Przemawiając do kardynałów w Kurii Rzymskiej Benedykt XVI wyraził opinię, że obecny kryzys ekonomiczny i finansowy w Europie jest rezultatem kryzysu etycznego. - U schyłku roku Europa znajduje się w kryzysie ekonomicznym i finansowym, który w ostatecznym rozrachunku polega na kryzysie etycznym, zagrażającym Staremu Kontynentowi. Chociaż takie wartości, jak solidarność, zaangażowanie na rzecz innych, odpowiedzialność za biednych i cierpiących są w większości bezdyskusyjne, brakuje często siły motywującej, zdolnej do nakłonienia jednostki i wielkich grup społecznych do rezygnacji i wyrzeczeń - mówił papież.
Trudno nie zgodzić się z tą opinią, gdy patrzymy na kierunek w jakim zdaje się zmierzać Europa. Trudno znaleźć wartości, wokół których Europejczycy mogliby się jednoczyć. Które miałyby walor „siły przyciągającej”, jak mówił papież. Nie jest taką wartości nawet wolność - poklask zdobywa raczej samowola. Nie jest nią dziedzictwo chrześcijańskie, które ostatecznie nie znalazło się w europejskim traktacie konstytucyjnym. Nie jest nią rodzina, której kondycja znajduje się w głębokim kryzysie - w Belgii na 100 małżeństw, 71 ulega rozpadowi, a średnia rozwodów w Europie przekracza 50 procent. Jedyną „wartością” wspólną, mającą „siłę przyciągającą” pozostaje chyba tylko bogacenie się - ale nie bogacenie się państw czy narodów, lecz bogacenie się indywidualne, żądza posiadania, życie ponad stan - często wbrew elementarnym zasadom moralności, a często kosztem tych, którzy są najsłabsi i najmniej uprzywilejowani.
Czy, biorąc to wszystko pod uwagę, można optymistycznie patrzeć na przyszłość Europy?


Komentarze
Pokaż komentarze (1)