Jarosław Kaczyński mówi: to były dla nas trudne wybory. To jest dobry prognostyk do kolejnych. I nie ma tu racji kompletnie. Więcej nawet – on wie, że jej nie ma! Jeśli bowiem nie był w stanie wygrać ich przy – zawsze sprzyjającej PiSowi - niskiej frekwencji, tym bardziej nie wygra ich, gdy będzie ona o kilkanaście procent wyższa.
No i po wyborach. Można by je określić, jako remis ze wskazaniem na PO, chociaż oczywiście – co tu ukrywać – 5 mandatów straciliśmy. Po oficjalnym ogłoszeniu wyników przez PKW przyszła pora na podsumowania i analizy. Najpierw PO.
Platforma minimalnie wygrała w procentach, chociaż w mandatach jest remis. Wynik ten uważam za dobry. Po pierwsze dlatego, że – jak słusznie zauważyła Danuta Hubner – po 7 latach rządzenia, mimo to wygrać kolejne wybory jest prawdziwą sztuką. To nie jest rok 2007, tu jest naturalne „zmęczenie materiału”. Stąd – moim zdaniem – utrata tych 6 mandatów.
I kwestia druga. Frekwencja. Ona zawsze działa na naszą niekorzyść. Jeśli więc wygrywamy przy niecałych 24% tym bardziej wygramy przy tej standardowej do polskiego parlamentu – około 40%. I wreszcie – po trzecie. W wyborach parlamentarnych dojdą jeszcze dwa czynniki. One będą się odbywały po wyborach prezydenckich. Pierwsze będą w czerwcu, drugie w październiku. Bronisław Komorowski ze swoją nieinwazyjnością i popularnością pewnie je wygra. Jako kandydat Platformy. A jeśli je wygra to część jego popularności udzieli się w naturalny sposób i nam. Startującej w wyborach parlamentarnych jego partii. A drugi czynnik? To proste! Za rok będziemy już bowiem w okresie pełnej konsumpcji środków z kolejnej, unijnej perspektywy. To po prostu musi zadziałać wyborczo.
Perspektywy parlamentarne PO widzę więc optymistycznie, co oczywiście absolutnie nie powinno skłaniać nas do bezczynności.
Teraz PiS. Jarosław Kaczyński mówi: to były dla nas trudne wybory. To jest dobry prognostyk do kolejnych. I nie ma tu racji kompletnie. Więcej nawet – on wie, że jej nie ma! Jeśli bowiem nie był w stanie wygrać ich przy – zawsze sprzyjającej PiSowi - niskiej frekwencji, tym bardziej nie wygra ich, gdy będzie ona o kilkanaście procent wyższa.
Oczywiście. Jego dyżurni publicyści – Piotr Zaremba i bracia Karnowscy – już suflują mu pomysł na wygraną. Wyciągnięcie ręki do mas upadłościowych po Polsce Razem i Solidarnej Polsce. Pomysł dobry, tyle że – chcąc go zrealizować – prezes musiałby pokonać najgroźniejszego przeciwnika PiSu – samego siebie. Tu – patrząc choćby na przykład Miśka Kamińskiego – zdecydowanie bardziej wierzę w Donalda Tuska. Czy warto mu te masy zagospodarować? Nie trzeba się spieszyć, trzeba pozwolić owym masom upadłościowym skruszeć, ale warto to rozważyć. Krótko mówiąc, bardziej wierzę w zdolność wybaczenia Gowinowi przez Tuska, niż Ziobrze przez Kaczyńskiego. Przy takim wybaczaniu to Gowin miałby problem mentalny, nie Tusk.
Podsumowując, PiS przegrał kolejne, najłatwiejsze dla siebie do wygrania wybory. I tak powstaje – postawione kiedyś przeze mnie pytanie – czy jest on demokratyczną partią polityczną? Odpowiedź brzmi nie! Bo każda taka partia, po 7 z rzędu porażce zmienia szefa. PiS Kaczyńskiego nie zmieni. Nie zmieni go bo swej istocie i konstrukcji bardziej jest para religijną grupą wyznawców niż partią polityczną. I dlatego też, żadnych więcej wyborów już nie wygra. A z pewnością tych parlamentarnych w przyszłym roku.
SLD. Napiszę krótko. SLD to jest już moim zdaniem grono politycznych emerytów. I tak jak zanika generacja PRLowskiego resentymentu, tak i SLD, od kilku już wyborów nie rośnie, a z czasem zacznie zanikać. Owszem. Ma jeszcze pewien potencjał wzrostu. To jest potencjał umiejętnego zagospodarowania upadłościowej masy po Januszu Palikocie – masy zażartych antyklerykałów i rozmaitych mniejszości, ale tak naprawdę – niewiele więcej.
I jeszcze jedno. Z tego wynika, że tak naprawdę prawdziwie lewicowego elektoratu jest w Polsce niewiele. Że z powodzeniem sporą jego część obsłużyć może lewe skrzydło Platformy. Choćby wspomniana już Danuta Hubner, Dariusz Rosati czy Agnieszka Kozłowska – Rajewicz.
Janusz Korwin – Mikke. Jego rezultat trzeba moim zdaniem – i pisałem to już na tym blogu – opisywać wspólnie z wynikiem Janusza Palikota. Dlaczego? Bo tak jak próba reprezentowania tylko elektoratu antyklerykalnego czy mniejszościowego w Polsce nie daje progu, tak i sam, ostry libertarianizm go nie daje. Skąd więc wynik Korwina? Tak jak pisałem. Obok niewątpliwych i mniejszościowych libertarian, próg dał mu ruchomy elektorat czystego buntu i negacji. Elektorat, który przed dekadą dał sukces Andrzejowi Lepperowi, a w poprzednich właśnie Palikotowi. Czy sukces Korwina będzie trwały? Tak. Do czasu, gdy elektorat buntu nie znajdzie sobie fajniejszej pały na establishment…
I jeszcze jedna uwaga do Palikota. Wczoraj w TVN24 dziwił się on, że mu pomysł nie wypalił. A przecież miał tyle głośnych nazwisk…. I z pewną niepewnością, słusznie opisywał przyczyny swej porażki. Tak. O sukcesie wyborczym decyduje najpierw stworzony na daną kampanię konstrukt polityczny. Narracja. Opowieść. Nazwiska owszem, są ważne, ale przy małych różnicach między partiami. Takich jak tegoroczna między PO, a PiS.
PSL. Komentarz mój będzie krótki. To jest zawsze ta sama grupa. Stałych wyborców tej partii. A różnice w kolejnych elekcjach? To – w mojej opinii – czysta pochodna frekwencji.
Dalej Ziobryści i Gowin. Są moim zdaniem – wbrew niestety sugestiom Jacka Kurskiego – skazani na indywidualną walkę o przetrwanie. Dlaczego? Bo jako polityczne byty nie przeżyją. PJN jakoś przeżył. Ale tylko dlatego, że miał europosłów. Dziś ich nie ma. A ani rozpadający się, sejmowy klub SP, ani Gowin z Godsonem i Żalkiem takiego przeżycia nie zapewni. Poza tym – stawiam dolary przeciwko orzechom – jak każda niknąca struktura, właśnie toną we wzajemnych oskarżeniach i pretensjach. I używając dobrego barometru, który zawsze stosował Jarosław Kaczyński – na następne spotkania tych tworów – przyjadą tylko ci, którzy mieszkają w Warszawie. Pozostali będą woleli oszczędzić 200 zł – 150 na kolejowy bilet i 50 na jakiś mały, nie za drogi, warszawski obiad.
Gdy idzie o SP to ofert transferowych – jak napisałem powyżej - z PiS raczej się nie spodziewam. Z Platformy też nie. Choć ja bym to rozważał.
A Gowiniści? Tu prędzej. Tyle że Gowin – z powodów ambicjonalnych raczej do PO nie wróci… Czy pójdzie do PiS? Nie wykluczam. W końcu Kazimierz Michał Ujazdowski poszedł do Brukseli. Zwolnił się więc pisowski etat konserwatysty – intelektualisty…
I na koniec. Bardzo się cieszę z sukcesu PO. A szczególnie ze śląskiego mandatu Marka Plury. Czy cieszę się z jakiegoś sukcesu na innej liście? Tak, cieszę się z euromandatu Marka Jurka.
Tu polityka zaczyna swój dzień: www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (42)