Eksperyment filadelfijski Eksperyment filadelfijski
223
BLOG

Jaro, który przegra Polskę!

Eksperyment filadelfijski Eksperyment filadelfijski Polityka Obserwuj notkę 9

Ku temu właśnie idzie. Jarosław Kaczyński nie wykorzystał efektu wyboru na prezydenta Karola Nawrockiego. Wolał wdać się w utarczki z Konfederacją. Nadto, potępił w czambuł Konfederację Korony Polskiej Grzegorza Brauna i postanowił przygotowywać się do wyborów za dwa lata. Zwycięstwo Karola Nawrockiego przesłoniło porażkę wyborczą Prawa i Sprawiedliwości, utwierdzając prezesa, że jego linia polityczna jest święta i nietykalna. To ostatnie to oczywiście wielkie G, ale  prezes wierzy w to jak Zygmunt August w ducha Barbary Radziwiłłówny.

Istnieje szansa granicząca z pewnością, że Jarosław Kaczyński jak i prawo i Sprawiedliwość zobaczą ponownie samodzielną władzę jak świnia niebo. Powolny trend spadkowy tej partii utrzymuje się jak sienny katar, a próby przekonywania przez partyjnych tuzów, że jest dobrze, a będzie lepiej, brzmią jak udawanie orgazmu przez czterdziestoletnią rozwódkę. PiS najzwyczajniej w świecie nie przepracowało klęski wyborczej i tak, jak trzy lata temu, przed wyborami,  zawołanie Jara "koniec uległości względem Unii" dla członków partii brzmiało niemal jak biblijne wyznanie wiary; to teraz, po tym co wiemy o dogadywanie się Morawieckiego z Unią w sprawie zielonego ładu i załatwiania w trybie odwrotnym tzw. kamieni milowych, słowa owe brzmią jak niewiarygodne szalbierstwo, wyznanie nawet nie mitomana, ale czystej wody oszusta zwodzącego tysiące ufnych ludzi.

Jeśli Kaczyński myślał, że ludzie tego nie dostrzegli, to tym gorzej dla niego. Do tego wszystkiego dołożył się pakt dla biznesu Morawieckiego, piątka dla zwierząt prezesa i covid często zarządzany jakby przez małpę z brzytwą. W ośmiolatce rządów PiSu przypadło także stulecie państwa polskiego, okazja do podbudowania patriotyzmu i wyznaczenia nowych celów rozwojowych. Nic takiego nie nastąpiło. Stulecie zostało świadomie lub nie, przespane, bez jakiegokolwiek ideowego wzmożenia, a możliwość wzbudzenia w narodzie prawdziwego ducha obywatelskiego działania i czynienia Polski Wielkiej, zostało zastąpione fasadowym patriotyzmem uprawianym przez leśnych dziadków pokroju Glińskiego czy Macierewicza.

Oprócz tego fiksacja Morawieckiego na temat środków unijnych, których utrzymanie urosło do poziomu chwycenia Zeusa za jajca, doprowadziła do całkowitej degradacji polskiej polityki względem Unii, która obietnicami uruchomienia owych środków rozgrywała nas jak dzieci z Downem, pozwalając nam lizać owe fundusze przez szybę złudzeń. O tym wszystkim wiedział Kaczyński i akceptował to! Wydawało mu się, że politycznie balansuje, a w rzeczywistości zapadał się w bagno unijnych zależności. Na końcu zaś, wyssał z zęba kawałek boczku z wieczornej jajecznicy i oświadczył, że partia, czyli on, nie popełniła żadnych błędów, że wszystko w wyborczych działaniach było korekt i tak jak trzeba. Jak uczeń, który ukradł klasowy dziennik, najzwyczajniej wpisał w nim sobie sam szóstkę, i tylko szkoda, że nie poprosił Sasina, ten przyznał by mu siódemkę!

Tak więc Jarosław Kaczyński idzie ku wyborom za dwa lata, a jego polityczni hunwejbini skandują o potrzebie jedności, zwierania szyków i gotowości do przejęcia władzy. Co prawda miny im rzedną, kiedy któryś z bardziej dociekliwych prawicowych dziennikarzy zapyta, co mogą zrobić z obecnie dziejącym się tuskowym bezprawiem. Wtedy, wyćwiczonym w nic nie mówieniu językiem plotą coś o dokumentowaniu bezprawia i potrzebie dotrwania do wyborów. Ani do nich, ani o zgrozo, do Kaczyńskiego nie dociera, że uczciwe wybory mogą zobaczyć tak samo jak Morawiecki  zobaczył środki unijne, że mając tyle czasu, Tusk razem z Żurkiem i służbami, zrobi im takie wybory, że te spokojnie będą mogły konkurować z owym niesławnym, sfałszowanym do szpiku kości, bierutowskim referendum "3 x tak"! Jednak Kaczyński śpi spokojnie. Nie znający innego świta jak ten kuluarowego intryganctwa i czystych sejmowych korytarzy, żyjący w bańce partyjno - poselskiego dobrobytu, nie rozumie, że pora zostać partyzantem z z realnym planem odbicia władzy i przestać bawić się w biurowego mędrka, tworzącego założenia, którymi finalnie Tusk podetrzeć sobie swój pomarszczony, piegowaty tyłek. Zupełnie jakby Kaczyński przestał się uczyć, jakby oślepł od politycznych spekulacji, nadal wierząc w swoją gwiazdę szeryfa, która coraz bardziej okazuje się, że jest z robiona z tombaku, a nie że złota!

Jestem spragniony silnej Polski

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (9)

Inne tematy w dziale Polityka