W PRL co 10 lat zaczynał kipieć kocioł. Pierwszy raz dokładnie 11 lat pod zakończeniu II wojny światowej i utrwalaniu dogmatu marksistowskiego o ostatecznym przejęciu władzy przez lud pracujący, co wszyscy rozumieli jako rządy ludzi osadzonych w Polsce przez zwycięski Związek Sowiecki. Rok 1957 przez chwilę był czasem euforii, gdyż ów „lud pracujący” ośmielony kłamliwą frazeologią Gomułki pokazał, że jest mimo wszystko polski. Czyli zaczęła się epoka wielkiego oszustwa, która miała trwać aż do roku 1989 r. W międzyczasie były dwie dekady, Gomułki i Gierka. Obie skończyły się buntem społecznym wywołanym niewyobrażalnym wprost łupieniem narodu, a jedynie u niewielu oponentów podszytym sprzeciwem wobec totalitarnych rządów komunistów. Ta pozorność motywacji ideologicznej i politycznej pozostała po roku 1989, kiedy to przywódcy strajków lat osiemdziesiątych opijali z wodzami stanu wojennego zwycięstwo. Tym razem należało zapytać poważnie: czyje? Nie zapytano, a kto nieśmiało by się tego domagał tego zakrzyczano. Nowa Trybuna Ludu czyli Gazeta Wyborcza w michnikowskim stylu obluzgiwała każdego, kto był przeciw prezydenturze Jaruzelskiego, premierostwu Kiszczaka i obecności prominentów PRL na scenie politycznej, rzekomo demokratycznej Polski. Dawna nomenklatura bez przeszkód się uwłaszczyła majątkiem wypracowanym przez naród. Ta grabież mienia publicznego trwa nadal kryta przez lewackie kierownictwo Unii Europejskiej. Im bardziej zgangrenowana scena polityczna Polski, tym prostsza droga do jej kolonizacji przez, tym razem, europejski Grossdeutschland. Nie udało się w wykonaniu Hitlera, zatem ma się urzeczywistnić teraz. Polskę trzeba ujarzmić, inaczej niż w 1939 roku, ale skutecznie. Wszystko zdaje się być na dobrej drodze, bo „nasz człowiek w Warszawie”, ludzie w rządzie kupieni lub do kupienia, instytucje prawne zdeformowane, młode pokolenie w rękach dających gwarancję ogłupienia i zdeprawowania. Czym zatem się martwić?
A jednak jest czymś. Prezydent. Czujny, wetujący buble mające przyspieszyć obezwładnienie Polski. Ostatnia instytucja broniąca praworządności, tej zmory reżimu Tuska.
Trybunał Konstytucyjny. Wiodące w życiu publicznym instytucje zdołano już zawłaszczyć, stróżów prawa w znacznej mierze uzależnić od reżimu. Zatem jeszcze ostatni skok na TK. Po prostu wprowadzić swoich ludzi, a ci będą strzegli prawa tak jak je Tusk rozumie. Przecież wiadomo jak to się robi. Praktyk peerelowskich nie zapomniano. Czyż wtedy nie brakowało partyjnych w wymiarze sprawiedliwości? Co komu przeszkadza, że jakiś urzędnik na służbie premiera zostanie sędzią w TK? Nic to, że dr Javier Cremades, prezes Międzynarodowego Stowarzyszenia Prawników powiedział w Trybunale Konstytucyjnym, że wszelkie zmiany muszą być zgodne z konstytucją. Eurokraci pomogą do przepchania nawet najohydniejszych ustaw, burzących już i tak nadwątlone moralne oblicze narodu. Mają przecież gotowe narzędzie w postaci szantażu, czyli tzw. warunkowości. Nie zechcecie się zeszmacić, wprowadzać parodii małżeństwa homoseksualnego, uderzyć w rodzinę, to nie dostaniecie pieniędzy wam należnych. Szantaż kiedyś był karalny, dziś jest bejsbolówką eurokratów.
Dziwne to wszystko, bo zdrowa część Narodu jednak z niepokojem przygląda się (na razie!) jak to policji używa się do instalacji szkodliwych dla Polski ludzi i instytucji. Wraca MO, a dla brudnej roboty ORMO, jak pod pomnikiem smoleńskim. Zbyt wiele tych analogii z czasami sprzed 1989. Czy końcowy etap Polski bez prawa i dyszla zakończy się też analogią do tego, co stało się 13 grudnia (feralna data) 1981 r.? Po co nam wróżby? Lepiej obserwujmy co się dzieje. Jeśli padnie TK zawłaszczony przy pomocy tzw. służb specjalnych, jeśli na fotelu prezydenta RP zasiądzie komunista, to znaczyć będzie, że system się domknął. Oby lepiej niż to było w 1989 r., kiedy Kiszczak zorganizował „zwycięskiej” opozycji bachanalia okrągłostołowe, by mogli rządzić dalej ci, co ponoć władzę oddali. Coś musi się stać, tak jak stało się na zakończenie kolejnych dekad PRL. Proporcje: naród contra wierni partii i komuś tam jeszcze są wtedy i dziś te same. „Obyś żył w ciekawych czasach” – chińskie złorzeczące porzekadło. No, właśnie, materializuje się dziś u nas.
https://niepoprawni.pl/blog/zygmunt-zielinski/a-jednak-historia-lubi-sie-powtarzac


Komentarze
Pokaż komentarze (2)