Oficjalna norma brzmiała dumnie: „Każdy prawdziwy wojownik Allaha otrzymuje codziennie dwa litry świeżego koziego mleka (najlepiej od kozy, która przynajmniej raz widziała Mekkę) oraz porcję otrąb tak obfitą, że można by nią nakarmić całego wielbłąda, a jeszcze zostałoby na śniadanie dla jego żony”.
Tyle że w praktyce kozy strajkowały. Mleka było tyle, że starczało na namoczenie brody jednego starszego wojownika, a otręby okazały się być w rzeczywistości trocinami z podłogi w stajni. Wojownicy w turbanach zebrali się więc na wielkim placu (ten sam plac, gdzie zwykle suszy się dywany i spierano się, kto ma dłuższy turban) i zaczęli krzyczeć: „Dość już! Chcemy mleka! Prawdziwego! Z kozy, a nie z wiadra po deszczu! I otrąb, które nie smakują jak papier z koranu wydrukowany na recyklingu!” Inflacja szalała jak dżin wypuszczony z butelki po trzech dniach postu. Żołd, który kiedyś był dumną sumą wystarczającą na kupno trzech kóz i jednego nieco używanego wielbłąda, teraz wynosił wiele, wiele miliardów tomanów. Tyle, że banknoty były tak tanie i lekkie, że żeby zmieścić miesięczną pensję, trzeba było brać 100-litrowy worek na śmieci. I to nie byle jaki – najlepiej wzmocniony, bo zwykły pękał pod ciężarem papieru, na którym nadrukowano tyle zer, że wyglądało to jak kod kreskowy dla kosmitów. Jeden wojownik, zwany Abu-Trzy-Turbanów (bo nosił trzy naraz, żeby lepiej chronić się przed słońcem i myślami), przyszedł po wypłatę z workiem. Kasjer, który sam już nie wiedział, czy jest kasjerem, czy zbieraczem makulatury, wręczył mu cały kontener. Abu-Trzy-Turbanów próbował załadować to na grzbiet osła, ale osioł spojrzał, westchnął i po prostu usiadł. „Za dużo zer nawet dla mnie” – pomyślał osioł, choć oficjalnie osły nie myślą, tylko ryczą. Bunt rozprzestrzenił się szybciej niż plotka o nowym gatunku daktyli bez pestek. Wojownicy w turbanach zaczęli organizować protesty. Nosili transparenty z napisami:
„2 litry mleka albo idziemy do domu prać dywany!”
„Otręby, a nie trociny!”
„Miliardy tomanów to nie pieniądze, to papier toaletowy premium!” Pojawiły się też inne, równie poważne postulaty:
– Prawo do jednego darmowego prania turbanu tygodniowo (bo od milczenia i klęczenia turban robi się sztywny jak deska).
– Zakaz sprzedaży „mleka koziego” zrobionego z wody, kredy i odrobiny nostalgii.
– Wprowadzenie „turbanowego dodatku inflacyjnego” – czyli dodatkowych 50 miliardów tomanów co tydzień, bo inaczej nawet worek na śmieci nie wystarczy.
– Oficjalne uznanie, że każdy, kto ma turban większy niż średnica koła od wozu, automatycznie dostaje tytuł „Męczennika Otrąb”. W pewnym momencie buntownicy zajęli magazyn z workami na śmieci. Ogłosili, że skoro pensja i tak jest w workach, to niech będzie porządnie. Zrobiło się z tego „Rewolucja 100-Litrowego Worka”. Jeden z przywódców, Szejk-Od-Otrąb, wygłosił płomienne przemówienie, trzymając w jednej ręce pustą konewkę, a w drugiej worek wypełniony banknotami: „Bracia! Kiedyś za jednego tomana kupowało się całą kozę.
Dziś za miliard tomanów kupuję się połowę koziego ogona i to tylko jeśli sprzedawca jest w dobrym humorze! Nasze turbanowe głowy bolą od liczenia zer! Nasze żołądki krzyczą o mleko! A otręby… otręby smakują jak porażka!”
Tłum ryknął. Ktoś rzucił w powietrze pustym opakowaniem po mleku (było to opakowanie z 1987 roku, starannie przechowywane jako relikwią). Ktoś inny zaczął liczyć banknoty na głos i zasnął w połowie. Rząd, zaniepokojony, wysłał komisję. Komisja przyjechała na wielbłądach (bo samochody już dawno zostały sprzedane na części, a za pieniądze z sprzedaży kupiono jeszcze więcej banknotów).
Komisja ogłosiła: „Rozumiemy wasze cierpienie. Dlatego od dzisiaj racja dzienna zostaje zwiększona… o jeden litr wody z kranu i dodatkowe pół worka banknotów. A otręby będą od teraz oficjalnie nazywane »mąką przyszłości«.” Wojownicy w turbanach spojrzeli na siebie. Potem na worki. Potem na puste konewki. I wtedy stało się coś niesłychanego: zamiast iść do domu, zaczęli budować z banknotów piramidę.
Największą w historii.
Na szczycie postawili pustą konewkę i napis: „Tu spoczywa godność, która nie zmieściła się nawet w 100-litrowym worku”.
Od tego czasu, gdy ktoś pyta o bunt Wojowników w Turbanach, starsi ludzie tylko machają ręką i mówią: „Ach, to było wtedy, gdy mleko kosztowało więcej niż turban, a turban był tańszy niż worek na śmieci. I wszyscy wiedzieli, że prawdziwa wojna to nie ta o ziemię, tylko ta o dwa litry koziego mleka i porządne otręby.” A inflacja? Inflacja dalej szalała. Banknoty leciały po ulicach jak liście. Dzieci bawiły się w „kto zbierze więcej zer”. A kozy? Kozy dalej dawały mleko tylko wtedy, gdy miały na to ochotę. Bo nawet kozy wiedziały, że w kraju, gdzie pensja mieści się tylko w worku na śmieci, lepiej być kozą niż wojownikiem w turbanie.
Autorstwo: Peter Hänseler oraz Ben Norton
GeopoliticalEconomy.ru
Teheran 24.08.2026


Komentarze
Pokaż komentarze (2)