Gdzie jest ta granica, za którą – charakteryzujący się owym misz maszem w głowie pisowski wyborca – stwierdzi jednak, że wszystkie drogowskazy ostentacyjnie maszerują w stronę przeciwną od wskazywanej? Co nią będzie? Czy może na przykład dopiero kobieco – rodzinna europejska walka w kisielu?
Lubię Panie Gosiewskie. Obie. Z Małgorzatą kolegowałem w Sejmie w latach 2005 – 2007, z Beatą koleguję w tej kadencji. W Senacie.
W obu przypadkach były i są to kontakty rzadkie, ale miłe. Nie mnie więc wypowiadać się, która z Pań ma większe prawo do ubiegania się o europejski mandat. Z resztą i tak mój głos nic by tu nie znaczył wobec medialnego zgiełku, jaki w tej sprawie robią rodzice śp. Przemysława Gosiewskiego, który – w różnych okresach swego życia – był mężem obu Pań (http://polska.newsweek.pl/zony-przemyslawa-gosiewskiego-kloca-sie-o-europarlament-newsweek-pl,artykuly,278806,1.html). Merytoryczny spór w tej kwestii zostawiam więc na boku. Idzie mi tu o całkiem co innego.
Swego czasu pewien prominentny działacz ZChNu zwykł żartobliwie mawiać, że drogowskaz nie musi zawsze podążać drogą, którą sam wskazuje. Niewątpliwie jakaś racja w tym jest. Że narkoman może przekonywać o szkodliwości ćpania, złodziej o naganności kradzieży, a alkoholik o zgubnych skutkach picia, ale – jest to zupełnie jasne – że tego typu nawoływania przez heroldów, którzy sami zaprzeczali ich słuszności we własnym życiu, są jednak, ostatecznie, bardzo mało skuteczne. Dlaczego o tym piszę?
Bo PiS, naprawdę z uporem godnym lepszej sprawy, od lat już, prezentuje się jako obrońca wszelkich wartości konserwatywnych. Wiary, rodziny, patriotyzmu, honoru, inteligenckości i wszelkich tym podobnych imponderabiliów. I oczywiście – zgodnie z wyżej przyjętą zasadą - drogowskaz nie musi zawsze podążać drogą, którą sam wskazuje. Pytanie tylko, czy jeśli nagle okaże się, że wszystkie owe drogowskazy ostentacyjnie maszerują w stronę przeciwną od wskazywanej, to korzystający z nich podróżni nie będą upatrywać w tym jakiegoś podstępu?
Tak. Wiem, że wierny, pisowski elektorat ma generalnie Misz – masz w głowie. Że Lech Kaczyński, Smoleńsk, Radio Maryja, geotermia, Matka Boska Częstochowska, Pan Jezus i błogosławiony Jan Paweł II to jest jedna wielka, patriotyczna magma. Jednak i oni – intensywnie w jakimś kierunku bodźcowani - mogę jednak dochodzić do jakichś refleksji. A czym są oni bodźcowani dzisiaj?
Ano okazuje się, że oto czołowi obrońcy wiary i Ojczyzny kolejno: publicznie dywagują o wielkości swego przyrodzenia, przy pomocy krzeseł próbują rozwiązywać dylematy swego konkubinatu, są gotowi iść do sądu by ustalić, kto i kiedy bywał, w jakim domu schadzek. Te przykłady można by oczywiście mnożyć. I pytanie brzmi czy jednak nie wzbudzają one w wiernym pisowskim elektoracie pewnego zdziwienia? Jakiegoś niepokoju? Gdzie jest ta granica, za którą – charakteryzujący się owym misz maszem w głowie pisowski wyborca – stwierdzi jednak, że wszystkie drogowskazy ostentacyjnie maszerują w stronę przeciwną od wskazywanej? Co nią będzie? Czy może na przykład dopiero kobieco – rodzinna europejska walka w kisielu?
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (53)