Empiryzm Kacpra P.
Doświadczenie, obserwacja, wnioski i publikacja.
0 obserwujących
21 notek
24k odsłony
  210   0

Życie to nie "Ojciec chrzestny", czyli o romantyzowaniu polskiej mafii w mediach

Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu myślałem o tym w jakiej kondycji znajduje się polskie społeczeństwo, a zwłaszcza to do czego doprowadził przetaczający się - nie tylko przez nasz kraj - relatywizm moralny oraz "kultura clickbaitowa", a czego świetnym uwypukleniem są ostatnie wydarzenia - chociażby związane z galą MMA VIP Marcina Najmana, super-produkcją Macieja Kawulskiego (KSW) "Jak pokochałam gangstera" na platformie Netflix czy chociażby zdjęcia publikowane na social media niezwykle popularnego rapera Malika Montany. Wczoraj niezwykle celnie opisał to na swoim profilu dziennikarz Krzysztof Stanowski, a ja korzystając z okazji, że przywołałem tutaj szefa Weszło! oraz Kanał Sportowy także muszę zająć swoje #stanowisko w tej sprawie. Niespełna kilka dni temu Marcin Najman podczas konferencji prasowej gali MMA-Vip zaprezentował nowego "bossa" federacji i nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że przy akompaniamencie muzyki z "Ojca Chrzestnego" do studia wkroczył dumnym krokiem Andrzej Banasiak ps. "Słowik" i z dumnego, królewskiego tronu zaprosił do oglądania tej freakowej gali. Może nie każdy wie lub pamięta, ale wyżej wspomniana postać to wieloletni szef mafii pruszkowskiej, która w latach '90 oraz na początku drugiego tysiąclecia - wspólnie z drugą, równie znaną grupą wołomińską terroryzowali i drenowali nasz kraj. Przytoczę za red. Stanowskim: "[Oni] Zlecali zabójstwa, porywali, okradali, wymuszali haracze, zmuszali do prostytucji, gwałcili, niszczyli legalnie funkcjonujące biznesy, niszczyli rodziny, niszczyli ludzi. To nie byli bad boye z serialu, to nie były młode wilki, to były zwykłe prymitywne skurwysyny, które miały krew na rękach. I policja była wobec całego tego ogromu bezsilna. Bała się, jak wszyscy wokół." O skali i ich potędze, zwłaszcza Słowika niech świadczy fakt, że za opłatą 150 tys dolarów (!) został ułaskawiony przez prezydenta Lecha Wałęsę i wypuszczony na wolność. Trudno uwierzyć - zwłaszcza dziś - gdy nasz były Prezydent w licznych wywiadach utyskuje na fatalną sytuacje finansową, bo przecież w okresie swojej świetności wiele było podobnych spraw (jak szczęśliwa wygrana w "totka" za komuny), gdzie mógł "godnie zarobić". Ale ten post nie jest o tym. Bardzo prawdopodobne, że wielu z moich znajomych może tego nie pamiętać lub nie mieszkali w Warszawie, ale były takie czasy - wcale nieodległe - gdzie członkowie tej grupy hurtowo wrzucali ludzi do Wisły na wysokości słynnych "nadwiślańskich parasoli", porywali i terroryzowali kupców ze Stadionu X Lecia, dokonywali brutalnych mordów w takich miejscach jak słynny Bar "Biruty" na Targówku czy strzelali z ostrej amunicji pod znanym centrum handlowym Klif.

Muszę przyznać, że od jakiegoś czasu myślałem o tym w jakiej kondycji znajduje się polskie społeczeństwo, a zwłaszcza to do czego doprowadził przetaczający się - nie tylko przez nasz kraj - relatywizm moralny oraz "kultura clickbaitowa", a czego świetnym uwypukleniem są ostatnie wydarzenia - chociażby związane z galą MMA VIP Marcina Najmana, super-produkcją Macieja Kawulskiego (KSW) "Jak pokochałam gangstera" na platformie Netflix czy chociażby zdjęcia publikowane na social media niezwykle popularnego rapera Malika Montany. Wczoraj niezwykle celnie opisał to na swoim profilu dziennikarz Krzysztof Stanowski, a ja korzystając z okazji, że przywołałem tutaj szefa Weszło! oraz Kanał Sportowy także muszę zająć swoje #stanowisko w tej sprawie.

Niespełna kilka dni temu Marcin Najman podczas konferencji prasowej gali MMA-Vip zaprezentował nowego "bossa" federacji i nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że przy akompaniamencie muzyki z "Ojca Chrzestnego" do studia wkroczył dumnym krokiem Andrzej Banasiak ps. "Słowik" i z dumnego, królewskiego tronu zaprosił do oglądania tej freakowej gali. Może nie każdy wie lub pamięta, ale wyżej wspomniana postać to wieloletni szef mafii pruszkowskiej, która w latach '90 oraz na początku drugiego tysiąclecia - wspólnie z drugą, równie znaną grupą wołomińską terroryzowali i drenowali nasz kraj. Przytoczę za red. Stanowskim: "[Oni] Zlecali zabójstwa, porywali, okradali, wymuszali haracze, zmuszali do prostytucji, gwałcili, niszczyli legalnie funkcjonujące biznesy, niszczyli rodziny, niszczyli ludzi. To nie byli bad boye z serialu, to nie były młode wilki, to były zwykłe prymitywne skurwysyny, które miały krew na rękach. I policja była wobec całego tego ogromu bezsilna. Bała się, jak wszyscy wokół." O skali i ich potędze, zwłaszcza Słowika niech świadczy fakt, że za opłatą 150 tys dolarów (!) został ułaskawiony przez prezydenta Lecha Wałęsę i wypuszczony na wolność. Trudno uwierzyć - zwłaszcza dziś - gdy nasz były Prezydent w licznych wywiadach utyskuje na fatalną sytuacje finansową, bo przecież w okresie swojej świetności wiele było podobnych spraw (jak szczęśliwa wygrana w "totka" za komuny), gdzie mógł "godnie zarobić". Ale ten post nie jest o tym. Bardzo prawdopodobne, że wielu z moich znajomych może tego nie pamiętać lub nie mieszkali w Warszawie, ale były takie czasy - wcale nieodległe - gdzie członkowie tej grupy hurtowo wrzucali ludzi do Wisły na wysokości słynnych "nadwiślańskich parasoli", porywali i terroryzowali kupców ze Stadionu X Lecia, dokonywali brutalnych mordów w takich miejscach jak słynny Bar "Biruty" na Targówku czy strzelali z ostrej amunicji pod znanym centrum handlowym Klif.

Polscy gangsterzy z lat 90. zdobywają coraz większą popularność. Niektóre media z chęcią zapraszają do siebie np. "Miśka z Nadarzyna", z kolei w ostatnich dniach na Netfliksie pojawił się film romantyzujący postać bandyty "Nikosia". Ex-mafiozi zakładają kanały na YouTube, na których "spowiadają się" z przeszłości, częściowo odkupując swoje winy, a raperzy i ulubieńcy młodych ludzi jak Malik Montana publikują zdjęcia z "gangusami" na Instagramie. Zatrzymajmy się chociażby na chwile przy opisie nowego filmu Maciej Kawulski (KSW): "To opowieść o męskim świecie widzianym oczami kobiet. Nikoś to chłopak z nieposkromionym apetytem na sukces, który specjalizuje się w nielegalnym imporcie samochodów do Polski. Gigantyczne pieniądze, budowa samochodowego imperium, spektakularna ucieczka z więzienia… jego życie to ciągła jazda bez trzymanki, a jego historia pokazuje jak walczyć o siebie i ile trzeba poświęcić, żeby móc sobą pozostać." To kolejny etap romantyzowania polskich mafiozów z lat 90. w przestrzeni medialnej, którym wybacza się krwawą przeszłość, a także próbuje zbić się kapitał promocyjny - i nie tylko - na postaciach moralnie wątpliwych. Oczywiście, że jako gówniarz wychowany na "Soprano" i "Ojcu chrzestnym", a także chłopak, który swoje dzieciństwo spędził na Stadionie X Lecia razem ze swoim tatą - fascynował zawsze mnie ten "zakazany świat" - ale też jako dorosła osoba wiem, że dzisiejszy przegniły, zepsuty, trudny i niesprawiedliwy świat zasługuje, a nawet potrzebuje autorytetów i bohaterów zgoła innych, aniżeli odgrzani "pruszkowscy" czy "wołomińscy" - których wizerunek ocieplają inne znane i medialne osobistości na których spoczywa także spora odpowiedzialność za młodych, niczego nieświadomych ludzi. No, chyba, że chcemy i tęsknimy znów za czasami, które świetnie opisuje pewna słynna fraza, że: "Tam gdzie kończą się Reguły*, zaczyna się Pruszków." (Reguły; miasto na wjeździe do Pruszkowa z Warszawy). A mi pozostało na koniec już tylko skitować to słynny wersem Sokóła z 2006 roku, który dziś aktualny jest jak nigdy, że: "Świat stanął na chuju i tańczy sobie breka", a ja mam nadzieje, że ten taniec polskiego społeczeństwa szybko - i szczęśliwie - się skończy.


Lubię to! Skomentuj4 Napisz notkę Zgłoś nadużycie

Więcej na ten temat

Komentarze

Inne tematy w dziale Kultura