Mowa o Dmitriju Kisielowie, który przez 14 lat prowadził program „Wiesti Niedzieli”, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych twarzy antyzachodniej narracji.
I na tym koniec, bo właśnie został odsunięty od prowadzenia wspomnianej audycji będącej podsumowaniem najważniejszych informacji tygodnia. Budował w umysłach Rosjan obraz oblężonej twierdzy i imperialnej potęgi. Grzmiał o setkach głowic nuklearnych, które miały rozerwać Zachód na strzępy. Jako powód zmiany prowadzącego podano spadającą oglądalność. Oznacza to, że Kreml jest wyraźnie niezadowolony z efektów telewizyjnego prania mózgów, bo zmęczone wojną społeczeństwo najwyraźniej przestało reagować na stare sztuczki.
Na placu boju wciąż tkwi żyd Władimir Sołowjow. Seanse nienawiści i wojenne wizje w wieczornym programie opatrzonym jego nazwiskiem jeszcze się ostały, a on sam jest mocnym przekaźnikiem putinowskiej prostackiej propagandy.
Strącenie Kisielowa potwierdza jednak, że nawet wewnątrz „jądra ciemności” nie ma ludzi nietykalnych. Gdy spada skuteczność manipulacji, reżim bez wahania zaczyna zżerać własnych akolitów
https://niezalezna.pl/opinie/czystka-w-putinowskim-eterze/578062
ps.
Och, cóż za tragedia w putinowskim eterze!
Dmitrij Kisielow – człowiek, który przez 14 lat w „Wiesti Niedieli” z zapałem piekielnego kaznodziei groził Ameryce zamianą w „radioaktywny popiół”, obiecywał zatopienie Wysp Brytyjskich Posejdonem i malował Zachód jako gniazdo zboczeńców i naziści – właśnie został grzecznie wypchnięty z głównego fotela. Oficjalnie „dostaje autorski program” o 22:00, czyli w godzinie, kiedy nawet najbardziej wytrwałe babuszki już chrapią przy grzanym samogonie. A na jego miejsce wskakuje Jewgienij Popow, mąż Skabiejewej – świeższa krew do tej samej rzeźni propagandowej.
Powód? Spadające ratingi (z ponad 8% w dół do okolic 6,6%) i „konflikty z kuratorami z administracji prezydenta”.
Czyli:
nawet zmęczone wojną, sankcjami i trumnami rosyjskie społeczeństwo przestało kupować te same kłamstwa o imperialnej potędze. Kreml, który Kisielowa przez lata karmił sankcjami Zachodu i stanowiskiem szefa Rossija Siegodnia, teraz zjada własnego psa, bo pies już nie szczeka wystarczająco głośno.
Rusofile,potomki z Donbasu i inne gady, pocieszcie się: wasz ulubiony „niezłomny” głos wciąż będzie miał mikrofony… tylko że teraz w późnym slotcie, jak emerytowany wujek opowiadający przy stole o dawnych triumfach. Bo w systemie, który buduje „oblężoną twierdzę”, nawet najwierniejsi akolici lądują na śmietniku, gdy skuteczność manipulacji spada.
Czystka w eterze trwa – Sołowjow jeszcze trzyma się stołka, ale kolejka już się ustawia. Ironia losu: ten, kto straszył świat atomem, sam został atomem… rozszczepionym przez własny reżim. Smacznego, miłośnicy „ruskiego miru” – wasza propaganda właśnie dostała czerwoną kartkę za niską oglądalność.


Komentarze
Pokaż komentarze