16 obserwujących
161 notek
175k odsłon
375 odsłon

Z polityki do biznesu, czy odwrotnie, co bardziej drażni?

Wykop Skomentuj29

Opozycyjne media, nie mając lepszych tematów, by zdyskredytować obecny rząd, próbują dalej oskarżać premiera Morawieckiego, o jego rzekomo nieetyczne łączenie biznesu z polityką. To jednak załagodzenie bezpodstawnych oskarżeń rzucanych na premiera, bo wcześniej mówiło się o nadużyciach, a teraz już tylko o braku etyki w jego postępowaniu. Tylko tak dla przypomnienia, KK otrzymał od państwa ziemię, jako rekompensatę za wcześniej utracone mienie, które przewłaszczyło państwo i jako prawowity właściciel mógł tą ziemią zarządzać wedle uznania. Kościół chciał sprzedać swoją własność, był kupiec, małżeństwo Morawieckich, które chciało to kupić, dokonano transakcji, która była oficjalnie przeprowadzona, wiedziały o tym właściwe urzędy państwowe, gdzie tu nieprawidłowości? Na opozycji, jak zwykle, kiedy brakuje "armat" do walki z PiS, strzela się do rządzących z "kapiszonów", a nóż te "kapiszony" rządowi zaszkodzą. Zaszkodziły?

Przypadek premiera jest przykładem postępowania, jak powinni postępować w polityce ludzie biznesu, którzy na biznesie się już dorobili, a przechodząc do polityki chcieli mieć jasny osobisty status majątkowy. W zasadzie powinno to być wręcz wymagane, by czynny polityk nie prowadził żadnych bieżących interesów, nawet tych rodzinnych, by nie był podejrzewany o to, że może z tego czerpać jakieś nieuzasadnione korzyści. O ile mi wiadomo, taka zasada obejmuje samorządowców, dlaczego takie działanie nie miałoby obejmować premiera polskiego rządu? Czy wydumana "afera gruntowa" premiera zaszkodzi PiS, to się szybko okaże, ale ten przypadek daje też powody do przeanalizowania, jak to wcześniej bywało w odwrotnych przypadkach, kiedy ludzie polityki przechodzili do biznesu. 

Jednym z pierwszych beneficjentów gwałtownych zmian, jakie następowały w Polsce od czerwca 1989r był redaktor Adam Michnik z Gazety Wyborczej, który został naczelnym redaktorem gazety powstałej ze społecznego ruchu Solidarność. Dosyć szybko się okazało, że grono ludzi związanych z powstaniem Gazety szybko uwłaszczyło się na jej majątku, który w znacznej mierze powstał dzięki związkowemu logo, jakim Gazeta się posługiwała, choć formalnie Gazecie ten znak Solidarności został odebrany. Redaktor M. oficjalnie nie ma udziałów w GW, ale, jak to niektórzy twierdzą, jest dożywotnio jej głównym animatorem i redaktorem naczelnym, a to już samo w sobie jest ogromną wartością, także materialną. Przy Gazecie, a raczej, dla Gazety powstało wydawnictwo Agora, które, a jakże, przejęło cały majątek wydawniczy po Trybunie Ludu i tak z legendarnego funduszu założycielskiego w wys. 15zł, na jaki było stać tych, którzy zakładali gazetową spółkę, a która była dotowana z najróżniejszych źródeł i długo hołubiona przez liberalny mainstream, powstała ogromna firma medialna, Agora SA. Agora po pewnym czasie znalazła się na parkiecie Warszawskiej Giełdy, a po udanym debiucie uczyniła z jej akcjonariuszy, z tymi uwłaszczonymi na czele, majętnych ludzi. Jaki jest rzeczywisty majątek A.Michnika tego nikt nie wie, ale, że pochodzi on z tego swoistego uwłaszczenia, jakie przydarzyło się ludziom Gazety, chyba nie ma najmniejszej wątpliwości. Jest to klasyczny przykład, jak można uwłaszczyć się na polityce i wejść do świata biznesu, bo Agora jest biznesem i to takim specyficznym, o wyraźnym politycznym zabarwieniu. Na takim biznesie można nieźle zarabiać, bo przecież Agora to nie tylko Gazeta, ale wiele innych tytułów, dystrybucja prasy, wydawnictwa książkowe, sieć kin, rozgłośnie radiowe, itd. Jak tu ustalić majątek właścicieli takiego biznesowego kombajnu, skoro oni sami niekoniecznie ten majątek ujawniają? (opr., m.in., na podstawie - Jak uwłaszczali się ludzie Gazety Wyborczej - wiadomości.dziennika.pl)

Innymi przykładami przechodzenia z polityki do biznesu mogą być losy dwóch polskich premierów, Jana Krzysztofa Bieleckiego i Kazimierza Marcinkiewicza.
J.K.Bielecki był premierem polskiego rządu od stycznia do grudnia 1991r, a potem w rządzie H.Suchockiej był ministrem ds. integracji europejskiej, by w listopadzie 1993r objąć stanowisko polskiego przedstawiciela i dyrektora Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju w Londynie. Od października 2003r J.K.Bielecki sprawował funkcję prezesa zarządu w Banku PKO SA, by zakończyć to urzędowanie w styczniu 2010r. Od 15 stycznia pan J.K.B. wrócił do polityki, najpierw, jako szef rady Instytutu Spraw Międzynarodowych, a od marca tego roku, jako przewodniczący Rady Gospodarczej przy rządzie D.Tuska, funkcję tą pełnił do czasu objęcia rządów przez Ewę Kopacz. Ponoć te nowe polityczne funkcje pan Bielecki pełnił bez pobierania wynagrodzenia, wcześniejsze nagrody/posady za pełnienie funkcji politycznych uczyniły go dostatecznie bogatym człowiekiem, by dla politycznych przyjaciół pracować za darmo.
Kazimierz Marcinkiewicz, całkiem przyzwoicie wykształcony, skromny nauczyciel, polityczną karierę rozpoczął, jako kurator oświaty w woj. gorzowskim (1990-1992), by stąd awansować na wiceministra edukacji narodowej w rządzie H.Suchockiej (1992-1993). Od 1997 do 2006r sprawował funkcję posła na Sejm, krótko był szefem gabinetu premiera J.Buzka (1999-2000). W październiku 2005 K.Marcinkiewicz został premierem polskiego rządu, a funkcję tą sprawował do lipca 2006r. Od marca 2007r zasiadał w radzie dyrektorów w Europejskim Banku Odbudowy i Rozwoju, a w 2008r przeszedł do Goldman Sachs GI, choć nie do końca wiadomo, jak długo w tym banku pracował. Skomplikowane życie prywatne, nieustabilizowane poglądy polityczne, zmiana partii, na zupełnie sobie przeciwstawne, nie uczyniły K.Marcinkiewicza beneficjentem politycznej przeszłości, choć dzięki politycznej karierze objął posady, których w żadnych okolicznościach by nie piastował.

O powiązaniach polityków i ich rodzin z biznesem można by długo, bo to także i A.Kwaśniewski, A.Olechowski, niektórzy politycy PSL, itd, itp. Na samej polityce można też się wzbogacić, czego najlepszym dowodem jest chociażby sam D.Tusk i grono polskich europosłów z długoletnim stażem. Oczywiście, majątek majątkowi nierówny, tego majątku, jaki posiada obecny premier łatwo, legalnie się nie zdobywa i to pewnie jest głównym problemem jego krytykantów, że Morawieckiemu żadnej nieuczciwości nie można tu zarzucić, wszystko jest legalne, wiadome i udokumentowane. To, co obecnie krytykuje się u Morawieckiego, jest tylko domniemaniem złamania etycznych zachowań, choć na miejscy liberałów o etyce raczej bym nie rozmawiał, bo oprócz opisanych powyżej przykładów, trzeba by pamiętać i o takich, też tylko przykładowych: jak zachowaniach zgasłej gwiazdy KOD-u, M.Kijowskiego, o hołubionej przez liberałów szefowej Fundacji Otwarty Dialog, o dziwnej polityce liberałów wobec pedofilii, o dawnym partyjnym koledze J.Palikocie, o ostatnich wystąpieniach "króla Europy, itd., itp. Nie można też zapominać o poczynaniach lokalnych decydentów, samorządowców, co, jak wskazuje nazwa, sami się rządzą, tam ci dopiero mataczenia wokół majątków osobistych, rodzinnych, że ho, ho, ho, jak to sprawdzić? Ciekawe, czy szefowi G.Schetynie spodobałby się pomysł, by wszyscy politycy, którzy podejmują ważkie gospodarczo i finansowo decyzje, byli zobowiązani do szczegółowego informowania o swoim stanie majątkowym, a także o majątku ich żon i najbliższej rodziny? Panie Grzegorzu, mógłby pan tego nie przetrzymać, "doły" potrafią być straszne.

Wykop Skomentuj29
Ciekawi nas Twoje zdanie! Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Salon24 news

Co o tym sądzisz?

Inne tematy w dziale Polityka