2 obserwujących
18 notek
7403 odsłony
78 odsłon

Ervin Nyiregyházi gra Liszta czyli pożegnanie z bronią

Wykop Skomentuj
  • It’s not about everybody doing the dance step perfectly. It’s so much more important than this idea of perfection, or winning. All you have to do to dance is dance. It’s that simple. You don’t have to have a degree. You don’t need permission. - Stanley Love


  • Allow me a radical generalisation but schools are a complete waste, some of them actually perpetuate not less but a sophisticated fraud in my view; I think acquiring/mastering performance and associated skills past a certain proficiency level sensibly requires an individually tailored formula, in many crucial aspects different from the one typically imposed, perhaps even dropping the entire degree framework with its obsolete, psychologically damaging rituals (exams, jurys), going back to something akin to a historic times master's studio and his followers allowed to do freely as they pleased, and ultimately developping one's own approach to both the medium itself and one's career path. It is , I quote different speakers, a "spiritual journey", "about sharing not competing", evolving within a supportive cocoon (one's public and there is a public for about everything in the same manner that there is a place for everybody, music making is ALSO a social phenomenon) rather than cloning some random critic's vision to his ire anyway ( "criticising is a form of an idiocy"). One has to set oneself free from the system for a complete, holistic and ultimately pleasing experience. - Jozef Kapustka


„ Muzyka to zawód dla idiotów - parafrazując powiedzenie Andrzeja Łapickiego – inteligencja muzykowi tylko przeszkadza” . Pożądanym jest być nijakim. Bycie nijakim jest trudną sztuką, o wiele łatwiej jest być np. „kontrowersyjnym”. Nijakość oznacza tak istotne bezpieczeństwo – publiczności, promotorów, w końcu też i własne – więc najlepiej aby o indywidualnej produkcji nie dało się powiedzieć absolutnie niczego, ani 'złego' ani 'dobrego'. Wbrew intuicji, tu akurat operującej błędnie, nikt też nie oczekuje od nikogo żadnych fajerwerków, no chyba że modowych. Spektakularnej aproksymacji ( z ang. 'fake' ) może dokonać każdy zaawansowany odtwórca; poza księgowymi Chińskiej Partii Komunistycznej nie zrobi ona specjalnego wrażenia na nikim . Muzyka, uczestnictwo w misterium twórczym, wbrew schematowi działania głośnych i widocznych środowisk  o których mówi Joni Mitchell ( „I heard someone from the music business saying they are no longer looking for talent, they want people with a certain look and a willingness to cooperate. I thought, that's interesting, because I believe a total unwilingness to cooperate is what is necessary to be an artist - not for perverse reasons but to protect your vision. The considerations of a corporation, especially now, have nothing to do with art or music. That's why I spend my time now painting”)  nadal jednak pozostaje głębokim doświadczeniem i przeżyciem w całości duchowym, metafizycznym, najwyżej ewentualnie  neurokinetycznym, a co za tym idzie antymodowym, antykoniunkturalnym.

Za żadne skarby świata nie należy też próbować być „lepszym niż” - to mało wyrafinowana pułapka. Liczone w dziesiątkach, setkach tysięcy, coraz bardziej absurdalne konkursy wyławiają dla potrzeb miejscowego biznesu nie „najlepszych”, cokolwiek miałoby takie sformułowanie niby oznaczać, tylko „najbezpieczniejszych”, najbardziej „przewidywalnych”, najstylowiej nijakich , przy czym możliwie również jak najwcześniej, inwestycje opłacalne są inwestycjami bardzo długoterminowymi. „ Easy, easy” - jak mawiał był Chopin. Jest to zdaje się  jedyny sposób dla zainteresowanych, aby funkcjonować w z założenia homogenicznie nijakim, korupcjogennym, wąskim kółku wzajemnie wrogiej adoracji, ale – co ważne - które paradoksalnie znalazło klucz do monopolu na gwarantowany ad vitam aeternam dostęp w układzie zamkniętym naczyń połączonych do nigdy niewysychających, jakkolwiek o przepływie drastycznie limitowanym, źródeł państwowych dotacji  mimo, że równocześnie daje się ono rozpatrywać pod absolutnie każdą formułą modelową , tylko nie merytokracji . Wszystko w sytuacji technicznie opartej na jakoby rywalizacji podług rzekomego profilu kompetencji a nie pozamerytorycznych znajomości czyli sytuacji idealnie  niebędącej pochodną burzy feromonów (występ ma być sexy, inaczej go nie sprzedam - mawiała jedna nowojorska agentka, tak jakby chodziło o jakąś undisclosed location w pustynnym  emiracie a nie o przykościelną salkę w Trenton, NJ). Interesting... W szkołach tego nie uczą, co najwyżej wiedzę można uzupełniać już we własnym zakresie, głównie w kontekście dalekowschodnich rynków matrymonialnych o poziomie wymagań wywindowanym do pułapów wręcz niebotycznych. Historyjki o wyrywających studentki na chorą na raka żonę i innych obleśnych staruszkach, pardon, wybitnych pedagogach (gatekeepers) choć o zasługach dla kultury i sztuki niemożliwych do odtworzenia przez najbardziej nawet dociekliwych badaczy, nigdy nie ujrzą światła dziennego („The bloating of university administrations—especially their diversity departments—has created a toxic co-dependency between middle-aged careerists and teenage wokesters.” - https://quillette.com/2019/03/29/giving-the-intellectual-dark-web-its-star-turn-on-video/?fbclid=IwAR3JqcKdkqeuN0EN22lBPRG1_m70sFRZs5yeFjqe086hrVPen4Sw5gsWVbw ) . Easy, easy. To nic takiego, to tylko coś trochę w rodzaju szczepionki na grypę. Potem już będzie tylko lepiej. Albo nie będzie. Lepiej już chyba było. A tu cuda, cuda ogłaszają: byl głuchy kompozytor, to mogą być głusi dyrygenci.

Wykop Skomentuj
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Kultura