Z wyjątkiem Roberta Biedronia, który ze spraw alkowianych uczynił sobie metodę politycznego funkcjonowania, wszelkie obyczajowe perypetie towarzyszą głównie publicznemu funkcjonowaniu polityków konserwatywnych. Proces Hofmana z Ziobrą będzie z pewnością owych perypetii nową, bardzo soczystą, odsłoną. Tabloidy naprawdę już zacierają ręce. Matka małej Madzi z Sosnowca i jej medialne story będzie przy tym naprawdę przysłowiowym pryszczem. Skąd się to bierze? Jaka jest tego przyczyna? Oto jest pytanie! Może internauci – zwłaszcza z prawicowego Salonu24 – będą potrafili rozwiązać tę intrygującą zagadkę?
Zawsze będę wdzięczny Zbigniewowi Ziobro. Będę mu wdzięczny za to, że w 2009 roku, kiedy byłem jeszcze w PiSie, do samego końca bronił poznańskiej kandydatury mojego ojca do Parlamentu Europejskiego. Mimo tej wdzięczności nie jestem jednak w stanie wyjść ze zdumienia. Nazwijmy to tak ze zdumienia obyczajowego. Dlaczego?
Wcale nie dlatego, że poseł Solidarnej Polski Piotr Szeliga miał takie przypadki obyczajowe jakie miał. Sprawa to przykra dla jego rodziny, ale przecież nikt – także katolik i konserwatywny polityk – nie jest wolny od obyczajowych pokus. Każdy walczy z nimi na tyle, na ile umie, ale przecież niemal nikt nie odnosi w tej walce samych tylko zwycięstw. Taka to – po grzechu pierworodnym – jest przecież przypadłość ludzkiej natury. Idzie mi tu więc o coś innego.
Idzie mi o to, że zaatakowany sprawą posła Szeligi Zbigniew Ziobro niemal automatycznie wskazał na Adama Hofmana, jako na osobę mającą ponoć odwiedzać domy schadzek. Dla mnie nie jest to ważne czy tak jest czy nie, choć sam Hofman swymi podkarpackimi dywagacjami o własnym przyrodzeniu stworzył dobrą atmosferę do takowych domysłów, chodzi mi o postępek samego Ziobry. Bo ten postępek naprawdę trudno postrzegać inaczej jak postępek małego Józia, który na pytanie, czemu ciągnie Zosię za warkocze odpowiada; „a Staś proszę Pani to szczypie Marysię”. Zachowanie to naprawdę mało przywódcze. Mało przywódcze jak na skalę przywództwa na prawicy, do którego ponoć aspiruje były minister sprawiedliwości.
Jest i sprawa druga. Naprawdę zastanawiająca. Otóż z wyjątkiem Roberta Biedronia, który ze spraw alkowianych uczynił sobie metodę politycznego funkcjonowania, wszelkie obyczajowe perypetie towarzyszą głównie publicznemu funkcjonowaniu polityków konserwatywnych. Proces Hofmana z Ziobrą będzie z pewnością owych perypetii nową, bardzo soczystą, odsłoną. Tabloidy naprawdę już zacierają ręce. Matka małej Madzi z Sosnowca i jej medialne story będzie przy tym naprawdę przysłowiowym pryszczem.
Skąd się to bierze? Jaka jest tego przyczyna? Oto jest pytanie! Może internauci – zwłaszcza z prawicowego Salonu24 – będą potrafili rozwiązać tę intrygującą zagadkę?
I wreszcie na koniec. Kilka dni temu pisałem o reakcjach Pawła Wrońskiego i Andrzeja Halickiego na promocję książki, wywiadu-rzeki Michała Królikowskiego z arcybiskupem Henrykiem Hoserem. Mój wpis dostępny jest tutaj: (http://jflibicki.salon24.pl/560314,o-czym-marza-redaktor-wronski-i-kolega-halicki). Otóż słusznie zwrócono mi uwagę, że to Andrzej Halicki mówił wprost dyskryminowaniu ministra Królikowskiego za poglądy. Wroński wskazywał raczej na problem, jaki miałby on stwarzać dla politycznej linii rządu Donalda Tuska. Tak było. To prawda. Choć można by i tu dopatrywać się pewnych, podobnych do Halickiego, akcentów. Zestawienie tych wypowiedzi jednak akcenty te zdecydowanie przejaskrawiło, a ja to przejaskrawienie jeszcze wzmocniłem. Więc prostuję.
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (20)