Spore zawirowanie w przestrzeni publicznej wywołały ostatnio opublikowane zeznania ekspertów z zespołu Macierewicza. Opinie na ich temat wahają się od spazmatycznego śmiechu i grymasu politowania do śmiertelnie poważnej obrony polonijnych naukowców oraz doszukiwania się spisku mającego na celu zdyskredytowanie rzeczonych ekspertów. Bez względu na własne przemyślenia w tym temacie wydaje mi się, że w kontekście całego zamieszania warto przytoczyć niedawną wypowiedź jednego z przywoływanych do tablicy profesorów. Amerykański specjalista od wytrzymałości drzew w wywiadzie udzielonym Polsatowi odniósł się do sceptycyzmu profesora Artymowicza wobec jego sławetnych badań nad pancerną brzozą. Cytowaną poniżej wypowiedź można wysłuchać w całości tutaj, przy czym interesująco robi się od 07:20. Spójrzmy zatem co ma do powiedzenia Pan Binienda na temat swego naukowego adwersarza:
Pan profesor Artymowicz nie ma ekspertyzy w mojej dziedzinie. Nie ma ekspertyzy w dziedzinie wytrzymałości materiałów czy uderzeń dużej energii. Ja nie mogę dyskutować z kimś na temat i w ogóle brać pod uwagę opinii kogoś kto nie ma mojej ekspertyzy. Na tej zasadzie to osoba, która sprząta u mnie w pokoju też może mieć opinię i ja nie mam niestety zamiaru dyskutować z taką osobą, która nie ma ekspertyzy. Oni się zupełnie od siebie nie różnią, ten co sprząta u mnie w pokoju i Pan Artymowicz.
Trzeba przyznać, że jest to dość ciekawy punkt widzenia, zwłaszcza w kontekście trwającej od tygodnia wojenki na kompetencje. Po przeanalizowaniu powyższej wypowiedzi nasuwa mi się następujące pytanie – z punktu widzenia faktycznych ekspertów od badania katastrof lotniczych, czym różnią się profesorowie Binienda, Rońda i Obrębski od kogoś, kto sprząta im pokoje? Czy mogę w ogóle dyskutować z kimś na temat i w ogóle brać pod uwagę opinie kogoś kto nie ma ich ekspertyzy?


Komentarze
Pokaż komentarze (39)