0 obserwujących
2 notki
1824 odsłony
133 odsłony

Powyborcze impresje

Wykop Skomentuj1

imageRadosław Damian Zenderowski – socjolog i politolog, profesor nauk humanistycznych, profesor zwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych i Studiów Europejskich Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie, kierownik tej katedry. Ponadto profesor nadzwyczajny w Katedrze Stosunków Międzynarodowych (Wydział Zarządzania) Górnośląskiej Wyższej Szkoły Handlowej im. Wojciecha Korfantego w Katowicach (od 2006). W latach 2008–2012 pełnił funkcję zastępcy dyrektora, a od 2012 dyrektora Instytutu Politologii Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego w Warszawie. Urodził się i mieszka w Cieszynie. 


Rozmawiamy w dniu ogłoszenia wyników drugiej tury wyborów prezydenckich. Ta kampania była wyjątkowo brutalna. Skąd bierze się ta niechęć i agresja wobec wyborców Andrzeja Dudy, a szerzej – w stosunku do zwolenników Prawa i Sprawiedliwości? Warto przy tym dodać, że najbardziej jadem plują ci, którzy na każdym kroku potępiają tzw. mowę nienawiści.

To wynika po pierwsze z przegranych wyborów parlamentarnych, gdzie zakładano, że PiS nie powtórzy tego wyniku, a w przypadku wyborów prezydenckich mobilizacja po stronie opozycji była dość znaczna, łącznie z wymianą kandydata na takiego, który miałby większe szanse. Zakładano, że tym razem się uda. No i nie udało się. Ale to jest zbyt łatwa odpowiedź na to pytanie. Trzeba szukać głębiej. Trzeba zejść do całej tej warstwy – nazwijmy to – aksjologicznej, a więc kwestii wartości. Są różne sposoby definiowania Polski i polskości, czy definiowania miejsca i roli Polski w Europie. I to jest spór, który ma bardzo głębokie korzenie, sięgające nawet nie 1989 roku, ale może wręcz wieku XIX. W ogóle nasze spory narodowe mają długą historię. I w tym kontekście to wszystko trzeba rozpatrywać.

W wielkim uproszczeniu – mówię teraz o opozycji – był kiedyś taki pomysł na Polskę, że kopiując wzory sowieckie dokonamy modernizacji. Kiedy okazało się to nieefektywne, dokonano zwrotu w stronę Zachodu, w dużej mierze siłami tych, którzy kontestowali komunizm. Ale schemat działania pozostał ten sam – dołączymy do liderów poprzez imitację ich pomysłów, trochę „na gapę“. W praktyce problem jest przede wszystkim w tym schemacie działania. W ten sposób nie da się wejść do I ligi, można co najwyżej podawać piłki. Dla elit państwowych to całkiem niezła strategia, dla społeczeństwa już mniej. To oczywiście było podszyte różnego rodzaju kompleksami, ale też takim przekonaniem, że to nie jest dla nas. W dużym stopniu wynikało to też z przetrzebienia elit, począwszy od programowej eksterminacji polskich elit przez nazistów, przez Katyń i inne miejsca zagłady na Wschodzie, Powstanie Warszawskie do okresu komunistycznego, gdy poplecznicy Stalina dokonali wymiany elit. I to jest jeden ze sposobów patrzenia na Polskę. Najlepiej chyba zdefiniował go swego czasu premier Donald Tusk swoją „ciepłą wodą w kranie“. To nam miało wystarczyć.

Z drugiej strony mamy Polskę, która przedstawiana jest – głównie przez opozycję wewnątrz, ale także za granicą – jako kraj awanturniczy, który chce dla siebie nie wiadomo czego, żąda czegoś, co jej się nie należy. Czyli żąda powrotu do roli, którą pełniła kilka stuleci temu – dużego, liczącego się państwa europejskiego. Żeby to zrobić, trzeba poprzecinać różnego rodzaju zależności, na nowo zdefiniować stosunki z sąsiadami na zasadzie partnerskiej. Przestać być mentalnym Kopciuszkiem. I to się wielu nie podobało, zwłaszcza tym, którym odpowiadała rola elity kompradorskiej, którzy przez dziesięciolecia profitowali z utrzymywania nadwiślańskiego narodu „w tym kraju“ w poczuciu ciągłego i rzekomo nieprzezwyciężalnego kompleksu wobec bogatych i doświadczonych krewnych. Nie podobało się także na Zachodzie, bo dla niego taki półperyferyjny status Polski jest bardzo wygodny. Dawała im zaplecze w postaci taniej siły roboczej i rynku zbytu.

Pozwoli Pan, że wrócę jeszcze do ostatnich wyborów. Już po podliczeniu głosów podano, że na kandydata Trzaskowskiego głosowali głównie młodzi i wykształceni z wielkich ośrodków. Jak można to zinterpretować?

Jako socjolog mogę powiedzieć, że tego rodzaju zbitki są całkowicie nieuprawnione, bo można być młodym i równocześnie słabo wykształconym, można być świetnie wykształconym, ale starym itd. Zawsze to jest daleko idące uproszczenie. Niemniej jednak jeśli chodzi o samych młodych, to młodość ma zawsze to do siebie, że jest przede wszystkim za zmianą. Duda obiecywał kontynuację, co dla części młodych też wprawdzie może być atrakcyjne, ale oni raczej wybiorą zmianę. Inna rzecz, że mamy do czynienia z przewagami, a nie z absolutnym podziałem. Jeśli chodzi o kwestię wykształcenia, to ten argument jest dla mnie szczególnie nieprzyjemny, dlatego że tego typu zbitki służą do tego, by stygmatyzować konkretną kategorię ludzi. Bo co to znaczy „niewykształcony“? Mamy przecież mnóstwo wykształconych idiotów. Magistrów-idiotów, doktorów-idiotów a wśród profesorów też takich znajdziemy bez żadnego problemu. Jednocześnie w wielu przypadkach mamy ludzi może słabo wykształconych, ale jednocześnie mądrych życiowo, doświadczonych i żyjących tym doświadczeniem i pewną mądrością, także odziedziczoną po dziadkach, po rodzicach. I tutaj ten brak wykształcenia nie ma żadnego znaczenia. A jeżeli służy tylko do stygmatyzowania pewnej kategorii wyborców, to jest właśnie odpowiedź na pytanie, dlaczego przegrała opozycja. Czyli jeśli stygmatyzuje się w tak obrzydliwy sposób ludzi z małych ośrodków, może słabiej wykształconych, często tych, którzy przegrali na transformacji ustrojowej, to mamy odpowiedź, dlaczego ci ludzie nie głosują później na te partie europejskie, oświecone, liberalne. Bo są stygmatyzowani po prostu. Dlaczego mieliby głosować na kogoś, kto ich obraża?

Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka