fot. Piotr Łysakowski
fot. Piotr Łysakowski
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
1330
BLOG

Panie Gosiewskie

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Polityka Obserwuj notkę 53

  

Gdzie jest ta granica, za którą – charakteryzujący się owym misz maszem w głowie pisowski wyborca – stwierdzi jednak, że wszystkie drogowskazy ostentacyjnie maszerują w stronę przeciwną od wskazywanej? Co nią będzie? Czy może na przykład dopiero kobieco – rodzinna europejska walka w kisielu?
 
Lubię Panie Gosiewskie. Obie. Z Małgorzatą kolegowałem w Sejmie w latach 2005 – 2007, z Beatą koleguję w tej kadencji. W Senacie.
 
W obu przypadkach były i są to kontakty rzadkie, ale miłe. Nie mnie więc wypowiadać się, która z Pań ma większe prawo do ubiegania się o europejski mandat. Z resztą i tak mój głos nic by tu nie znaczył wobec medialnego zgiełku, jaki w tej sprawie robią rodzice śp. Przemysława Gosiewskiego, który – w różnych okresach swego życia – był mężem obu Pań (http://polska.newsweek.pl/zony-przemyslawa-gosiewskiego-kloca-sie-o-europarlament-newsweek-pl,artykuly,278806,1.html). Merytoryczny spór w tej kwestii zostawiam więc na boku. Idzie mi tu o całkiem co innego.
 
         Swego czasu pewien prominentny działacz ZChNu zwykł żartobliwie mawiać, że drogowskaz nie musi zawsze podążać drogą, którą sam wskazuje. Niewątpliwie jakaś racja w tym jest. Że narkoman może przekonywać o szkodliwości ćpania, złodziej o naganności kradzieży, a alkoholik o zgubnych skutkach picia, ale – jest to zupełnie jasne – że tego typu nawoływania przez heroldów, którzy sami zaprzeczali ich słuszności we własnym życiu, są jednak, ostatecznie, bardzo mało skuteczne. Dlaczego o tym piszę?
 
         Bo PiS, naprawdę z uporem godnym lepszej sprawy, od lat już, prezentuje się jako obrońca wszelkich wartości konserwatywnych. Wiary, rodziny, patriotyzmu, honoru, inteligenckości i wszelkich tym podobnych imponderabiliów. I oczywiście – zgodnie z wyżej przyjętą zasadą - drogowskaz nie musi zawsze podążać drogą, którą sam wskazuje. Pytanie tylko, czy jeśli nagle okaże się, że wszystkie owe drogowskazy ostentacyjnie maszerują w stronę przeciwną od wskazywanej, to korzystający z nich podróżni nie będą upatrywać w tym jakiegoś podstępu?
 
         Tak. Wiem, że wierny, pisowski elektorat ma generalnie Misz – masz w głowie. Że Lech Kaczyński, Smoleńsk, Radio Maryja, geotermia, Matka Boska Częstochowska, Pan Jezus i błogosławiony Jan Paweł II to jest jedna wielka, patriotyczna magma. Jednak i oni – intensywnie w jakimś kierunku bodźcowani - mogę jednak dochodzić do jakichś refleksji. A czym są oni bodźcowani dzisiaj?
 
         Ano okazuje się, że oto czołowi obrońcy wiary i Ojczyzny kolejno: publicznie dywagują o wielkości swego przyrodzenia, przy pomocy krzeseł próbują rozwiązywać dylematy swego konkubinatu, są gotowi iść do sądu by ustalić, kto i kiedy bywał, w jakim domu schadzek. Te przykłady można by oczywiście mnożyć. I pytanie brzmi czy jednak nie wzbudzają one w wiernym pisowskim elektoracie pewnego zdziwienia? Jakiegoś niepokoju? Gdzie jest ta granica, za którą – charakteryzujący się owym misz maszem w głowie pisowski wyborca – stwierdzi jednak, że wszystkie drogowskazy ostentacyjnie maszerują w stronę przeciwną od wskazywanej? Co nią będzie? Czy może na przykład dopiero kobieco – rodzinna europejska walka w kisielu?
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (53)

Inne tematy w dziale Polityka