62 obserwujących
50 notek
374k odsłony
  8409   16

Paryż wart szczepionki?

Widok ze szczytu wieży Eiffla. Autor dostał się tam nielegalnie;)
Widok ze szczytu wieży Eiffla. Autor dostał się tam nielegalnie;)

Mam prawo czuć się oszukany i okłamany przez tych, którzy nakłaniali mnie do zaszczepienia się przeciw COVID19. Nie tylko ja. Zaszczepiłem się i nagle zostałem na lodzie. Ktoś mnie (nas) zrobił w bambuko i żadne tłumaczenia tego nie zmienią. Jak się nie jest czegoś pewnym, to trzeba informować na przykład tak: „Nie jesteśmy pewni jak długo działa ta szczepionka”, tymczasem po prostu mnie okłamaliście. Jak mam wam ufać? Ale po kolei.  

Pod koniec kwietnia ubiegłego roku zaszczepiłem się szczepionką J&J. Szczepionkę reklamowano, że wystarczy jedna, a nie dwie dawki, że będzie działać jak dwie i jej ważność oficjalnie oznaczono na rok. Na rok, w dokumentach, oficjalnie. Wyświetla mi się to w aplikacji. Rok. Do końca kwietnia 2022. Tyle, że to lipa…

Wykupiliśmy kilkudniową wycieczkę do Francji na przywitanie Nowego Roku i zwiedzenie najważniejszych miejsc w Paryżu. Wiedzieliśmy oczywiście, że wszyscy musimy mieć tak zwane paszporty kovidowe, zawierające specjalny zakodowany obrazek, albo w formie elektronicznej, albo wydrukowane. Byliśmy przygotowani, że we Francji, żeby wejść do restauracji, sklepu, zwiedzić wieżę Eiffla czy muzeum trzeba te paszporty okazać, bo inaczej jesteś wykluczony z życia społecznego. Dzień po naszym przyjeździe okazało się, że Francja, po konsultacjach z naukowcami zmieniła przepisy. Z dnia na dzień szczepionka J&J przestała chronić rok, a zaczęła chronić już tylko 4 miesiące. Co to oznaczało? Oznaczało to, że nagle z osoby zaszczepionej przestałem być osobą zaszczepioną i nie mogłem, przynajmniej teoretycznie, brać udział w życiu publicznym w znaczeniu robić zakupy, zjeść obiad w restauracji czy McDonald’sie. Nagle wszystkie bilety do Luwru, na wieżę Eiffla do Panteonu mogłem sobie wsadzić do... albumu na pamiątkę, bo stałem się z minuty na minutę trędowaty, czyli niezaszczepiony. Nawet, gdybym zaszczepił się natychmiast kolejną dawką gdzieś we Francji, to nie miałoby to żadnego znaczenia, ponieważ potrzeba dwóch tygodni na nabycie odporności.

Oczywiście mogłem utyskiwać i utyskuję, że Francuzi to świnie, bo powinni przecież poinformować o swoich zamiarach własnych obywateli i turystów z wyprzedzeniem co najmniej dwutygodniowym, żeby człowiek miał czas zareagować. Nie zrobili tego i co im zrobisz? Wchodzimy więc do knajpki, pan skanuje mój kod z mojego telefonu i okazuje się, że nie mogę wejść napić się kawy, bo jestem trędowaty. Takie sobie uczucie. Nie będę się nad sobą użalał, bo jestem Polakiem, a my od wieków na działania państwa, państw patrzymy podejrzliwie i radzimy sobie, żeby przeżyć. Znalazłem osobę, która była zaszczepiona dwoma dawkami, miała kod na telefonie i wydrukowany. Ona wchodziła pokazując kod na smartfonie, a następnie ja podawałem jej wydrukowany na papierze. Co prawda byłem na kartce kobietą, ale żabojady się nie zorientowały. Nie wiem czy za to groziła jakaś kara, ale jeść i zwiedzać trzeba. Wchodziłem więc wszędzie.

Chodzi jednak o coś dużo poważniejszego niż świniowate zachowanie Francuzików i moje cwaniactwo. Chodzi o to, że przecież oni nie unieważnili sobie szczepionki J&J tak sobie, bo rzucili monetą. Jak rozumiem mieli bardzo poważne, naukowe powody, żeby to zrobić, żeby uznać jednak, że ta cudowna szczepionka nie jest wcale taka cudowna, tylko jest do kitu i chroni trzy razy krócej niż nam to wciskali nasi medycy i ci z J&J. To znaczy też, że państwo kupując te szczepionki zostało prawdopodobnie także zrobione przez producentów w balona. Ale dlaczego im uwierzyło? Nie wiem, jak są skonstruowane umowy i czy można od tych amerykańskich gagatków zażądać zwrotu pieniędzy. Obawiam się, że niekoniecznie.

Swoją drogą posłuchałbym poważnej rozmowy między medykami i urzędnikami francuskimi, a polskimi, bo w Polsce ta szczepionka nadal działa rok choć we Francji 4 miesiące. Ciekawe, prawda? Ta sama szczepionka.

Mam więc uzasadniony żal nie tylko do Francuzów, ale też do tych, którzy tak stuprocentowo przekonywali, że rok chroni, że absolutnie, że koniecznie, że jak masz wątpliwości to jesteś głupim foliarzem i zagrożeniem społecznym. Tu chodzi o bardzo prostą rzecz: o uczciwe informowanie zwykłego prostego pacjenta, jak ja, że tak do końca to jednak nie wiadomo, i że lepiej się zaszczepić, ale ryzyko istnieje, że ryzyko jest dużo mniejsze jak się zaszczepisz, niż jak się nie zaszczepisz i tak dalej. A tymczasem ci, którzy nam to sprzedali i namawiali, albo nie są jednak zbyt mądrzy, bo sami nie wiedzieli i nie mieli wątpliwości w sytuacji, w której mieć powinni, albo wiedzieli i mnie, i innych po prostu oszukali. Smutne. Jak mam Wam wierzyć?

PS. Paryż piękny.


Lubię to! Skomentuj180 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Rozmaitości