Dlatego opisując bezprawie, którego ofiarą stał się Adam Borowski, warto skupić się nie tylko na tych, co dziś atakują legendę opozycji, bo tych jest mniejszość i, jak zostało napisane, robią to niejako z musu. Równie ważni są ci, co, przy tak skandalicznym wyroku, milczą.
Zwłaszcza, że najczęściej są to dokładnie te same osoby czy media, które, za rządów poprzedniej władzy, potrafiły rozkręcić histerię o byle co. Dziś boją się wychylać, z jednej strony niezdolni skrytykować swoich mocodawców politycznych, z drugiej- świadomi, jak ta sprawa, kolokwialnie rzecz ujmując, śmierdzi. Konfrontujmy więc ich z tym tematem, pokazujmy, że są częścią tego samego systemu. Warto im pokazać, że odwracając głowę nie uciekną od odpowiedzialności.
Nie zapominajmy też o tzw. NGOSach oraz o rozmaitych, międzynarodowych instytucjach, które jakoś tematu nie zauważają, mimo że w swoich statutach mają napisane, że ich celem jest obrona praw człowieka, swobód obywatelskich czy wolności słowa. Wszystkie te fundamenty demokracji niszczy skazanie Borowskiego. Gdzie są więc teraz międzynarodowe organizacje zajmujące się walką z cenzurą i obroną dziennikarzy (bowiem Borowski słowa, za które wyląduję w więzieniu, wypowiedział na antenie TV Republika, pełniąc rolę dziennikarza). Czemu milczą np. Reporterzy bez granic? Lub unijne instytucje, których zadaniem jest ochrona wolności słowa? Co sie dzieje z Amnesty International czy Helsińską Fundacją Praw Człowieka, kiedy, w sposób ostentacyjny, łamie w wypadku Borowskiego tak swobody obywatelskie jak i prawa człowieka? Nie pozwólmy im udawać, że nic się nie stało, że tematu nie ma.
Zmuśmy ich do określenia się w tej sprawie- bo nawet przy ich sprzedaniu Uśmiechniętej Władzy, przy ich cynizmie, tchórzostwie i konformizmie- będzie im trudno tak ostentacyjnej bandyterki nie skrytykować.
Obserwuje od kilku dni histerię, jaką, w sprawie Borowskiego, urządza Giertych I jego trolle, histerię Pińskiego i reszty Silnych Razem i oni się ewidentnie boją tej sprawy.
Zauważcie, jak o niej mówią. Nie ma typowego dla Giertycha triumfalizmu, grania twardziela, który wszystko może. Mecenas Tuska się wręcz usprawiedliwia! Stwierdza, że to wina samego Borowskiego, zaznaczając, że on sam właściwie nie ma z tym nic wspólnego, że dało się to rozwiązać inaczej. Narracja Giertycha nie ma więc nic wspólnego z tym, w jaki sposób człowiek ten komentował innych więźniów politycznych Donalda Tuska, takich, jak ksiądz Olszewski czy urzędniczki Ministerstwa Sprawiedliwości. Wtedy Giertych się puszył, popisywał, przypisywał sobie osobistą "zasługę", przedstawiając się jako jeden z tych, którzy do tego doprowadzili. Teraz stara samego siebie ukryć w tej sprawie.
I nie dziwię się Giertychowi. To sytuacja, którą każdy człowiek, z elementarną przyzwoitością, z chociażby resztką moralności, musi postrzegać jako najgłębszą patologię. Zacznijmy od tego, że, z jednej strony, mamy bohatera walki z komunizmem, z drugiej- aparatczyka z dobrze ustawionej za PRL-u rodzinki, aktualnie pupilka samego premiera. Po jednej stronie barykady stoi człowiek niezłomny, nie bojący się więzienia, po drugiej tchórz, który uciekł do Włoch przed sprawiedliwością, który odważył się wrócić dopiero, kiedy jego sojusznik zdobył władze i mógł być pewny, że, mimo, obciążających go dowodów, ówczesny Minister Sprawiedliwości Bodnar grzecznie, na polecenie Tuska, skręci mu śledztwo związane z PolNordem.
Giertych więc broni się jak może, Piński oraz jego internetowi hejterzy dwoją się i troją, ale sprawa, jeśli chodzi o narrację, jest dla nich przegrana. Niezależnie od tego, ile bedą oni zaklinać rzeczywistość, opowiadać o tym, że Borowski musi "ponieść konsekwencje własnych decyzji", z prawą ręką Tuska już na zawsze zostanie obrazek skrajnego, żenującego tchórzostwa, tej groteskowej szopki z mdleniem, karetką i noszami. Tymczasem, raz jeszcze to zaznaczmy, Borowski jest gotów pójść do wiezienia mimo swojej ciężkiej choroby.
I przynajmniej tyle dobrego z tego koszmaru, jaki urządza Uśmiechnięty Populizm...


Komentarze
Pokaż komentarze (7)