę, pociągi stoją, straciliśmy kasę, wkurzeni jesteśmy”.

Nikt, ale to absolutnie NIKT na świecie nie pisze: „O matko, bez Polski świat się zawali!”. Raczej: „Polska ważny sojusznik, ale głównie dlatego, że stoi blisko Rosji i ma dobre położenie na mapie”.I teraz ja, zagubiony pingwin z programem przyrodniczym, mam usiąść przy wigilijnym stole, gdzie łamiemy się opłatkiem, życzymy sobie zdrowia i… nagle powiedzieć prawdę?„Drodzy Państwo, kocham was nad życie. Pierogi z grzybami? Arcydzieło. Gościnność? Światowa czołówka. Odwaga i historia? Szacun na maksa. Ale może, tylko może… nie jesteśmy aż takim supermocarstwem?

Może nie jesteśmy Chrystusem narodów, tylko normalnym, trochę chaotycznym krajem, który czasem przesadza z tym mesjanizmem? Może jesteśmy raczej boiskiem, na którym USA, Rosja i Chiny grają w piłkę, a my biegamy za nimi z gwizdkiem? Może bez amerykańskiego parasola mielibyśmy karty słabsze niż ja w pokera z fokami? I może to wcale nie jest źle, bo i tak dajemy radę, budujemy drogi, robimy fajne gry komputerowe i mamy najlepsze memy w Europie?”

Ale jak to powiedzieć, żeby nie wyjść na niewdzięcznego pingwina-gościa? Chyba po prostu usiądę, wezmę dodatkową porcję kutii, zamrugam tymi moimi wielkimi oczami i powiem:„Wiecie co? Jesteście najfajniejszym narodem, jaki spotkałem na swojej pingwiniej drodze. Pełni wad, kompleksów, narzekania i genialnego humoru. Nie musicie być mesjaszem świata. Wystarczy, że jesteście sobą – z tymi wszystkimi pierogami, kolędami i sercem wielkim jak Bałtyk latem. A reszta… jakoś to będzie.”

I wtedy pewnie wszyscy się roześmieją, ktoś krzyknie „No, Laluś, ty to masz gadane!”, podadzą mi kolejnego śledzia, a ja pomyślę: „Kurczę, jednak dobrze, że zabłądziłem”.Wesołych Świąt, Polsko! Z wadami, marzeniami i bigosem. A teraz wybaczcie – lecę kręcić odcinek o tym, jak bóbr buduje tamę - buduje i nie narzeka.

Jarosław Banaś dziennikarz 





report
O mnie report

Na Salonie24 od 2008. Dziennikarz radiowy, autor słuchowisk, reportaży.  

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (2)

Inne tematy w dziale Społeczeństwo