z Prezydentem RP, panem Bronisławem Komorowskim, Warszawa, 11.11.2013. Fot. Kancelaria Prezydenta RP.
z Prezydentem RP, panem Bronisławem Komorowskim, Warszawa, 11.11.2013. Fot. Kancelaria Prezydenta RP.
Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki
913
BLOG

Granicą jest Smoleńsk

Jan Filip Libicki Jan Filip Libicki Polityka Obserwuj notkę 36

  

Dziś, na znanym, pisowskim portalu, na którym pisują pseudo dziennikarze, którym naprawdę nic do Jerzego Urbana nie brakuje, trwają dywagacje, kiedy zaczęła się jego – to jest Misia Kamińskiego (i kilku innych) gra na drugą stronę?  Odpowiedź jest prosta i pewnie pisowskich Goebbelsów, zastanawiających się nad tym ucieszy. Tą granicą jest Smoleńsk.
 
Tak. Był kiedyś taki PiS. Zadziwiający swą pomysłowością, elastycznością i polityczną kreatywnością. PiS – w genialny sposób ogrywający Platformę, podbierający jej nie tylko Zytę Gilowską, ale i Zbigniewa Religę czy Grażynę Gęsicką. PiS, którego premier był najpopularniejszym polskim politykiem. PiS, w którym było miejsce i dla Marka Jurka i dla Joanny Kluzik – Rostkowskiej.
 
Dziś PiS układa eurolisty. I nie ma na nich miejsca choćby dla Konrada Szymańskiego. Czym sobie zaszkodził? Nie. Nie tym, że był złym europosłem. Że był nielojalny wobec partii. Przegrał, bo miał złe korzenie. Bo za mało angażował się w sprawy smoleńskie. No i zniknął. Za parę miesięcy pisowska „opinia publiczna” o nim zapomni.
 
Zapomni w sposób naturalny, ale także dlatego, że ta „opinia” ma dziś zupełnie inny obiekt swego zainteresowania. Dziś skupia się ona na zdrajcy i sprzedawczyku, Misiu Kamińskim.
 
Platforma z dawnej, pisowskiej kreatywności wyciągnęła pożyteczne wnioski. I dziś jej eurolisty to prawdziwa polityczna paleta. Rostowski, Pitera, Kamiński, Sariusz – Wolski, Rosati, Kozłowska – Rajewicz. Od lewa do prawa. Tymczasem w PiSie królują Lipiński, Fotyga, Jurgiel, Poręba…
 
Dziś, na znanym, pisowskim portalu, na którym pisują pseudo dziennikarze, którym naprawdę nic do Jerzego Urbana nie brakuje, trwają dywagacje, kiedy zaczęła się jego – to jest Misia Kamińskiego (i kilku innych) gra na drugą stronę?  Odpowiedź jest prosta i pewnie pisowskich Goebbelsów, zastanawiających się nad tym ucieszy. Tą granicą jest Smoleńsk.
 
Smoleńsk, a ściślej mówiąc to, co w wieczór wyborczy po kampanii prezydenckiej – stojąc obok Joanny Kluzik – Rostkowskiej formułował Jarosław Kaczyński mówiąc o „poległych” w Smoleńsku. Tak. To wtedy ja, który oddałem na niego – a nie na Bronisława Komorowskiego – swój prezydencki głos, poczułem, że popełniłem tragiczny, karygodny błąd. Błąd, który muszę natychmiast naprawić, bo było naprawdę o krok by Polacy nie stanęli wobec dramatu lansowania przy pomocy instytucji państwa smoleńskiej schizofrenii. Dziś tej psychicznej chorobie, temu szaleństwu, poddały się niestety dość spore grupy środowisk konserwatywnych. Ale to na szczęście nie jest już zagrożenie dla całej Polski. Zagrożenie tym, by – nawet najpotworniejszy, uzasadniony ból jednej osoby – nie stał się fundamentem narodowego szaleństwa. To, że tak się nie stało, zawdzięczamy w dużej mierze temu, że choćby Kluzik – Rostkowska, Kamiński czy kilku innych – w tym i ja - na czas się w tej sytuacji połapali. Połapali się i wszczęli alarm. Powtórzę więc jeszcze raz. Granicą naszego przejścia na drugą stronę był Smoleńsk. Albo – mówiąc precyzyjniej – post Smoleńsk… 
 
 
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl
 

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (36)

Inne tematy w dziale Polityka