Bieńkowska – mimo wice premierowskiej teki – politykiem nie jest. Jest urzędnikiem. Gdyby była politykiem nie miała by problemów ze szczerą wypowiedzią o kolei i klimacie. Nie jest nim. Więc i nie ma politycznych pokus.
Mamy taśmy Gyurcsány’ego – twierdzi Joachim Brudziński. Nie ma racji. I to w dwóch aspektach. Pierwszym – wąskim. Tam mówił premier. Mówił, że kłamał. Tu – moim zdaniem – w tarapatach jest przede wszystkim Marek Belka. Potem Bartłomiej Sienkiewicz. Premier ma kłopot z podwładnymi, nie ze sobą.
Po drugie. Dobrze. Zakładajmy teoretycznie, że Brudziński ma rację. Że to jest jednak sprawa kalibru Gyurcsány’ego. No to skoro PiS chce mieć Budapeszt w Warszawie, to musielibyśmy mieć także w Warszawie FIDESZ.
FIDESZ czyli wspólnie działającą koalicję małych autonomicznych podmiotów politycznych. Musiał by mieć na czele Orbana, nie Kaczyńskiego. Mentalna kondycja Zakonu PC po prostu nie pozwala mu przeprowadzić takiego manewru. Suski, Kuchciński, Jasiński czy Jurgiel nie byli by i nie są w stanie zwyczajnie takiej sytuacji wykorzystać. Tak jak ja nie jestem wstanie zdobyć olimpijskiego medalu w biegu sprinterskim.
I jeszcze jedno. Podobno jest jeszcze rozmowa Bieńkowskiej Wojtunikiem. No o Elżbietę Bieńkowską to ja jestem zupełnie spokojny. Dlaczego? Bo jeśli jakoś opisać te taśmy – i jeśli są one prawdziwe - to są one opisem pokus polityków. Pokus, którym oni czasem ulegają. Ale Bieńkowska – mimo wice premierowskiej teki – politykiem nie jest. Jest urzędnikiem. Gdyby była politykiem nie miała by problemów ze szczerą wypowiedzią o kolei i klimacie. Nie jest nim. Więc i nie ma politycznych pokus.
Tu polityka zaczyna swój dzień:www.300polityka.pl


Komentarze
Pokaż komentarze (26)