W rozkopanym i rozbebeszonym Elblągu ludzie szukają kogoś, kto te wykopy zakopie, kto usprawni miasto. I uważają – nie bez dużej dozy trafności – że mimo wszystko - lepiej zrobi to koleżanka poprzedniego prezydenta, niźli pisowski kandydat Jerzy Wilk. Bo ten myślą sobie – zgodnie z radomskimi zaleceniami prezesa tej partii – rozpocznie swe ewentualne rządy od budowy pomnika zmarłej pary prezydenckiej przed elbląską katedrą, a nie od zasypywania rozkopanych ulic. Wilk – myślą sobie elblążanie – to będzie po prostu elbląski Andrzej Kosztowniak. I właśnie wtedy wolą Gelert albo innych, niezależnych kandydatów.
Przedwczoraj, wybitny bloger Salonu24 Rosemann, postanowił polemizować, z moim niedzielnym wpisem o prawdopodobnym zwycięstwie kandydatki PO Elżbiety Gelert. O jejprawdopodobnym zwycięstwie w wyścigu po prezydenturę Elbląga. Z jego notką można się zapoznać tutaj: (http://rosemann.salon24.pl/516209,co-bedzie-jak-wygra-gelert-w-odpowiedzi-j-f-libickiemu).
Rosemann twierdzi tak: albo kontrkandydaci Gelert są skrajnie nieudolni, albo też – elblążanie cierpią na syndrom sztokholmski i – w ramach tego syndromu – nie zadają podstawowego pytania czyli gdzie była elbląska posłanka PO, a dziś kandydatka na urząd prezydencki w Elblągu, gdy 14 kwietnia, mieszkańcy tego miasta, przygniatającą większością głosów odwołali poprzedniego, skompromitowanego prezydenta, z tej samej partii?
Nie wiem czy kontrkandydaci koleżanki Gelert do tego urzędu są nieudolni. Nie znam ich. Tak być może. Nie uważam jednak by głosowanie na nią było przejawem syndromu sztokholmskiego. Wręcz przeciwnie. Jest to objaw oczywistej racjonalności. Bo od pamiętnych wyborów prezydenckich z 2010 roku, a ściślej od wieczoru wyborczego, który po ich drugiej turze nastąpił, nikt nie przekonał ani jednego, nowego wyborcy, poza naprawdę najwierniejszym elektoratem PiSu, że partia ta może zajmować się czymś więcej niż Smoleńskiem.
Otóż problem polega na tym, że w rozkopanym i rozbebeszonym Elblągu ludzie szukają kogoś, kto te wykopy zakopie, kto usprawni miasto. I uważają – nie bez dużej dozy trafności – że mimo wszystko - lepiej zrobi to koleżanka poprzedniego prezydenta, niźli pisowski kandydat Jerzy Wilk. Bo ten myślą sobie – zgodnie z radomskimi zaleceniami prezesa tej partii – rozpocznie swe ewentualne rządy od budowy pomnika zmarłej pary prezydenckiej przed elbląską katedrą, a nie od zasypywania rozkopanych ulic. Wilk – myślą sobie elblążanie – to będzie po prostu elbląski Andrzej Kosztowniak. I właśnie wtedy wolą Gelert albo innych, niezależnych kandydatów. Zauważmy bowiem. Różnica to spadek poparcia dla PO na rzecz apartyjnych kandydatów, nie zaś wzrost notowań PiS. To, że szyld Platformy nie szkodzi Elżbiecie Gelert jest dowodem siły tego przekonania. Przekonania, że rolą samorządu jest ułatwianie ludziom codziennego życia, a nie sakralizowanie polityki historycznej. I to tej najświeższej. Tej, która choćby z racji swej świeżości, ale nie tylko, zawsze budziła i budzi największe emocje.
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (85)