0 obserwujących
2 notki
1818 odsłon
133 odsłony

Powyborcze impresje

Wykop Skomentuj1

Gdzie podziało się samodzielne myślenie, oparte właśnie na wspomnianym przez Pana doświadczeniu życiowym, na mocnym staniu na nogach? Czy te masowe emocje sterowane są przez wszechwładne media?

Media na pewno grają olbrzymią rolę w kształtowaniu jakichkolwiek wyobrażeń. Tak naprawdę przeciętny człowiek wie o polityce tylko tyle, ile zdoła wyczytać z jakiegoś tabloidu czy portalu internetowego, bo tylko te są tak naprawdę czytane. Na tym się kończy jego wiedza i źródła tej wiedzy. Po drugie to kwestia walącego się od wielu lat systemu oświaty, począwszy od szkoły podstawowej a skończywszy na uniwersytetach, gdzie jakość nauczania i badań naukowych leci na łeb na szyję i też się w pewnym sensie tabloidyzuje czy makdonaldyzuje. Dzisiejsza edukacja nie uczy krytycznego myślenia a z kolei media wciskają ludziom to, co przynosi im zysk, a więc sensacje, granie na fobiach itd.

Jak udało się Rafałowi Trzaskowskiemu zdobyć 49 procent głosów bez programu?

Odpowiedź jest dość prosta: jego elektorat tylko w niewielkim stopniu był pozytywny, to znaczy taki, który głosuje na niego znając jego program, jego pomysł na Polskę i doceniając jego dotychczasowe doświadczenia. To był naprawdę bardzo niewielki odsetek jego wyborców. Reszta głosowała nie na Trzaskowskiego, ale przeciwko Dudzie, ze względu na własny interes, ze względu na grupową przynależność, albo i ze względu na aspirowanie do bycia z lepszymi przeciw gorszym. I w tym jest ten problem – o ile Duda miał całkiem spory elektorat pozytywny, który wiedział, co kupuje, to nie był kot w worku i można się z nim zgadzać, albo nie, ale przynajmniej tam był dość jasno wyrażony program, z którym można polemizować – o tyle Trzaskowski stał się po prostu anty-Dudą. A raczej anty-PiSem.

Na czym polega antyPiSism?

To jest dosyć nieszczęśliwa choroba, która przejawia się tym, że neguje się wszystko, co ma jakikolwiek związek z tą partią. Partią, którą można różnie oceniać, ale kiedy słyszę, że ktoś z zasady neguje wszystko, to mi się zapala czerwona lampka. Poza tym antyPiSizm ma to do siebie, że za nim nie stoi żaden pozytywny program. Stoją za tym tylko slogany, typu „musimy powrócić do Europy“, „musimy stać się bardziej zachodni, bardziej liberalni“, koniec demokracji ogłaszany po raz tysięczny, jak gdyby koniec był w jakiś sposób stopniowalny. Ale co to oznacza w praktyce – tego nie wiemy.

Na zasadzie „nie bo nie“.

Właśnie. Oczywiście większość tych, którzy reprezentują taki światopogląd, mówi to też ze względów estetycznych, żeby nie być utożsamiana właśnie z tymi niewykształconymi, z małych miejscowości, tych którzy żyją z socjalu. By poczuć się lepszymi. O wiele łatwiej jest publicznie zadeklarować poparcie dla Trzaskowskiego niż dla Dudy i PiSu. Właściwie tylko w drugim przypadku naraża się na ostracyzm.

Czy znajdujemy się już w stanie wojny kulturowej, czy też wojny dwóch plemion?

Już od dawna. Jeśli obserwuje się wymianę zdań w mediach społecznościowych, które są dobrym laboratorium, w którym można prowadzić obserwację ludzkich zachowań, to bardzo niebezpiecznie zbliżamy się do granicy, gdzie agresja słowna może się przerodzić w agresję fizyczną. Ponieważ zajmowałem się i nadal zajmuję badaniem konfliktów etnicznych i tego, jak do nich dochodzi, z niepokojem zaczynam dostrzegać tę granicę, która jest coraz bliżej. A jest ona trudno zauważalna, bo wystarczy tak naprawdę iskra, która potrafi na tyle rozbudzić ludzkie emocje, że puszczą ostatnie hamulce. Hutu i Tutsi. Krwawe wojny zawsze zaczynały się od konkretnych słów i prób dehumanizacji przeciwnika politycznego. Hutu zaczęli od nazywania Tutsich karaluchami, a skończyli na wyrżnięciu w ciągu 100 dni prawie miliona osób. Na oczach całego świata. Podobnie zresztą było w b. Jugosławii.

A taką iskrą może być prowokacja…

I to może być prowokacja wyreżyserowana z zewnątrz, bo w ten sposób przecież można rozgrywać własne interesy w Polsce. I to jest jedna rzecz. Ale to, co jest szczególnie niepokojące, to posługiwanie się owym językiem podjudzania przez elity, przez co zachęcają innych do postępowania w podobny sposób.

Politycy przecież utrzymują, że nie chcą niczego innego, tylko zasypywania podziałów.

Ale oni żyją z tych podziałów.

Czy jest na horyzoncie osoba czy instytucja, która byłaby w stanie powstrzymać tę eskalację nienawiści?

Kiedyś taką stroną, która byłaby w stanie zażegnać niebezpieczeństwo wojny domowej był Kościół, który obecnie niestety zdezerterował. Dawniej często słyszałem głos Episkopatu w ważnych sprawach społecznych. W ciągu ostatnich kilku lat nie słyszałem ani jednego. W moim przekonaniu jest to takie wycofanie się na bezpieczne pozycje. Zresztą Episkopat też jest wewnętrznie podzielony. I może chodzi o to, by przypadkiem próba wypracowania takiego stanowiska nie odsłoniła tych podziałów wewnątrz Episkopatu. W każdym razie rolę rozjemcy mógłby w Polsce odgrywać Kościół. Niestety nie odgrywa, a z kolei od polityków bym tego nie oczekiwał. Musiałby to być przywódca, który nie byłby jednoznacznie afiliowany politycznie, który jest ponad. Ale to trudno sobie wyobrazić. W zasadzie taką osobą, która próbowała wejść w taką rolę, był Szymon Hołownia. Powiedział, że jest mu daleko zarówno do tych, jak i do tamtych. OK, tylko pytanie, co było później. A później okazało się, że to kolejna twarz opozycji, a różnica pomiędzy jego programem a programem Platformy Obywatelskiej nie była aż tak głęboka.

Skoro poruszył Pan kwestię roli Kościoła, chciałbym zapytać o fenomen wyników wyborów na Śląsku Cieszyńskim.

No to trzeba by wspomnieć nie tylko o Śląsku Cieszyńskim, ale także o Podlasiu, gdzie mieszkają prawosławni Białorusini. To są dwa krańce Polski, gdzie głosuje się bardzo podobnie. Generalnie jest taka zasada, że na terenach, gdzie żyją mniejszości religijne bądź narodowe, ludzie głosują inaczej, niż większość populacji. I z zasady też częściej wybierają partie lewicowe bądź lewicowo-liberalne. Rzadko zdarza się, by głosowano na partie konserwatywne, a zwłaszcza te o barwach narodowych.

Dlaczego tak się dzieje?

Istnieje takie przekonanie, że partie lewicowe i liberalne będą bardziej przyjazne dla mniejszości. I to się zresztą w dużej mierze sprawdza.

A jeśli chodzi o samo miasto Cieszyn?

Wśród mieszkańców Cieszyna przeważają poglądy liberalno-lewicowe. Trzaskowski uzyskał wśród nich 61% poparcia. Tutaj trzeba by szukać odpowiedzi m.in. w podszytych kompleksami sentymentach utraconej Austrii, którą wyobrażano sobie jako takie liberalne i cywilizowane państwo w przeciwieństwie do narodowo-katolickiej zaściankowej Polski. I żeby była jasność: Austria też była narodowo-katolicka, ale życie tym doświadczeniem austriackości ma taki bardzo wyraźnie antypolski posmak. Czyli, że wielka, zacofana, narodowa, katolicka Polska i my tutaj na obrzeżach tego światłego świata. Siłą niemal uprowadzeni na wschód, czyli do Polski. Tak myśli część cieszyniaków, czemu zresztą często daje upust w mediach społecznościowych.

Tustelanie. Bo przecież nie Austriacy.

Tak. Mowa tutaj o micie Austrii, który się wykształcił. I mit „cieszynioka“, tustelana, który jako z lepszej gliny ulepiony, nie miał nic wspólnego z tymi z Polski, bo oni są biedni, zacofani i jeszcze do tego analfabeci. I świetnie im to pasuje do stereotypu tzw. wyborcy PiSu.


Wywiad powyższy miał się ukazać w lipcowym numerze „Zwrotu“ w rubryce Czarno na białym.


Wykop Skomentuj1
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka