Różne mamy wspomnienia związane ze świętami Bożego Narodzenia. Najczęściej kojarzą się one z zapachem choinki, ze składającą sobie życzenia rodziną, z kolędami, z pasterką, z oglądanymi w kościołach szopkami... Ale są też wspomnienia inne - wspomnienia Wigilii spędzonej na Syberii, czy Wigilii spędzanej na froncie ... Chociaż tych ostatnich wspomnień już coraz mniej, bo ludzie odchodzą.
Moim szczególnym wspomnieniem jest Boże Narodzenie, które 30 lat temu przeżyłem wraz internowanymi kolegami w Zakładzie Karnym w Wiśniczu Nowym. W wigilijny wieczór z kawałków drewna i chleba zrobiliśmy namiastkę szopki. Składaliśmy sobie życzenia, a w głowach tłukła się myśl o zabitych górnikach "Wujka", o których usłyszeliśmy kilka dni wcześniej z więziennego radiowęzła. To była chyba moja najbardziej smutna Wigilia.
W Boże Narodzenie spotkała nas niespodzianka, o jakiej nawet nie marzyliśmy. Za zgodą władz stanu wojennego do Wiśnicza przyjechał kard. Franciszek Macharski z grupą księży. W więziennej świetlicy odprawił dla nas bożonarodzeniową Mszę św., a wcześniejsza spowiedź była pierwszą okazją do porozmawiania z przybyłymi księżmi o tym, co dzieje się na zewnątrz. Jak my wtedy śpiewaliśmy, ile było sił w płucach, "Bóg się rodzi, moc truchleje". Wydawało nam się, że całe więzienie, wszyscy którzy tam byli, i strażnicy i zwykli więźniowie, musieli ten śpiew usłyszeć.
Do cel powróciliśmy w zupełnie innym nastroju.


Komentarze
Pokaż komentarze