Mniejsza o logikę, gdy rozpętaniem kolejnej awantury – i to z racji takiej rocznicy – można zrobić dobrze sobie, a nawet samemu Prezesowi! Ale – Drogi Janie Mario, Czcigodny Senatorze Jackowski! – po co się ograniczałeś? Czemuś nie zrobił sobie dobrze na maksa? Przecież można było jeszcze to i owo o Smoleńsku powiedzieć…
Dziś w Senacie miało być wyjątkowo. Bo dziś mieliśmy uroczyste posiedzenie. Dokładnie w 25 lat po inauguracji pierwszej – po jego odrodzeniu – kadencji.
I w dużej mierze uroczyście było. Było, bo wśród nas zasiedli senatorowie pierwszej – tej historycznej - kadencji. Wyraźnie wzruszeni i przejęci. Słusznie otaczani przez nas – ich następców – i pracowników Kancelarii Senatu ogromną atencją.
Było uroczyście, bo przypomniano nieocenioną rolę ówczesnego Senatu w zainicjowaniu fundamentalnych polskich przemian. Choćby reformy samorządowej, przygotowywanej przez obecnego i dziś, ówczesnego senatora, profesora Jerzego Regulskiego. Reformy, dzięki której nasi wschodni sąsiedzi z podziwem patrzą jak dziś wyglądają nasze wsie i miasta. Wszystko to, w okolicznościowych wystąpieniach, podkreślali i Prezydent RP Bronisław Komorowski i Marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Dlaczego więc piszę, że w dużej mierze uroczyście było?
Bo ewidentnym zgrzytem było jedyne wystąpienie zapisanego do głosu senatora, Jana Marii Jackowskiego. Ten, nie zważając na uroczysty charakter posiedzenia, powtórzył w nim wszystkie pisowskie slogany propagandowe. O biedzie Polaków, nieistnieniu polskiego państwa, aferze taśmowej i zmowie Okrągłego Stołu.
Jak się to skończyło? Ano choćby tak, że profesor Regulski i kilku jego kolegów z I kadencji po prostu demonstracyjnie opuścili salę. I chociaż owo wystąpienie senatora Jackowskiego było incydentem przykrym to jednak zupełnie mnie nie zdziwiło. Dlaczego?
Bo to jest przecież odwieczna i główna zasada pisowskiego funkcjonowania. Wykorzystać wszystko i wszystkich, każdą bez wyjątku sytuację by unurzać, ubabrać ich w bieżącym politycznym sporze, w historycznych odniesieniach, które dziś – po 25 latach – mają przecież zanikające znaczenie.
Co więcej! Przecież w tym bękarcim układzie, w tych zainicjowanych przez ówczesny Senat zmianach, brali udział i ówcześni senatorowie, Lech i Jarosław Kaczyńscy. Gdzie więc tu logika?
A mniejsza o logikę, gdy rozpętaniem kolejnej awantury – i to z racji takiej rocznicy – można zrobić dobrze sobie, a nawet samemu Prezesowi! Ale – Drogi Janie Mario, Czcigodny Senatorze Jackowski! – po co się ograniczałeś? Czemuś nie zrobił sobie dobrze na maksa? Przecież można było jeszcze to i owo o Smoleńsku powiedzieć…
Wreszcie – na koniec. W ramach tejże rocznicy odbyła się też premiera filmu o odrodzonym Senacie I kadencji. I to właśnie w nim, przywołany tu profesor Regulski mówi: po wyborach samorządowych chciałem iść dalej z naszą reformą, ale… Niestety… Już się nie udało. Dlaczego? Bo w najlepsze trwała już „wojna na górze”. Kto ją skonstruował? Tego senatorowi Jackowskiemu przypominać nie muszę. On to świetnie wie. A nawet się tym faktem inspiruje, co właśnie udowodnił swoim dzisiejszym wystąpieniem…
Ma do tego oczywiście prawo. Tylko pytanie – dlaczego akurat dziś? Przecież do końca tej kadencji ma jeszcze kilkanaście posiedzeń Senatu gdzie może to mówić? Ale cóż – PiS i jego parlamentarzyści nie byli by sobą gdyby i tej rocznicy nie unurzali w bieżącej, politycznej awanturze….


Komentarze
Pokaż komentarze (52)