Polski, Parlamentarny Zespół ds. Afryki jest Zespołem dość dobrze znanym. Znanym zwłaszcza za sprawą osobistej popularności i rozpoznawalności jego szefów, posłów Johna Godsona i Kiliona Munyamy. Warto zastanowić się jak tę ich osobistą popularność przełożyć na realne wsparcie dla kontynentu ich urodzenia. Choćby na nasz efektywniejszy udział w programach Europejskiej Pomocy Rozwojowej.
Wczoraj, na zaproszenie Europosła Filipa Kaczmarka, oraz Wydziału Nauk Politycznych i Dziennikarstwa Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, uczestniczyłem w II Wielkopolskim Forum Współpracy Rozwojowej. Forum to odbywało się pod patronatem Europejskiej Partii Ludowej (EPP) to jest frakcji politycznej, do której w Parlamencie Europejskim należy PO. Wraz z posłem Kilionem Munyamą – wiceprzewodniczącym Parlamentarnego Zespołu do Spraw Afryki – mieliśmy okazję zaprezentować dorobek i formy jego dotychczasowej pracy. Wspólnych wniosków z tego spotkania jest kilka.
Po pierwsze: To konieczność większego niż dotychczas zaangażowania Polski w tę sprawę. Na arenie europejskiej – mimo wpływającego ograniczająco na tę tematykę kryzysu – sprawa pomocy krajom rozwijającym się to wciąż temat ważny. I właśnie z tego powodu, ci którzy – tak jak Polska – aspirują do wzmacniania swej europejskiej pozycji, nie mogą traktować go po macoszemu. Jak temat drugiej kategorii. Miara zainteresowania nim jest także, jednym z wielu, unijnych kryteriów powagi danego państwa.
Po drugie: spotkanie siłą rzeczy – z racji funkcjonowania w polskim parlamencie Zespołu Afrykańskiego – w głównej mierze dotyczyło tego kontynentu. Tu, na pierwszy plan wysunęły się sprawy edukacji. Z jednej strony przełamania tych formalnych przeszkód, jakie stają przed chcącymi studiować u nas Afrykańczykami, z drugiej zaś – co z inicjatywy Zespołu już ma miejsce – skonstruowanie aktualnej bazy afrykańskich absolwentów polskich uczelni. Ludzi, którzy po powrocie do swojej ojczyzny i zwykle po objęciu w niej wysokich, publicznych stanowisk, mogą łatwo – przy niewielkim wsparciu – stać się naturalnymi ambasadorami Polski i polskości.
Po trzecie: to kwestia polsko – afrykańskich kontaktów gospodarczych. Tu szczególnie mocno zabrzmiał głos posła Munyamy, dopiero co upieczonego doktora habilitowanego poznańskiego Uniwersytetu Ekonomicznego. Wskazał on, w tej dziedzinie, na 3 istotne kwestie: silną, chińską obecność w Afryce, za którą nie nadążają nie tylko Polska, ale i kraje o poważniejszym potencjale ekonomicznym, potrzebę zbudowania prężnej Polsko – Afrykańskiej Izby Gospodarczej, (której tworzenie proponuje rozpocząć od Wielkopolski), wreszcie zaś - konieczność uświadomienia światowym koncernom, że możliwość skrajnego eksploatowania bardzo niskich afrykańskich cen i płac jest czymś najgłębiej nieetycznym, co wymaga więc – zwłaszcza na tym kontynencie – stosowania szeroko znanej już w Europie społecznej odpowiedzialności biznesu. W tym przypadku polega zaś ona na takim ustalaniu przez nie cen i płac, by dawały one Afrykańczykom możliwość godziwej egzystencji. To właśnie z tego powodu, także i ja, przystąpiłem w trakcie trwania Forum do Europejskiej Akcji Społecznej na rzecz tego celu: Fair Trade – Sprawiedliwy Handel.
Wreszcie na koniec – po czwarte. Polski, Parlamentarny Zespół ds. Afryki jest Zespołem dość dobrze znanym. Znanym zwłaszcza za sprawą osobistej popularności i rozpoznawalności, dobrego PR-u jego szefów, posłów Johna Godsona i Kiliona Munyamy. Warto zastanowić się jak tę ich osobistą popularność przełożyć na realne wsparcie dla kontynentu ich urodzenia. Choćby na nasz efektywniejszy udział w programach Europejskiej Pomocy Rozwojowej. I także na naszą, silniejszą polską obecność w samej Afryce. Bo dziś nasze – chyba zaledwie 3 placówki dyplomatyczne na całym tym wielkim kontynencie – to obecność mniej niż symboliczna. Trzeba mieć nadzieję, że nas dwaj, zaradni posłowie afrykańskiego pochodzenia szybko to zmienią. Na pewno to zmienią!
Tu polityka zaczyna swój dzień www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (20)