jr3 jr3
989
BLOG

Umrzeć za honor czy przeżyć z Hitlerem?

jr3 jr3 Historia Obserwuj temat Obserwuj notkę 29

73 lata temu skazaliśmy nasz kraj na najbardziej krwawą wojnę w historii naszego narodu. Jak się później okazało, nie była to wojna za Polskę, ale za Brytyjczyków i Francuzów, którym kampania wrześniowa dała bezcenne osiem miesięcy na konieczne dozbrojenie i przygotowanie się na agresję III Rzeszy. Polska w wojnie straciła niepodległość, 78 tys. km² terytorium, ponad 11 milionów poległych, zamordowanych i wygnanych, oraz straty materialne liczone w miliardach ówczesnych dolarów. Alianci w żaden sposób się nie odwdzięczyli, wręcz przeciwnie, wystawili Polakom rachunek za 6 lat współpracy: z rezerw Banku Polskiego, które przekazali Rządowi Tymczasemu w Warszawie, Brytyjczycy potrącili sobie 3 mln funtów oraz zobowiązali Polskę do wypłaty w ciągu następnych 15 lat jeszcze 10 milionów. Sojuszników nie było stać nawet na symboliczny gest solidarności. Na sfingowanym przez NKWD procesie szesnastu przywódców polskiego podziemia nie było, mimo takiej możliwości, ani jednego ambasadora naszych sprzymierzeńców. Wysoki urzędnik amerykańskiej administracji Harry Hopkins tłumaczył Polakom, że to dlatego, żeby nie obrażać ZSRR.

Nie mógł tego wiedzieć pewien pułkownik artylerii, kiedy wygłaszał w Sejmie przemówienie,które okazało się jedną z przyczyn późniejszej katastrofy. Minister Józef Beck odrzucił w nim niemiecką propozycję sojuszu w zamian za drobne ustępstwa terytorialne i oznajmił, że choć pokój jest rzeczą cenną i pożądaną to jedna jest tylko rzecz w życiu ludzi , narodów i państw, która jest bezcenna: tą rzeczą jest honor!

To, że nie warto było podejmować walki w 1939 jest więc oczywiste. Zostaliśmy potraktowani przez naszych sprzymierzeńców gorzej niż wróg, z którym wspólnie walczyliśmy: choć tylko na połowie terytorium, to alianci zagwarantowali mu na nim wolność i suwerenność. Ale czy Polska miała inny wybór? Czy musiała przegrać XX wiek, bo każdy choćby trochę znający historię Polski Ludowej zdaje sobie sprawę, że po 1945 zadanie niszczenia narodu polskiego przejęli po Niemcach komuniści?

Tak, miała inny wybór. Mogła przystać na postulaty Niemiec, które w polskiej historiografii przyjęło się określać jako bezpodstawne żądania. Berlin chciał aneksji Gdańska, miasta portowego zamieszkałego w 97% przez Niemców. Oddanie go nie oznaczałoby w żadnym wypadku, jak twierdził Beck, odepchnięcia Polski od Bałtyku, bo Rzeczpospolita miała już port w Gdyni. Podobnie poprowadzenie autostrady z Rzeszy do Prus Wschodnich trudno uznać za umniejszanie naszej suwerenności na naszym własnym terytorium. Niemcy chcieli zbudować tę autostradę za własne pieniądze, a za użytkowanie paska naszej ziemi gotowi byli regularnie płacić. W zamian za przyjęcie tych postulatów Niemcy obiecywali nam uprzywilejowanie mniejszości polskiej w Rzeszy oraz sojusz. Gdzie tu zagrożenie dla polskiego honoru?

Zanim czytelnik podniesie krzyk, że Hitler był przecież zbrodniarzem, potworem w ludzkiej skórze, wcieleniem diabła samego, przypominam: Hitler zbrodniarzem stał się dopiero w 1939, kiedy przyzwolił na terrorystyczne praktyki SS i Wehrmachtu w Polsce. Wcześniej był po prostu drapieżnym politykiem, a zdaniem niektórych historyków niemieckim mężem stanu, a na pewno jednym z wielu europejskich przywódców państw autorytarnych.

 A krwiożerczy antysemityzm Fuhrera? Przecież sprzymierzając się z takim antysemitą jak Hitler wszyscy zapamiętaliby nam ten skandaliczny sojusz, Polska musiałaby się go wstydzić do dziś! Cóż, po pierwsze, i bez tego sojuszu spora część opinii publicznej, jeśli już słyszała o naszych bohaterskich przodkach (nie piszę tego ironicznie, ci, którzy się bili z Niemcami i Sowietami byli bez wątpienia bohaterami), to uważa ich za antysemitów. Po drugie, naziści do 1941 nie byli większymi antysemitami niż większość ówczesnych polityków, ba, większość wyborców. Niechęć do Żydów była podzielana przez większość polityków europejskich ,a to ze względu na ich ogromną skłonność do wyraźnego odcinania się od narodów, w których żyli. Stosunek europejskich polityków do Żydów dobrze obrazuje wypowiedź polskiego premiera gen. Składkowskiego: Osobiście bardzo lubię Duńczyków, ale gdybym miał ich w Polsce trzy miliony, to bym Boga prosił, żeby ich najprędzej stąd zabrał. Być może, że byśmy Żydów cenili, gdyby ich było u nas pięćdziesiąt tysięcy. Posługiwali się własnym dialektem, wyróżniali się ubiorem, afiszowali się ze swoim wyznaniem, niechętnie patrzyli na gojów. Nic dziwnego, że wielu ludzi odwzajemniało tę niechęć. Antysemityzm był więc dla NSDAP jedynie wygodnym sloganem wyborczym, dlatego przez pierwsze 8 lat jego rządów ograniczano się do dyskryminacji Żydów, w ogóle nie myśląc o ich mordowaniu. Sam Hitler nie traktował tego jako priorytet – był on zainteresowany przede wszystkim rewanżem za upokarzający traktat wersalski oraz ekspansją niemieckiej cywilizacji na Wschód.  Pośrednio potwierdza to materiał źródłowy: gdyby walka z Żydami była rzeczywiście głównym zajęciem Hitlera, musiałby on podpisywać dziesiątki dokumentów, w których nakazywałby on ich eksterminację. Tymczasem znawca źródeł III Rzeszy, David Irving, twierdzi, że taki dokument nie istnieje. Obiecał on nawet nagrodę osobie, która taki dokument znajdzie i ujawni. Jak dotąd nikt taki się nie zgłosił.

Podkreślam: to, że Hitler nie interesował się przede wszystkim zwalczaniem Żydów, nie czyni z niego mniejszego zbrodniarza. Zauważam tylko, że przymierze polsko-niemieckie nie byłoby odebrane przez opinię międzynarodową jako przyjaźń ze zbrodniczym reżimem (bo przed wojną jeszcze zbrodniczy nie był), a mogłoby okazać się dla nas korzystne. Ba – dla wielu ludzkich istnień takie przymierze mogłoby okazać się korzystne. Trafnie to wyraził Waldemar Łysiak:Polska, jako sojusznik Berlina, nie dopuściłaby do Shoah, wybiłaby to ze łba Szkopom.  

Zdaniem niektórych podobny sojusz uzależniłby Warszawę od Berlina, a to byłoby nie do przyjęcia dla narodu, który z takim trudem wywalczył sobie niepodległość.  Owszem, istniało takie ryzyko, ale stosunkowo niewielkie: Polska w oczach Hitlera była partnerem, a nie wasalem. Swoim współpracownikom optymistycznie zapowiadał, że swoją politykę wschodnią będzie mógł robić wraz[tak w oryginale] z Polską, zamiast robić ją przeciw Polsce. Dużo słabszych i mniej potrzebnych sojuszników niż Polska III Rzesza traktowała z dość dużym szacunkiem. Przykładem tego Węgry, które nie tylko wykręciły się od udziału w kampanii wrześniowej, ale nawet na przekór niemieckiemu ambasadorowi pomagały uciekać polskim uchodźcom.

Jeden z Frondowiczów wysunął argument, że mogliśmy uniknąć przyjaźni z Niemcami poprzez związanie się z Czechosłowacją. Jednak już ówczesny wiceminister spraw zagranicznych Jan Szembek uważał taki sojusz za niemożliwy ze względu na uzależnienie polityki czeskiej od Moskwy, agitację wywrotową, która idzie stamtąd na nasz teren, popieranie działalności polskiej emigracji politycznej, wreszcie traktowanie naszej mniejszości. Na dodatek zbliżenie z Pragą natychmiast zaskutkowałoby pogorszeniem stosunków z bardzo przyjaznym Polsce Budapesztem. Tymczasem zbliżenie z III Rzeszą nie tylko utrwaliłoby doskonałe relacje polsko-węgierskie, ale zagwarantowałoby nam poparcie najsilniejszego mocarstwa na świecie.

Czytelnik, który dotrwał do tego miejsca, pewnie zaczął myśleć, że takiemu młodziakowi to łatwo teraz się mądrzyć. Ani Beck, ani cała rządząca sanacja nie mogli przecież wiedzieć, że sojusz z Francją okaże się niewypałem, a Wielka Brytania będzie nas lekceważyła jak lokaja. Ja to w przeciwieństwie do nich wiem, bo mi o tym powiedzieno w szkole, na dodatek siedzę sobie spokojnie przed komputerem, wiedząc, że od moich poglądów nie zależą losy milionów i sącząc soczek wytykam błędy zaufanemu człowiekowi Piłsudskiego.  To prawda – łatwo mi się mądrzyć. Ale co to ma do rzeczy? Czy mój wiek wyklucza logiczne myślenie? Czy nie mogę wyciągać wniosków z historii? Czy młodość zwalnia mnie z uczenia się na błędach moich dawnych rodaków?

Zastanawiająca jest niekonsekwencja polskiego rządu. Środowiska rządowe wiedziały, że prędzej czy później wojna z jednym z naszych sąsiadów jest nieunikniona. Mówił już o tym Piłsudski, który powtarzał Beckowi, że mając pakty o nieagresji z Niemcami i Związkiem Sowieckim siedzimy na dwóch stołkach- to nie może trwać długo. Musimy wiedzieć […] z którego spadniemy najpierw i kiedy. Skoro szef dyplomacji wykluczał przyjaźń z III Rzeszą (a przypomnijmy, że Hitler rządził już od 1933), to Polska powinna zacząć intensywne przygotowania do wojny, kupować czołgi, samoloty, artylerię i broń przeciwpancerną.  A co zrobił rząd? Owszem, krótko po śmierci Piłsudskiego zapowiedział modernizację wojska, ale..przewidział ją dopiero na lata 1939-1942.

Skoro nie chodziło o załatwienie niezbędnego czasu na dozbrojenie, to po co w ogóle zawierał Beck pakt o nieagresji z Niemcami? Logika podpowiadała, że w takim razie montował sojusz antysowiecki. Modernizację armiii można było odłożyć w czasie, jeśli Wojsko Polskie miało zapewnione wsparcie potężnego Wehrmachtu. Przyszłość pokazała, że Beck nie myślał w ten sposób. Na tę niekonsekwencję zwracał uwagę Cat-Mackiewicz: Porozumienie z Niemcami można było zawierać tylko przewidując wojnę. Hitler dn. 2 maja 1933 r. zaproponował nam pacyfikację stosunków w tem przekonani, że pójdziemy z nim razem na Rosję. Jeśli się zawiera małżeństwo, to w celu obcowania małżeńskiego. Jeśli po ceremonji ślubnej nie ma stosunków małżeńskich między małżonkami, Kościół powiada: „matrimonium ratum, sed non consumatum” i unieważnia takie małżeństwo. Nasze porozumienie z Niemcami było „ratum” przez pakt z dn. 26 stycznia 1934 r., lecz „non consumatum” przez brak wspólnej wyprawy na Rosję [pisownia oryginalna-jr].

Dziś wiemy, że Beck potraktował Hitlera jako buńczucznego krzykacza, na którego wystarczy tupnąć nogą, żeby się uspokoił. Gadanie o Lebensraumie i odwecie na Francji za dyktat wersalski uważał za mrzonki. Pewny poparcia III Republiki i neutralności Związku Sowieckiego, postanowił ku uciesze naszego narodu postawić się Niemcom. Liczył, że Hitler odzyska umiar myślenia i postępowania kiedy napotka na zdecydowaną postawę, co mu się dotychczas nie zdarzyło.

Czy jednak minister Beck nie miał prawa tak wierzyć? Dzisiaj wiemy, że III Rzesza okazała się dużo groźniejsza niż przewidywano, ale czy szef polskiej dyplomacji mógł to wiedzieć? Mógł. Niemcy niespecjalnie się kryły ze zbrojeniami. Najwyższe dowództwo polskiej armii doskonale zdawało sobie sprawę, że zwyciężyć z Niemcami możemy wyłącznie razem z Francją. I tu trafiamy na jeden z głównych dogmatów naszej historii: skąd mogliśmy wiedzieć, że sojusznicy nas zdradzą? Beck z godną podziwu konsekwencją stawiał się Szwabom, a Francuzom i Brytyjczykom zabrakło jaj, żeby go poprzeć. Zapytam bezczelnie: i co z tego? Pakt reński, w którym Londyn i Paryż próbowali kupić sobie spokój na granicach kosztem Polski, konsekwentne odrzucanie polskich propozycji zacieśniania współpracy wojskowej oraz tanie sprzedanie czeskiego sojusznika powinny dać Beckowi – doświadczonemu dyplomacie - do myślenia.

Nie dały. Najwyższy czas na wnioski.

 

jr3
O mnie jr3

Fanatyk religijny, oszołom polityczny, smarkaty konserwatysta ;)

Nowości od blogera

Komentarze

Pokaż komentarze (29)

Inne tematy w dziale Kultura