Krótko mówiąc, przypadek Konrada Szymańskiego udowadnia, że prezes PiS ma brukselski parlament i wybory do niego w bardzo intymnym miejscu. Miejscu, które z uwagi na wrażliwość moich czytelników, nie będę szczegółowo opisywał…
Konrad Szymański, najlepszy polski europoseł rankingu Polityki, udzielił wywiadu Gazecie Wyborczej. Wywiadu jak zwykle kompetentnego (http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,15849360,Krol_rankingow_europoslow_wraca_do_kraju__Szymanski_.html).
Mówi w nim między innymi, że liczy, iż w 2015 roku PiS sformuje rząd. I że z Jarosławem Kaczyńskim ustalił jakiś swój w nim udział. Jaki - tego nie zdradza, ale jak rozumiem – dla tego udziału – teraz rezygnuje ze startu…
Zaiste dziwna logika. Bo przecież ani Anna Fatyga, ani Miś Kamiński – zanim trafili na Szucha i Krakowskie Przedmieście – ze startu do PE rezygnować nie musieli. Szymański – jak pisze Wyborcza, król rankingów - musi. Musi, mimo swych wybitnych i niewątpliwie przydatnych Polsce kompetencji. Dlaczego?
Bo stronił od szamanów smoleńskiego kultu? Bo nie integrował się z prezesowską kamarylą? Pewnie tak. Jest jeszcze jednak i inne wytłumaczenie. Jarosław Kaczyński po prostu – w przeciwieństwie do Szymańskiego – uważa PE za instytucję kompletnie nieistotną. Za miejsce – i tu, sądząc z wywiadu chyba jest z Szymańskim zgodny – gdzie zdecydowana większość jego członków zbija przysłowiowe bąki i nabija sobie portfele…
Krótko mówiąc, przypadek Konrada Szymańskiego udowadnia, że prezes PiS ma brukselski parlament i wybory do niego w bardzo intymnym miejscu. Miejscu, które z uwagi na wrażliwość moich czytelników nie będę szczegółowo opisywał…
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (24)