23 obserwujących
375 notek
564k odsłony
  984   2

Łukaszenka wykorzystuje metodę „na dziecko”, a opozycja to „łyka”

Przepraszam za ten młodzieżowy slang, ale coraz trudniej normalnie reagować na to, co nasza totalna opozycja wygaduje o sytuacji na granicy polsko-białoruskiej. Ta opozycja non-stop „nadaje” w swoich mediach na polski rząd, jakby to polska strona była winna temu, co tam się dzieje. Totalniacy coraz naiwniej komentują w/w sprawę, m.in. przypominając dramatyczne sytuacje, jakie na wspomnianej granicy się zdarzają, ale sami nie mają pomysłów, jak ten problem rozwiązać. Ostatnio wykorzystuje się do rozmiękczania polskiego rządu i naszego społeczeństwa wizerunek małych dzieci koczujących na granicy, podkreślając ich dramatyczną sytuację, a przy tym nikt z opozycji nie docieka, jak te dzieci się tam znalazły, gdzie są ich rodzice i czego oni chcą, ani, kto za taki stan rzeczy odpowiada. Łukaszenka pewnie znowu zaciera ręce ciesząc się, jak „Polaki” kupili jego kolejną prowokację, tym razem metodą „na dziecko” i naparzają się między sobą, kto za los tych małych dzieci na granicy odpowiada. A sam Łukaszenka spokojnie udziela wywiadów zagranicznym mediom, jak chociażby amerykańskiemu CNN i opowiada, że wszystkiemu jest winna strona polska, na co prowadzący wywiad dziennikarz reaguje tak samo, jak nasza opozycja, kupuje blef białoruskiego dyktatora bez słowa sprzeciwu.

Kiedy w Polsce słyszymy o oszustwach dokonywanych na starszych osobach metodą „na wnuczka” wszyscy się dziwimy, jak ludzie potrafią być naiwni i w tak prymitywny sposób dają się wykorzystać. Czy to, co robi teraz Łukaszenka na naszej granicy też nie jest prymitywnym oszustwem i propagandą, która ma udowodnić, że Polska jest przyczyną całej sytuacji, a opozycja, choć temu zaprzecza, „kupuje” jego przekaz i w kółko powtarza bzdury o dręczeniu imigrantów przez polskich pograniczników?

W poniedziałkowe (4.10) popołudnie TOK FM jeden z zaproszonych do studia gości tak się rozpędził w swoich przewidywaniach, że wieszczył, iż za te, także tragiczne zdarzenia na polsko-białoruskiej granicy, nasi pogranicznicy będą odpowiadali, wraz z tymi, którzy nimi zarządzają, przed trybunałem haskim. Tym, którzy tego nie wiedzą, albo już zapomnieli, przypominam, że ten trybunał został powołany do osądzania przestępców popełniających zbrodnie przeciwko ludzkości. Prowadzący ten program też przeciwko takiemu porównaniu nie protestował, ani nie przypomniał, że trybunał powołany po IIWŚ dla osądzenia zbrodniarzy wojennych, którzy często mieli na swoim sumieniu śmierci dziesiątek, setek, tysięcy ofiar, cierpienia tysięcy więźniów maltretowanych w obozach koncentracyjnych, jak i ofiar medycznych eksperymentów prowadzonych bezpośrednio na ludziach. Niebywałym skandalem jest przyrównywanie tych wojennych zbrodniarzy do naszych służb granicznych i wspomagających je żołnierzy, a czynią je również nasi opozycyjni politycy i wyżsi emerytowani oficerowie WP, aktywni zawodowo za poprzednich rządów. Czynią to również wszelkiej maści celebry ci, także dawno już zapomniani politycy, którzy znani są głównie z tego, że wykorzystują każdą okazję, by dokopać naszemu rządowi. Czy ktoś jeszcze by pamiętał o Frasyniuku, Millerze, Cimoszewiczu, Belce, albo wiedziałby, kim jest Marcin Matczak, czy Wojciech Sadurski, gdyby nie ich ciągła gotowość do łajania rządu, co skrupulatnie wykorzystują liberalne media?

Jeżeli już komuś świta w głowie pomysł na sądzenie naszych żołnierzy przez trybunał haski, za ich „przestępstwa” popełniane wobec imigrantów, to może najpierw wysłałby do Hagi tych, którzy migracje na skalę masową rozpętali, w czym niemałe zasługi mają prezydenci Stanów Zjednoczonych, kończąca swoje urzędowanie kanclerz Niemiec, a także politycy zachodnich mocarstw, którzy chcieli „zaszczepić” Afryce i dużej części Azji liberalną demokrację, ale ten eksperyment zupełnie im się nie udał, a z jego skutkami Europa będzie borykała się przez długie lata.

Łukaszenka będzie próbował różnych metod, „na dziecko”, „na wnuczka”, na „babcię i dziadka”, „na chorych”, „na głodnych”, itp., byleby Polsce przysporzyć kłopotów i by przede wszystkim mówiło się teraz o Polsce, a nie o Białorusi, co już w znaczniej mierze osiągnął. Kiedy piszę ten artykuł w TOK FM jest kolejny gość, pani profesor, lekarka, która na pytanie, czego teraz najbardziej potrzebują imigranci zaczęła swoją wyliczankę od tego, że oczekują przede wszystkim tego, by ich „wpuścić”, a dopiero potem wyliczała, co jeszcze jest im potrzebne. Pani zaczęła też udowadniać, że to wpuszczanie imigrantów na nasze terytorium polskiemu państwu by się bardzo opłacało, ze względu na międzynarodową opinię o naszych działaniach, jakby nie wiedziała, że „zagranica” już takiej oceny dokonała i pochwala nasze działania w tej sprawie.

No właśnie, to w końcu, czego oczekuje się od Polski w sprawie zajść na granicy polsko-białoruskiej? Powinniśmy przepuszczać przez swój kraj tysiące imigrantów, którzy wcale nie mają zamiaru w Polsce się zatrzymać, tylko prą dalej na zachód, czy jednak powinniśmy skutecznie bronić swoich i unijnych granic przed ich napływem? Odpowiedź wydaje się być jednoznaczna, także ze względu na opinię „zagranicy”, a tymczasem, co robią nasi celebryci? Ostatnio aktor Andrzej Chyra, ten sam, który, jak mówi, wstydzi się rozmawiać za granicą po polsku, by nie odkryto skąd pochodzi, „odważnie” zaprotestował na celebryckiej „ściance” wyciągając palce z kształcie litery „V” pokazując jednocześnie obrazek z napisem „stop śmierci na granicy”, poseł Joński niezmiennie powtarza, że na granicy muszą znaleźć się dziennikarze, funkcjonariusze Frontexu i lekarze, a inne mądre głowy opozycji paplają, że problem trzeba rozwiązać, ale, zapytani, jak(?), odpowiadają, że to już zmartwienie państwa. A, przy okazji, przy każdej okazji, szkodzą naszemu państwu, jak tylko mogą i potrafią, także w tej wyżej opisanej sprawie.


Lubię to! Skomentuj104 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Polityka