Wydawało by się że wraz z wiekiem powinna się u dyrektora Merczyńskiego pojawić naturalna wrażliwość na uszanowanie uczuć innych. Jak widać tak się nie stało. Nie pomogły nawet modlitwy Klarysek. Skoro tak, to chyba tylko wrażliwość na wielkość budżetu Festiwalu w roku przyszłym może tu coś pomóc…
W czerwcu rusza kolejna edycja poznańskiego Festiwalu Malta. Festiwalu, który od lat pożera lwią część miejskiego budżetu kulturalnego. Praktycznie nie dając szans małym, często cennym przedsięwzięciom.
Pamiętam, że kiedy ponad 20 lat temu, kiedy ten Festiwal startował, wiele osób oburzał. Swoją ocierającą się o bluźnierstwo obscenicznością. Pseudoartystycznymi prowokacjami i rozumianą w opaczny sposób wolnością artystycznej ekspresji. Jakoś tak się składało, że kontrowersje te dotyczyły najczęściej chrześcijaństwa. To katolicy czuli się zwykle wystawianymi podczas Festiwalu sztukami oburzeni.
Potem sprawa przycichła. Wydawało się, że jego twórca i dyrektor - który jest nim do dziś - Michał Merczyński dojrzał. Że się z tych prowokacji wycofał. Sam pamiętam jak kiedyś chciał wozić jajka do pniewskich Klarysek, by te modliły się o dobrą pogodę podczas Festiwalu. Wydawało się, że sprawa się ułożyła. Chyba jednak niestety tak się tylko wydawało…
Oto bowiem, podczas najbliższego Festiwalu, 27 i 28 czerwca, prezentowana będzie sztuka argentyńskiego dramaturga Rodrigo Garcii „Golgota Picnic”
Sztuki nie widziałem. Ale wystarczy przeczytać jej opis na stronie Festiwalu by dowiedzieć się, że sami jego organizatorzy nazywają tę sztukę obsceniczną. Wystarczy jej tytuł wrzucić do wyszukiwarki google, by dowiedzieć się, że we Francji wywołała ona protesty środowisk katolickich. Odsyłam tutaj choćby do strony Festiwalu (http://malta-festival.pl/pl/program/rodrigo-garcia-golgota-picnic)
Wygląda więc na to, że po 20 latach dyrektor Merczyński wcale nie dorósł. Nie pozbył się młodzieńczego zapału do ocierającej się o bluźnierstwo obsceny . Po prostu z jakiś – pewnie taktycznych powodów – postanowił na jakiś czas tą obscenę wyciszyć. Dziś ponownie ją prezentuje. Dopuszcza się swoiste, festiwalowej recydywy.
Wydawało by się że wraz z wiekiem powinna się u dyrektora Merczyńskiego pojawić naturalna wrażliwość na uszanowanie uczuć innych. Jak widać tak się nie stało. Nie pomogły nawet modlitwy Klarysek. Skoro tak, to chyba tylko wrażliwość na wielkość budżetu Festiwalu w roku przyszłym może tu coś pomóc…
Wrażliwość tę powinny w dyrektorze Merczyńskim uruchomić z pewnością wyniki ostatnich wyborów które wykazały, że polityczni patroni tego specyficznego typu sztuki nie cieszą się chyba wśród Polaków specjalnym uznaniem. Cóż … Mogę tylko wyrazić nadzieję, że ta sama tendencja przejawi się w zbliżających się wyborach samorządowych. Obiecuję dyrektorowi Merczyńskiemu, że naprawdę zrobię wszystko, co w mojej mocy, aby tak się stało. A jeśli tak się stanie to nowi rajcy z pewnością przyjrzą się dokładnie repertuarowi Festiwalu na rok 2015. Przyjrzą się mu zanim wydział kultury podejmie decyzje o wysokości przyznanej mu dotacji.
Na koniec jeszcze jedna uwaga. Nie wiem, czy odpowiedzialny za miejską kulturę prezydent Dariusz Jaworski był świadomy programu Festiwalu, który wymiótł w jego decernacie niemal wszystkie pieniądze przeznaczone na ten cel. Jeśli nie był, to mam nadzieję, że na ten fakt zareaguje równie stanowczo jak swego czasu na eksces Ewy Wójciak - niedoszłej europosłanki Janusza Palikota. Gdyby bowiem tego nie zrobił, to byłaby to w jego postępowaniu jakaś naprawdę zadziwiająca niespójność.
Tu polityka zaczyna swój dzień:www.300polityka.pl



Komentarze
Pokaż komentarze (24)