Financial Times właśnie donosi, że w Teheranie na poważnie rozważali uderzenie w amerykańskie bazy w Bułgarii, na Cyprze, a może nawet w kable podmorskie w Cieśninie Ormuz – bo jak Trump trochę mocniej przyciśnie, to oni pokażą światu, co potrafią.
Wyobraźcie sobie ten sztab: ajatollahowie w długich szatach, z brodami do pasa, pochyleni nad mapą Europy narysowaną kredką na serwetce z kebabowni.
„Bracia! Odpalimy nasze legendarne Shahaby!
Te, które po ostatnich „sukcesach” ocalały głównie w mobilnych wyrzutniach, bo resztę infrastruktury już dawno zamieniono w stertę złomu. A jak nie dolecą, to wyślemy drony Shahed – te same, które ostatnio tak imponująco spadały gdzie popadnie. A w ostateczności… maczetą i procą! Bo nic tak nie przeraża lotniskowca jak dobrze wymierzony kamień z procy i wrzask „Allahu akbar” niosący się na wietrze!”
I ta duma, ta pewność siebie… „Jeśli Amerykanie użyją brytyjskich baz, to uznamy je za legalny cel!” – grzmią Strażnicy Rewolucji. Straszne.
Chyba że akurat te bazy bronią okręty Arleigh Burkę i Ticonderoga, a przede wszystkim Aegis Ashore w Polsce i Rumunii – te same instalację, które od początku budowano właśnie pod irańskie „superbroń”. SM-3 za ponad 10 milionów dolców sztuka, celność punktowa, zasięg do 1200 km.
Ale co tam, irańscy stratedzy wiedzą swoje: wystarczy kilka rakiet jak w Zjednoczonych Emiratach 18 sierpnia (dwa pociski, wielki sukces, prawie nic nie zniszczyli) i Europa padnie na kolana.
Bo przecież nic tak nie buduje reputacji mocarstwa jak groźby, że „odejdziemy od ograniczonej strategii i uderzymy w Europę”. Zwłaszcza kiedy twoja armia właśnie dostała solidne lanie, infrastruktura leży w gruzach, a najwyższy przywódca awansuje twardogłowych, żeby jeszcze głośniej krzyczeć.
To dopiero taktyka: im gorzej, tym głośniej straszyć. Klasa światowa. A my tu w Polsce i Rumunii mamy mieć zaszczyt chronić Zachód przed tym potopem procy i maczet. Bo Iran, ten niepokonany tytan, który nie potrafi nawet utrzymać otwartej Cieśniny Ormuz bez ciągłych gróźb, nagle odkrył w sobie talent do globalnej projekcji siły.
Brawo.
Naprawdę.
Niech tylko spróbują. Zobaczymy, ile tych „odwetowych” rakiet doleci dalej niż do własnego podwórka, zanim SM-3 zamienią je w ładne fajerwerki. Tak trzymać, panowie w turbanach. Wasza legenda o potędze rośnie z każdą kolejną groźbą. Aż człowiek prawie zapomina, że za tymi wielkimi słowami stoi reżim, który najchętniej walczy z własnymi kobietami, dysydentami i… kablami internetowymi.
Ale no, procą i maczetą to jednak argument nie do zbicia. Świat drży.


Komentarze
Pokaż komentarze (7)